wtorek, 5 maja 2020

Kim jest Herhor?


Od zawsze ludzie uwielbiali teorie spiskowe.
Czemu? Bo są atrakcyjne, tajemnicze i ten kto w nie uwierzy czuje się wyróżniony.
Rozpowiadane kiedyś szeptem, dzisiaj rozsyłane sobie na priv przez Internet (by zachować tajność) działają podobnie co 3000 i 2000, 300, 200, 20 lat temu. "Ciiiii, nie mów nikomu, tylko osobie zaufanej".
Były i są się o tyle groźne, że bazują na nieuctwie i ignorancji, wciskając ludziom niesprawdzone teorie. "Zaufana" dzisiaj to osoba, która wg siewcy teorii kupi ją bez margania. (zazwyczaj też będzie doskonałym źródłem dochodu cyklicznie  lub jednorazowo - hasłem niech będzie "strukturyzator wody".
Ale, gdy tylko zaoponuje, poda źródła wiedzy i skrytykuje teorię spiskową staje się automatycznie Wrogiem i osobą podejrzaną.
O co? O kontakt z nauką i faktami, a te działają na spiskowców jak słoneczny świt na wampiry. 🧛‍♂️🧛‍♀️🧛‍♂️
Ta silna wiara w coś czego nie ma, teorie które się nie trzymają kupy, nie wspierają ich żadne naukowe gremia, badania, wyniki obsiadają mózgi wierzących tak jak i inne teorie nie poparte niczym, ale głoszone w taki sposób, że ludzie w nie UWIERZYLI. (tu właśnie wkracza analogia  )
Rozumiem że kiedyś WIARA musiał istnieć, tak jak od zawsze istniał pewien rodzaj cwanego układu - "Ja wiem, wy nie wiecie, więc w imię mojej wiedzy jestem mocniejszy, MAM WŁADZĘ ! (vide starożytny Egipt i kapłani ukłon Panu Bolesławowi Prusowi za "Faraona") czy inne układy typu "ja wiem a wy nie wiecie".
Piedestał niesłychanie otumania. Ma słodki smak sławy! Skupia wzrok! Mniaaaam!
Pozostanę delikatnie w Egipcie, żeby nie jątrzyć. (ale wspomniana analogia ...  )
Herhor Który Wiedział, manipulował Ramzesem Który Nie Wiedział. Po co? Dla własnych korzyści.
Zresztą jako de facto władca Egiptu zrujnował Górny Egipt toralnie sam oczywiście żyjąc w maśle.
Teraz można zadać pytanie - kto dzisiaj jest Herhorem?
- Czy David Icke "brytyjski pisarz i mówca, który od 1990 zajął się głoszeniem teorii spiskowych. Były zawodowy piłkarz, reporter, telewizyjny prezenter sportowy, Icke twierdzi, że wśród ludzi istnieje rasa Reptilian, czyli zmiennokształtnych ludzi-jaszczurów. Według niego takimi istotami są m.in. były amerykański prezydent George W. Bush, królowa Elżbieta II i popularny piosenkarz country Kris Kristofferson. Mają oni 👽👽👽 tworzyć grupę, określaną przez niego iluminati lub zakon iluminatów, która kontroluje świat, usiłując stworzyć światowy rząd."
- Czy WHO i światowy spisek Niebardzowiadomokogo?
- Czy Bill Gates, który łoży kolosalne pieniądze na mnóstwo działań charytatywnych i nagle wciska mu się udział w stworzeniu koronawirusa po to żeby znów wydając kolosalne pieniądze wcisnąć nam szczepionki w których będą jakieś nanochipy po których staniemy mu się posłuszni. Eeee... Serio?
(sensatom polecam raz jeszcze przeczytać w oryginale całą wypowiedź Gatesa o koronowirusach i poprosić znajomego młodego i znającego język angielski lekarza, żeby wyjaśnił o co cho, to w miarę proste, gdy się uważało na biologii w szkole)
Kim jest Herhor? O, sorry mamy równouprawnienie - Herhorka? 
Odpowiedź bywa zawsze jedna - siewcą podobnych teorii zazwyczaj jest ktoś, kto na tym zyskuje (sławę (która ma boski smak) i pieniądze (tak samo).
"(...) ludzie, którzy wierzą w spiski, zupełnie dobrze się z tym czują. Może nawet czują się lepsi? Wyróżnieni? Wtajemniczeni? Bo przecież dostrzegli coś, co innym wydaje się nie do pojęcia i na co nie potrafią otworzyć oczu, a im się udało. "
"Niedawno spotkałem się ze studentami medycyny, opowiadali, że chcąc poznać sposób myślenia antyszczepionkowców i zwolenników „ukrytych terapii”, wchodzą na ich fora. Jednak dość szybko zostają rozpoznani, zdradza ich wiedza, jaką mają z zakresu anatomii czy fizjologii, natychmiast – po rozpoznaniu – są tam traktowani jak agenci wpływu, Big Pharma…" (profesor Tomasz Grzyb Uniwersytet SWPS) 

niedziela, 5 kwietnia 2020

Na ten smętny czas.

Refleksja po tekście Łukasza Łuczaja. Link na końcu.

Śmierć?

A nie, nie wyparłam, a wręcz odwrotnie.
Myślę o niej od jakiegoś czasu, od kilku lat bardzo konkretnie, oswajam, jak tylko się da oswoić bez histerii. Obłaskawiam, niemal dotykam myślami jaźnią, emocjami. Na wiele sposobów. Da się. Tylko powoli.
U wielu z nas to obawa przed utratą wizji i fonii świata, urwie się nam dalszy ciąg, jakby nam ktoś odłączył Net...
A fizycznie nie ma się czego bać. To przyjdzie jak sen. Byle bez poprzedzającego upodlenia bólem czy dramatem niesamodzielności.
Najgorzej jest, nie ze swoją śmiercią ale mojego ukochanka, Człowieka który jest mi ogromnie bliski. Bez Niego życie starci barwy, tak bardzo, że nie wiem czy sobie poradzę (gdyby On pierwszy). Poradzę... pewnie tylko po co?
Mimo krótkiego naszego "MY" (zaledwie 14 lat) spletliśmy się ciasno. Lubimy się, a to równie ważne jak "kochamy". Czasem nawet ważniejsze.
Od jakiegoś czasu śmierć staje się mocniej widoczna jako majaczący i coraz wyraźniejszy napis przed nami: META, STOP, KONIEC, The END czy jak tam sobie ją obłaskawimy.
Kiedyś, za młodu oczywiście, byliśmy świadomi jej nadejścia ale dość teoretycznie, dopóki nie zabrała kogoś bliskiego np starych rodziców. (Wypadki i śmierci nagłe to inna inszość)
Teraz my jesteśmy na ich miejscu, "następni w kolejce" i tę myśl warto oswajać.
O tyle jednak jest ona do oswojenia, gdy zbliżający się kres sygnalizuje ciało, gdy słabniemy, marnieje organizm, umysł gaśnie...
Mój wuj 96 powiedział do mojego byłego męża kilka miesięcy przed śmiercią :
- Wiesz, Maciek, umarłbym już.
- Ależ wuju...
- Daj spokój, daj spokój. Nudno mi. Wszyscy poumierali, sam jestem, i świata już nie rozumiem i nawet się nie staram, stał mi się kompletnie obcy, obojętny. Nudno mi tu. Umarłbym.
Nazywam to "stanem gotowości".
Nie mamy go jeszcze, stąd bunt. Mamy zaledwie 64 i 70, właściwie pełnię jeszcze sił intelektualnych i cielesnych (zwłaszcza Pan Inżynier) na 3/4 gwizdka! On wiadomka - spawa, zbija, konstruuje, toczy, obrabia, ogarnia wszelkie "męskie" prace. Nadto jest świetnym kompanem i moim Siwym. Ja mniej już zrywna, ale zasadziłam 5 drzewek wiśniowych! Nie skończyłam książki, no i mamy plany!
I co, tak hop siup, zejść na zarazę?!
Jakoś nie...
Co do pochówków, Łukasz ma rację TOTALNĄ.
Ja rozumiem względy epidemiologiczne że ciało do ziemi w ogródku nie bardzo. OK. Ale w proszku? Jak już nas krematorium wprowadzi w stan instant?! Do tekturowej urny, nasiona do środka i do ziemi! Czemu NIE?
NIE - bo niestety cmentarze i pochówek to kolosalny dochód księży.
Serio, serio. Nie popuszczą.
Wolałabym w moim wiśniowym sadziku.
I chyba trzeba będzie zachachmęcić tak, żeby jednak zrobić to po swojemu, a na smętarzu tylko poudawać.
No... Postanowione - jeszcze nie.


http://lukaszluczaj.pl/koronawirus-z-perspektywy-smierci/?fbclid=IwAR1eQTDzAHN13-cv1wEhwcfHd8wDgMWIO7lXjUJEUFAwB9x_ucaw98pqm60

poniedziałek, 6 stycznia 2020

Zagłada

Walą się ludzie po piersiach aż huczy. I samobiczują lekutko, nazywając się "najgorszymi pasożytami Matki Ziemi".
Ajajaj... Może im to pomaga?
Mnie nie bardzo, mnie wystarcza świadomość i moja osobista próba zmian przyzwyczajeń i na ile mogę nieszkodzenie bardziej.
Zdaje sobie sprawę, że jestem w tym łańcuchu szkodników jednym z miliarda oczek, że byłam i jestem konsumentką/użytkowniczką cywilizacji ale co to da, że się teraz zbiczuję, zabluzgam i załamię dłonie w geście rozpaczy?

Wśród nas jest obecnie wiodąca grupa ludzi świadomych ekologicznie, których co by nie mówić, wyniosła na fali Greta Thunberg. Gdyby nie ona nadal sprawy klimatyczne to byłby temat numer 10 na drugiej stronie prasy codziennej.
Jej zawdzięczamy szum, i zupełnie inne przyjmowanie od wiadomości, że płonęły wyręby w Amazonii, a też lasy na Syberii, w Afryce, że obecnie Australia wygląda na zdjęciu satelitarnym jak wysmażona skwarka, wcześniej wycinanie birmańskich lasów i puszczy amazońskiej, gigantyczne ilości śmieci i ścieków nie robiły na nikim wrażenia. Nius, jak nius...

Wielu z nas się ocknęło - staramy się jakoś tam zmienić własne wygodne nawyki żeby mniej śmiecić, mniej niszczyć.
Ale ja stale pytam - co z tymi, przy których mój kubeł ze śmieciami to marny paproszek, z producentami śmieci na skalę GIGA? Ścieków i trujących odpadów w ilościach MEGA?
Nikt ich nie zatrzymuje - przedsiębiorców z galopujących technicznie Chin, a też z Indii, Pakistanu, Ameryki Południowej? Kto im powie STOP? Nikt, bo się nie zatrzymają ani na chwilę, bo im ucieknie kolejny miliard zysku.
Kto ich oświeci? Kto zatrzyma tych, którzy tak gnają po krociowe zyski, które im nic nie dadzą gdy to wszystko pieprznie. Sądzą optymistycznie, że się zadekują na miłej wysepce Polinezji Francuskiej nie wiedząc o tym, że owe wysepki najprawdopodobniej zatoną.
A miliardy tych, którzy również mają ekologię gdzieś, bo walczą o miskę ryżu? Kto im przemówi do rozsądku? To oni zaśmiecili ocean wrzucając plastikowe dobro do kanałów Egiptu, Indii, Pakistanu i innych krajów (Ameryki Pd) w których śmieci wywala się w koło, po prostu.
A południowo hiszpańskie plantacje warzyw dla spragnionej ich Europy pochłaniające co rok, co dwa lata kolosalne ilości plastiku na namioty foliowe? Stare zakopując w ziemi, bo odbiór drogi? Sparciała folia kruszy się, rozwiewa ją wiatr i w strumieniach rzekach wodociągach płynie ta trutka...
Kto im zabroni?
Kto walnie w ich sumienia?
Producenci opakowań, butelek, blistrów plastikowych rzucają ten gorący kartofel, czyli śmieć w nasze ręce i to my konsumenci się teraz głowimy co robić z tą stertą?! To producenci powinni się za to wstydzić i wziąć odpowiedzialność! 

Lata temu już David Attenborough biolog nawoływał o opamiętanie się demograficzne, bo robiło się nas zwyczajnie ZA DUŻO. Od lat 50 liczna ludzi na Ziemi się potroiła. Ale wszak Ziemia nie generuje nowych zasobów, a wręcz przeciwnie. Ma też już przesyt w przyjmowaniu wydalin, odpadów, ścieków, gazów. Ale religie trąbią: RODZIĆ! Za nimi ekonomiści - RODZIĆ, BO KTO UTRZYMA TYLU STARYCH LUDZI?

I tylko jeden Bill Gates, jak kot na pustyni, sam mocno angażujący się w utylizacje wydalin, ścieków i śmieci, w pomoc najuboższym "wędką" a nie rybą nawołuje najbogatszych o podzielenie się majątkiem: "Bill Gates, drugi najbogatszy biznesmen po Bezosie, w swoim najnowszym wpisie przekonuje o słuszności większego opodatkowania najbogatszych oraz wyeliminowania luk pozwalających na omijanie podatków. Przekonuje m.in., że opodatkowanie pracy w stosunku do kapitału jest nie fair i faworyzuje bogatych."
Czy pieniądze coś tu zaradzą?
Czy zdążymy zapobiec globalnej katastrofie?
W latach mojego dzieciństwa baliśmy się globalnego, nuklearnego konfliktu - zagłady.
Dzisiaj widać, że wykańcza nas cywilizacja.

Jak to się skończy?
Co robić?
Sorry, ale nie wiem.