niedziela, 15 kwietnia 2018

Pobudka! Polaku katoliku.


Pora włączyć myślenie.
W Polsce obserwujemy dzisiaj triumfalne pochody nazistów.
Prężą muskuły, jak w latach ’20 ubiegłego wieku.
Głoszą hasła:
- „Czołem wielkiej Polsce", "ONR walczy, ONR czuwa, ONR wielką Polskę wykuwa", "Młodzi, aktywni, radykalni", My nie chcemy tu islamu, terrorystów, muzułmanów", "Narodowy radykalizm", "Praca w Polsce dla Polaków", "Śmierć wrogom ojczyzny", "Idzie nowe pokolenie, niesie Polsce odrodzenie", PiS, PO, jedno zło", "Nie tęczowa, nie czerwona, tylko Polska narodowa", "Polska walcząca", "Stolica Polaków nie chce lewaków", "Rząd na bruk, bruk na rząd", "Znajdzie się kij na lewacki ryj".

Przemarsz zabezpiecza policja.
Zdjęcia polityków  PO wieszają na szubienicach. To nie jest zabawa. To jest wstęp.
Teraz patrzymy ze zgrozą jak tupią koło pomnika stoczniowców, a gdzieś w oddali jest… Westerplatte.
Nie widzisz Polaku-katoliku zgrzytu?! Gdzie byli mieszkańcy Gdańska i Gdyni? Bali się brunatnych?

 Wczoraj pieścił ich kościół na Jasnej Górze, usłużnie i serdecznie ojcowie jasnogórscy przyjmowali NACJONALISTÓW jak ukochane dzieci.
Widzisz to Polaku-katoliku i nie grzmisz?!
Włącz myślenie! Larum grają!
Sadzisz, że to jest jakiś inny kościół od tego Twojego, w którym się modlisz w niedzielę? NIE! To TEN SAM kościół. Wciąż nie ma refleksji? ZERO?
W czym TY – katoliku bierzesz udział? Co legitymizujesz uważając, że CIEBIE to nie dotyczy? Bo tę niewygodną prawdę, że TWÓJ kościół idzie ręka w rękę z nacjonalistami – faszystami wypierasz, bo Ty się modlisz w INNYM budynku?
Ale nadbudowa ta sama, ci sami hierarchowie, których słucha Twój ksiądz!
Ci sami hierarchowie głaszczą ogolone oenerowskie głowy (i loki panienek oenerówek), którzy niepokornym księżom zamykają usta nakazując milczenie, gdy ci nieliczni się burzą.
To ten sam kościół Polko – katoliczko, któremu nosisz z wdzięcznym uśmiechem koszyczek ze święconką i płacisz chore pieniądze za ponoć bezpłatne sakramenty – chrzest, komunię, ślub… Ten sam kościół , który wczoraj uśmiechał się do brunatnych ludzi skandujących ksenofobiczne i nienawistne hasła, obiecującym każdemu kto przeciw im szubienice i komorę gazową.
Z nimi szłaś Polko-katoliczko, szedłeś Polaku-katoliku ramię w ramię dzisiaj na mszy i za tydzień grzecznie pójdziesz… Wspierasz ONR, bo wspierasz TEN kościół. Innego katolickiego w Polsce nie ma.

Kumasz to? Dociera?
Pora włączyć myślenie.

piątek, 2 lutego 2018

Savoir vivre na oddziale.



Od jakiegoś czasu jestem częstą bywalczynią w szpitalu.
Mąż jest pacjentem, a ja mu towarzyszę. Pomagam, przywożę wodę i owoce, zabieram zbędne rzeczy, dodaję otuchy i zmywam się gdy mąż jest już „osadzony”. To krótkie wypady, trzydniowe. Ale i podczas takich mam dobre pole obserwacji. Rok temu odwiedzałam w niewielkim, miejskim szpitalu Krzyśka (54) naszego znajomego chorego na raka krtani.
Co ja się napatrzyłam, nawąchałam…
Po tych doświadczeniach po prostu muszę napisać to, co mi leży na sercu.
Dziwię się, że gdy szpital przyjmuje chorego, z góry zakłada, że chory wie co oznacza dobre wychowanie. No, niestety nie wie, więc dobrze byłoby drukując mu kartę przyjęcia itp. wydrukować też pewnego rodzaju przewodnik (krótki i zwięzły) po tym, jak się zachowywać w szpitalu.
Tak, ja wiem, że chorzy to …chorzy, cierpiący, ale nie każdy ma izolatkę z wygodami. Rzadko kto z pacjentów ma swoją „biznes klasę” jak w samolocie, a i tam też obowiązuje bardzo ważna zasada obowiązująca również w życiu:
TWOJA WOLNOŚĆ KOŃCZY SIĘ TAM GDZIE ZACZYNA WOLNOŚĆ INNEGO CZŁOWIEKA.
Na sali leży wielu pacjentów.
W szpitalu trzeba wzmocnić ten przekaz:
Tak to powinno wyglądać jako ulotka:

PACJENCIE!
1 – Jeśli chcesz słuchać radia, oglądać film, słuchać muzyki, zainwestuj w słuchawki. KONIECZNIE! Nie zmuszaj współpacjentów do słuchania tego, co generuje twoje radio, albo telefon.

2 - Doprawdy wczuj się i zmniejsz do połowy głośność dzwonków. Słuchanie co i rusz dzwonienia, ryczenia, taktów roc’ka, bimbania, dziwnych i wymyślnych sygnałów telefonicznych jest na dłuższą metę upiorne. Ścisz telefon!

 3 – Rozmawiaj ciszej. Nie wszyscy muszą wysłuchać twoich opowieści, problemów, humorów, plotek czy połajanek. DYSKRECJA.

 4 – Zazwyczaj w salach są toalety, więc pomyśl sobie, że twoi sąsiedzi słyszą, że poszedłeś (poszłaś) na siku lub też coś więcej i NIE MYJESZ POTEM RĄK! W domu to źle, a co dopiero w szpitalu?! Umyj dłonie. Tam wisi nie tylko mydło ale też często płyn dezynfekujący. No i powinieneś /powinnaś mieć własne. Ręcznik też.
Zamykaj klapę i myj te ręce! Nie pomagaj bakteriom. Wszyscy jesteście osłabieni.

 5 – Higiena obowiązuje taka jak w domu, albo na wyższym poziomie. Wstajesz do łazienki? UMYJ SIĘ codziennie. Niestety jako gość często wchodzę  do sal i jak obuchem obrywam zapachami spod pach, z pachwin i niemytych nóg. Czemu to fundujesz pozostałym? Pielęgniarkom i lekarzom, którzy się nad tobą pochylają?! Masz masę czasu – myj się codziennie i używaj dezodorantu. To dzisiaj wyznacznik kultury osobistej.
Nie zapominaj o zębach. Niemycie ich to okropny obciach.

 6 – Ciuchy. Weź na zmianę, jeśli leżysz ponad 3 dni. Przynajmniej podkoszulek. Koszulę. I niech to nie będą stare powyciągane łachy, koszule sprzed wojny , szlafroki czy piżamy złachane na maxa „bo to tylko do szpitala”.
Nie musisz wyglądać jak łach, jak Baba Jaga!
Skarpetki też zmieniaj. I ogólnie wąchaj się.  To co ty czujesz na 10 % my, obcy czujemy na 110%. Serio!

 7 – Tak, wiadomo, że macie obniżoną odporność, ale świeże powietrze nikomu nie szkodzi, a zatęchłe - TAK!  Pozwalaj na otwieranie i wietrzenie, domagaj się tego. Przykryj się po uszy, gdy ktoś chce wietrzyć i pozwalaj na to! Zaziębienie Ci nie grozi gdy się nakryjesz. A przez okno wyleci powietrze z bakteriami, wleci świeże. Nie ma nic bardziej przykrego, gdy się Was odwiedza, jak zatęchły smród na sali spowodowany brakiem higieny i oknami zamkniętymi „na amen”

 8 – Chrapanie. No cóż. Wszyscy chrapiemy. Ty też. Jeśli cierpisz w nocy bo cię budzi ktoś chrapiący, poproś rodzinę albo sam sobie kup stopery do uszu na noc, a może też plasterek przeciwdziałający chrapaniu. Albo krople. Są takie w aptece.

 9 – Nie polemizuj z lekarzem na swój temat publicznie. Zwłaszcza gdy masz ostry temperament. Twoje zdenerwowanie nie jest potrzebne innym pacjentom. Umów się na rozmowę prywatną i jednak posłuchaj lekarza, zamiast go sztorcować. To on jest lekarzem. Nie ty. Wiedza od cioci, żony albo z Internetu nie jest ostateczna. Pohamuj nerwy, one jeszcze niczego nie poprawiły, nie przyspieszyły, a już z pewnością nie wyleczyły.

Gdyby wszyscy przestrzegali tych reguł, nieporozumień i stresu byłoby w szpitalach mniej.
ZDROWIA! 

sobota, 20 stycznia 2018

Med kontra altmed

Trwa wojna medów z altmedami, a właściwie nie samych "medów" a zwolenników z przeciwnikami.
Skąd się to bierze? Przecież człowiek ma wolny wybór - może korzystać z takich usług jakie mu odpowiadają.
Częściowo przyczynę pokazuje Paweł Reszka w swojej bardzo dobrej i niedocenionej książce "Mali bogowie".
To niestety sposób kształcenia i dalsze losy młodych lekarzy którzy chcą leczyć, a de facto wpadają w jakieś mechanizmy które ich nie zadowalają. Także w system, który uniemożliwia właściwie młodzieńcze marzenia o niesieniu pomocy chorym, a wtłacza w takie schematy postępowań, że szlag młodego meda trafia ale... musi się przystosować.
Choroba to nie tylko dolegliwości ciała, ale też duszy. To lęk i podatność na wszystko - od histerii, przez zasłyszane plotki, nowości z Netu, po defetyzm i depresję.
Choruje cały człowiek. Ma prawo być przewrażliwony.
Niestety medycyna nazywana współczesną, widzi nas w kawałkach.
Nefrolog widzi nerki, ginekolog waginę, srom i przydatki, kardiolog serce i układ krążenia a pulmonolog oskrzela, płuca i pęcherzyki. (etc)
Bywa, że są w nas dwa trzy albo i więcej chorób. Dają sprzeczne sygnały, ciężko o diagnozę. Mało jest w przychodniach dr House'ów, raczej spotyka się lekarza który po kolei wysyła nas do tych specjalistów od fragmentów naszego ciała.
Badania też opisuje taki specjalista we własnym zakresie.
Całości nikt nie widzi. Ducha i wrażliwości, lęku i pytań - zwłaszcza.
Kiedy pacjent ma to nieszczęście, że jeśli uważał na biologii, ma w rodzinie lekarzy innych specjalności (którzy już zdążyli zabrać głos i wydali jakieś opinie) który umie czytać nie tylko po polsku - buszuje po Necie i w gabinecie zadaje więcej niż jedno pytanie. Wówczas spotyka się z jakąś jawną nerwowością lekarza.
- Oj naczytała się pani. (kręcenie głową i .....cisza)
- Pani mnie pyta? Na to pytanie to ja musiałbym tu jakiś wykład akademicki robić! (milczenie i jawne zdenerwowanie)
- Proszę pani, to nie jest takie proste. (milczenie)
- Czy pani nie przesadza?
- "ironiczny uśmieszek" i milczenie
To częste zachowania. Świetnym wyjściem dla takiego lekarza jest monitor komputera w który, po odpaleniu w naszą stronę jednej z tych formułek lekarz wbija wzrok i coś czyta, klika, całkowicie nas ignorując. Potem wyjmuje z drukarki recepty i zalecenia.
Tym razem tłumaczy co jak mamy łykać.
Koniec wizyty.
Wychodzimy zbici z pantałyku.
Ja, na pytanie (po wypisanych receptach) CO MI JEST? Usłyszałam diagnozę lekarskobrzmiącą znaczy słabo zrozumiałą. Na pytanie czy pani dr mogłaby mi objaśnić specyfikę tej choroby odpowiedziała skupiają wzrok na monitorze, nie na mnie:
- Musiałabym cały, akademicki wykład pani robić!
Czyli w domyśle "idź już bo mnie wkurzasz"
To już nie te czasy gdy się przed lekarzem czapkowało z lękiem, bo "un kształcony". Jesteśmy partnerami. Ja w swojej dziedzinie, ty w swojej. NIE LEKCEWAŻ MNIE tylko dlatego że znasz terminy medyczne i umiesz leczyć taką, a nie inną pigułą moją chorobę. Sam wiesz, lekarzu, że zdrowienie jest w mojej głowie i im bardziej będę współpracowała tym szybciej nam pójdzie wy-leczenie.
Skąd popularność altmedów?
To objaśni mój kuzyn ortopeda z Giżycka:
- Co ja na to, że rodzina na oddział przyprowadza bioenergoterapeutę? BARDZO miło. Ja jestem zawalony papierami i nie mam czasu na pogaduszki choć naprawdę lubię. Ja składam kości, zakładam gips. Bioenergoterapeuta/bioenergoterapeutka siada przy łóżku, patrzy i ROZMAWIA z chorym o nim samym. Za rękę potrzyma.. O chorobie i wszystkim, co temu towarzyszy. Nakłada ręce, chory jest szczęśliwy i z mety mi się lepiej zrasta! Bo ktoś poświęcił mu czas i wysłuchał wszystkiego tego od czego my się opędzamy "że babcia, że dwa lata temu to tutaj, o..., że lubi prace w ogródku, że jak rok temu...". Ja ich lubię, naprawdę pomagają.
Jednak NAJPIERW JA!
My nie mamy na te pogaduszki czasu, a młodych tego nie uczą. Młodzi widza PRZYPADEK medyczny. Człowiek z jego opowieściami jest nudny.
Ale ... nie dla altmeda!
OCZYWIŚCIE szlag by trafił oszustów którzy każą odstawić insulinę cukrzykowi i łykać małe rybki, albo leczą białaczkę morelowymi pestkami w ilościach zabójczych. Ja mam na myśli uzdrawiaczy rozmawiających i nie przeszkadzających.
- Zalecających prawoskrętne witaminy?
- A nawet! Wiara góry przenosi. Niechaj chory se kupi tę "prawoskrętną" z wiarą, że to cudowności i połyka! Nic to. Nadmiar wysika. Ważniejsza ta rozmowa, potrzymanie za rękę, skupienie uwagi UZDRAWIACZA na chorym! To czego medycyna nie oferuje.
Gdzieś tu jest prawda...

poniedziałek, 8 stycznia 2018

Ja kobieta, czyli o szacunku. 

Rok 2018 ma być rokiem przełomu w tym, jak postrzegamy same siebie.
Zaczynem jest akcja #metoo, czyli #jatez czyli ostry i odważny głos kobiet które ulegały molestowaniu wychowane w kulturze „przestań, nic się nie stało, nie ty pierwsza nie ostatnia”.
To kultura ostatnich ….tysiącleci.
Od zawsze tak było, że mężczyznom wolno było więcej, że byli „nad” kobietami, bo dysponowali większą siłą i możliwościami.
Religie nie sprzyjały kobietom. One zwłaszcza nakazywały ślepe posłuszeństwo mężczyznom, mimo iluzorycznego bleblania o szacunku jakim NIBY są darzone bo Najświętsza Panienka, bo cośtam. De facto największe religie zagoniły kobiety do rodzenia dzieci (z czym nie polemizuję bo to biologia) do kuchni i do roboty i uległości.
Są takie religie, obyczaje i tradycje, które do dzisiaj tak bardzo obawiają się kobiecej siły, że nakazują okaleczać małe dziewczynki (obrzezanie zewnętrznych narządów kobiecych) w imię… „szacunku dla przyszłego męża”. Niewyobrażalny ból i okaleczenie na całe życie w imię czego?! „Szacunku dla przyszłego męża”? A przyszły mąż nie umiałby zapracować sobie na szacunek postawą życiową?!
Niepojęta skala tego masowego przestępstwa jest porażająca. Na świecie żyje 180 000 000 obrzezanych kobiet!  I co najbardziej zadziwiające robią to matki córkom, babki wnuczkom same pamiętające ów ból i upokorzenie, latami ciągnące się problemy z drogami moczopłciowymi a też dziwnymi praktykami podczas stosunku gdy pochwę należało „udrożnić”.
Te praktyki dzieją się tu i teraz w cywilizowanych krajach również! W Szwecji, Wielkiej Brytanii, Francji i w Niemczech mimo państwowego zakazu.
Nadal kobiety kobietom to robią!
A my? U nas też kobiety kobietom dyktują jak inne mają żyć wg jakiejś ideologii, która wywodzi się z religii, nie nauki. A mamy XXI wiek.
No i wracam do problemu molestowania który nadal przez wiele osób jest niezrozumiały – jak to? Poklepanie po tyłku ma być naganne? Szargnięcie za pierś? Wymruczenie „nadziałbym cię mała”, albo „chodź to ci wsadzę” jako samczy okrzyk rzucony na podwórku do dwunastolatki to coś złego? Tak, to złe. To okalecza psychicznie, rani i poniża. Kto wychowuje mężczyzn? Matka, ojciec, dziadkowie. To przecież rodzina od małego naucza jak mały chłopiec ma postrzegać kobiety – mamę, siostrę, babcię, koleżanki. Rodzina od małej powinna nauczać dziewczynkę jak żyć asertywnie, jak się szanować i jak wymagać szacunku.
SZACUNEK – to jest słowo na 2018 rok. Na całe życie – dla nas, dla naszych dzieci, żeby akcja #metoo #jatez odeszła w siną dal i nie wróciła.