środa, 28 grudnia 2011

Poświąteczna odezwa do Matek i Teściowych.


Moje drogie piszę to, bo sama jestem matką i świekrą (odmiana teściowej czyli mama syna). Sama też byłam młodą żoną, mamą i panią domu.
Pamiętam to doskonale, kiedy już zyskałam swój status młodej gospodyni zyskując własne mieszkanie a w nim – wymarzoną kuchnię! Tęskniłam za nią, bo zawsze dobrze sobie radziłam z gotowaniem a teraz mogłam ziścić swoje marzenia i pitrasić po swojemu dla męża i dzieciaków.

O czym to ja dzisiaj?
O problemie świątecznym młodych gospodyń.
Otóż młode kobiety mają w każde święta ten sam problem, matki i teściowe (świekry) próbują „ułatwić życie” młodej pani domu tym, że na „wyprzódki” ciągną młode stadko do siebie.
Jest w tym coś z niezdrowej rywalizacji, – która mamusia lepiej się spisze? Która jest lepszą kucharką? Biedna młoda para MUSI być i u jednej, (bo ta się pogniewa przecież) i u drugiej (bo też się pogniewa – to jasne!).
Miło doprawdy, gdy mamusie umieją się dogadać i robią wspólnie święta, bo się lubią i od ślubu młodych czują się rodziną. To jednak rzadkość.
Zazwyczaj każda matka ciągnie w swoją stronę stosując przymus emocjonalny – No, jak to, nie przyjdziecie do NAS?
Muszą więc i do jednych, i do drugich…
Wygląda to dramatycznie, bo każda wciska w dzieci swoje pyszne rybki, bigosik i „jak to nie spróbujesz pierożków?!”. I młodzi zmuszeni są zjadać te wigilie – podwójnie.

To jest pół problemu.
Idąc dalej w głąb serc młodych gospodyń, czyli młodych żon, w takiej sytuacji nie ma tu miejsca na święta we własnym domu! młoda żona, matka nie ma żadnej szansy zrobić Wigilii czy Wielkanocy u siebie, bo mamusie za nic na świcie nie chcą ruszyć tyłków i przyjechać do młodych, bo pies, paprotka i „wiesz, nie zostawimy pustego domu, jeszcze ktoś go okradnie, nie zawracajcie głowy, przyjedźcie do nas tatuś tak lubi swój fotel”.

Znam ten zgrzyt zębów i te do łez czasem wiodące rozmowy z mężem, że „ja, młoda żona mam, do diabła, SWÓJ dom, SWOJĄ już rodzinę i chciałabym mieć święta u siebie!!! Kiedy wreszcie to się stanie, jak poumierają?” A mąż cichcem odpowiada „Nie wiem, kochanie, mają się jeszcze bardzo dobrze…”
A my – matki kwoki stanowczo i z bolszewickim uporem robimy święta u siebie wmawiając młodej, że „się tak nie umęczy” i że tak będzie lepiej dal niej (za to przy stole posapujemy, jak to się narobiłyśmy!).

Drogie matki, teściowe, świekry! Dajcie spokój! Dajcie żyć młodym!
Zgódźcie się być na Wigilii u synowej, córki, bez fochów, wzdychania i tych oczu do nieba wzniesionych!
Zaproponujcie swój barszczyk czy śledzia pod pierzynką, ale dajcie młodej pani domu pole do popisu! Nie skazujcie waszych dzieci na te cholerne wybory: u kogo najpierw, u kogo potem? Młoda chętnie podejmie i Was, i teściów, i dziadków, ale na SWOIM!
Młodzi mają prawo do tworzenia własnej tradycji, własnego nastroju i czas już powoli przekazywać pałeczkę, godzić się na to, że teraz Wigilia będzie u dzieci, a my stare kwoki – ku pomocy! Zabawimy wnuki, upieczemy ciasta (na które zazwyczaj młodej brakuje czasu a jak nie – cieszmy się że taka obrotna i zdolna!).
Nie rozdzierajmy szat, nie każmy się nami rodzicami dzielić tylko gdy młodzi tego chcą – oddajmy im czas świąteczny, niech się wykażą, a my zapytajmy w czym możemy pomóc?

Wasza M – w roli świekry.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz