niedziela, 1 grudnia 2019

Cienka i czerwona...


A "uobrażalscy" jesteśmy na potęgę!
Wszyscy o wszystko się obrażają!
Żarty i szpasy, beka czy kpiny z czegoś, kogoś, (zwłaszcza z kogoś) w Polsce ( i nie tylko, wszędzie na świecie, ale wolałabym się porównywać do anglosasów niż innych, odległych nam kulturowo narodów) są powodem do obrazy majestatu, nadęcia i focha w rozmiarze balona, ba! Cepelina wręcz, wleczonego majestatycznie po forach dyskusyjnych.
Bywa, że kompletnie bez powodu, a raczej w efekcie "uderz w stół".

Ostatnie?
Proszę, choćby ostatnia fala obrazy z "nie świruj idź na wybory", czy inne publiczne żarty. GRUBE, ale gdzieś jednak (według mnie) nie dotykające jeszcze cienkiej, czerwonej linii.
(wg mnie ta linią jest kłamstwo, pomówienie).
U nas wpijającej się nam w tyłki jak źle dopasowane stringi. Pozbawieni tkanki podskórnego wyczuwania kpiny, żartu, dowcipu, cierpimy nie potrafiąc żartować i obśmiewać się. Wolimy obrażanie.

Nie wszyscy łyknęliśmy Monty Pytona, choć to już tyle lat... nie wszyscy Mela Brooksa ("Lęk wysokości" - "Ojej! Naśmiewa się z osób ...bla, bla, bla"), a już naprawdę wielu innych jest dla nas nie do łyknięcia (Sasha Baron Cohen czy ogólnie - amerykańscy dziennikarze - kpiarze).
Przyznam, że i ja skonstatowałam swego czasu, że ta cienka i czerwona linia zamieniła się dziwnym trafem w gumę i wżera mi się w stan ... smutu.
To dlatego, że nasiąkam od wielu lat tym naszym nadęciem? Jak to napisał prosto i bez żenady Profesor Zimbardo: "- Czasem, jak przyjeżdżam do Polski, mam wrażenie, że trafiłem do szpitala psychiatrycznego. Tu nikt się nie uśmiecha, raczej się odburkuje (...)"
Zresztą za te słowa - obraza majestatu i foch! Długo ciągano słowa profesora po łamach prasy i różnych forach dyskusyjnych. Jak śmiał?! 
Podobnie chlastano mojego kochanego Melchiora Wańkowicza który obnażał w swoich rozlicznych tekstach wady Polaków. OBRAŻA!!!
Z Piłsudskim problem, bo taki ukochany wódz, a jednak językiem nie przebierającym w słowach zbluzgał Naród i przedstawicieli takoż (słynne - kury szczać wam...)
Ostatnio "nie świruj idź na wybory" - niewinne hasło i ... Znów "obraziło, jak można"!!!
Do licha. Życzyłabym sobie, żeby ci najgłośniej wyjący z powodu obrazy majestatu poluzowali tasiemki gorsetu. Zdjęli te za małe stringi i nie ściskali tak pośladków.
Ludzie! Więcej dystansu i śmiechu!
Ja sobie oglądam z mężem Johna Oliwera, a też talk show Grahama Nortona, a też ogromnie lubię rozmowy Eleen Degeneres, poprzednio kilku innych showmanów i showmanek i doprawdy, tam granica jest mocno przesunięta. Kpiny, żarty bywają czasem bardzo cienkie, mocne.
No, chociaż moja osobista czerwona linia jakoś nie umie się zlać z tą, którą przekraczają w "rostowaniu" (Grillowanie - też u nas swego czasu było, ale padło) - ale wolna wola, tam się kpi z poszczególnych osób ZA ICH ZGODĄ, więc ogólna "obraza majestatu Narodu" - nie ma tam miejsca.
Może nie jest moim typem żartu "wojewódzczenie" albo "chajzerowanie", ale to nadal żarty, a nie "obrażanie Narodu polskiego" (i poszczególnych jego grup społecznych - jak się próbuje nam wmówić w fochach dziennikarskich nie mówiąc o komentatorach z nadęciem)!
TO jest u nas takie żenujące. To jest szczególny rodzaj "Straw man argument" - (czyli sofizmat rozszerzenia, atak na chochoła) stosowany bardzo często przez oburzających się - wziąć czyjś żart, rozdmuchać go i wmówić opinii publicznej, że
OBRAŻA. I jedziemy napuchnięci do granic pompując nasze niby wspólne ego, urażone i sponiewierane.
Serio?!
POTĄD. Przestańcie, bo Wam żyłka...
Czerwoną i cienką linię, która mi się wrzynała w pas, zamieniłam na pasek XL i poluzowałam znacznie.
I mam luz!
Czego i Wam życzę.

niedziela, 3 listopada 2019

Żelazna kurtyna, czyli Halloween


Tyle mód przejęliśmy z Zachodu, że połowa sfochowanych nawet sobie z tego sprawy nie zdaje.
Od mody w sensie ubioru, fryzur, makijażu, po kuchnię.
Przejmowaliśmy, bo to naturalny ludzki odruch, podoba mi się - biorę!
Dzisiejsze siwe głowy (wiele osób ze starszego i średniego pokolenia) strzelają focha na Halloween. Ostatnimi czasy nic im się "stamtąd" nie podoba. "Bo nie polskie"!
Serio? A pizzę lubisz? A nosiłeś spodnie dzwony? Nosiłaś mini? A nie marzyliśmy WSZYSCY o dżinsach?!
Kiedyś jako młodzi ludzie łapczywie chwytali przenikające przez Żelazną Kurtynę muzyczne nowości, jazz, big beat z ich zespołami i piosenkami, wściekli na rząd, który chciał nas zamknąć w muzyce Zespołu Śląsk, Mazowsze, w śpiewie li tylko Ireny Santor i Jerzego Połomskiego (z całą moja atencją  ) , choć rządowi jeszcze bardziej podobały się państwowotwórcze piosneczki Adama Zwierza czy Reginy Pisarek (z całym szacunkiem dla głosów obojga)
I co?
I podły naród wolał Bitelsów, Rollingstonsów, i wszystko, wszystko to co tam, na Zachodzie szalało.
Również modę, mini spódniczki - rozpowszechnione przez Mary Quant, (a jeszcze wcześniej, znaaaacznie wcześniej, kobiety poszły za Coco Chanel i pokochały spodnie i garsonki, krótkie fryzury).
Gdy z Ameryki powiało hippiserią, młodzi w Polsce łyknęli to jak swoje - rozszalały się maszyny do szycia, a prywaciarze zarabiali krocie na kolorowych okularach, łańcuszkach i koralikach, PEWEX zarabiał na dżinsach aż furczało! Każdy szanujący się młody człowiek i człowieczka (żeńska końcówka!) nucił "Aquariusa" czy inne kawałki z "Hair", działało się w organizacji wspierającej walkę z Apartheidem, opłakiwało morderstwo Martina Luthera Kinga, wiedziało się kim była Angela Davies.
I co się dzisiaj stało z Wami? Modobiorcy? Młodzi, wówczas gniewni? Dzisiaj Starszy Wkurwieni?!
Skąd te fochy na wesołe Halloween?!
Czemu stale macie zacięte miny i z całych sił chcecie znów Żelaznej Kurtyny?!
Zapomnieliście już, jak się fajnie przenikały nasze kultury, jak bardzo, jako młodzi byliśmy utłamszeni tym "Zabrania się!", "Nie wolno"?!
Nie podoba Wam się młodzieńcza i dziecięca radość, zabawa, kpina ze śmierci tak bardzo potrzebna jako antidotum na tę naszą wieczną martyrologię i pochód nieszcześć? Na przykrótkie życie?
Nie umiemy świętować na wesoło i fajnie właściwie żadnego święta! Mamy nasze smutne i zamyślone Zaduszki, ale czy poza nimi musi być na ulicach i w naszym życiu wieczny smut?!
Marsze Równości, Halloween - komu to szkodzi?
Za Żelazną Kurtyną mamy siedzieć i modlić się pod dyktat hierarchów? Czcić pamięć bandytów nazwanych bohaterami? Patrzeć jak Warszawą zawładnęła POLSKA faszyzująca młódź? Wszystkie święta mają być na kolanach i we łzach?! Odwaliło Wam drodzy Starzy Zawiedzeni?!
Dajcie żyć! Nie podoba się uliczna fiesta?
To siedźcie w domu!
Ja nie chcę tu Żelaznej Kurtyny, bo żadne mody ani na ciuchy ani na muzykę, ani na nic innego nas nie zamienią w kogoś kim nie jesteśmy, nie dajcie się zastraszyć. Od pizzy i sushi nie staliśmy się ani Włochami ani Japończykami. Od Halloween nie staniemy się .... no właśnie - kim? Bo to święto przyszło z Meksyku a dzisiaj jest zabawą w Amerykach (obu) Kanadzie, Anglii, Australii, w Europie też.
WESOŁE święto.
A Wy - obrażeni, zabraniający, sfochowani powoli zamieniacie w zombie. Smutnych i o zaciętych twarzach.
Zapomniał wół?!

środa, 16 października 2019

...na 5 lat!

Pojęcia nie mam, co oni mają z tym seksem? To jakaś obsesja starszych facetów, którzy mają z założenia żyć w celibacie, (ale jak wiemy, nie żyją), starych capów niegdyś używających życia (z nieletnimi, albo w domach uciechy pod niewiedzę starych żon) którym już nawet viagra nie pomaga, i pań nawiedzonych bigotek, którym się ubzdurało, że seks to ZUO, i które zapewne w życiu nie miały orgazmu. Zamiast to leczyć chcą zmusić całą Polskę do średniowiecznych praktyk nierozmawiania o TYCH rzeczach. "TYCH" - bo słów erotyka, seks i współżycie - wymawiać im ciężko. NIBY chcą chronić dzieci, ale przed czym??? Przed wiedzą? Jako pani od biologii pamiętam świetnie lekcje o odżywianiu, wydalaniu i rozmnażaniu człowieka. To fizjologia, to NORMALNE czynności. To były świetne lekcje. Nie mam pojęcia w imię czego mają być teraz ukryte pod płaszczem zapyziałej pruderii i nieuzasadnionego, zakompleksiałego wstydu?!Żeby młodzież wiedziała z czym się łączy np nieodpowiedzialna zabawa w seks (słynne "słoneczko" czy "kiblowa miłość"), zbyt wczesna inicjacja, czy zmuszanie kogoś do podobnych zachowań, czym jest zły dotyk, gwałt i zakażanie chorobami. Ale też, czym jest higiena dróg rodnych i jak to się dzieje, że po erotycznej przyjemności nagle ustaje miesiączka, a po 9 miesiącach mamy nowego człowieka na Ziemi? Czy wiecie, że Dla wielu dziewczynek tak wychowanych miesiączka jest zaskoczeniem? Bo pruderyjna mama nie umiała niczego o tym powiedzieć sądząc że "sama się jakoś dowie".
Czy mówienie o tym to przewinienie, za które powinno się dostać 5 lat odsiadki? Jeśli za samo mówienie o seksie - 5 lat w więzieniu, to ile dostaną księża za gwałcenie ministrantów i dziewczynek? Bo rozumiem, że pełne listy oskarżonych już leżą gotowe do wszczęcia procesów i skazań na dożywocie? Ile? Mówienie o tym, że TYLKO rodzice mogą o tym mówić, to absurd w czasach Internetu i faktu, że wielu rodziców kompletnie nie potrafi wyjaśnić dziecku nawet tego, jak wycierać pupę po defekacji, a z co dopiero jak dochodzi do zapłodnienia wewnętrznego i, że gdy ktokolwiek będzie dziecko dotykał niewłaściwie (potrzebne objaśnienie czym jest zły dotyk) trzeba wszcząć alarm. A ile to usłyszeliśmy dramatycznych historii: "powiedziałam mamie, ale mi nie uwierzyła? "Mówiłam pani, że ksiądz mi wsadzał język do buzi i rękę w majtki, ale na mnie nakrzyczała, że kłamię". A Internet pokaże dzieciom wszystko i to dość obcesowo i brutalnie, bo ciekawości pod tym względem żadne zasieki nie zatrzymają. Dyrektor szkoły w której uczyłam sam ojciec dzieciom, szepnął mi "Wie pani, ja bym umarł, gdybym miał o tym rozmawiać z dziećmi". "A pańskie dzieci wiedzą już co nieco?", "No tak, mają przecież biologię w szkole i książeczki takie im kupiliśmy z żoną".
To było 30 lat temu, gdy jeszcze szkoły były normalne. Świeckie i królowała z nich nauka, a nie religia. A! Właśnie! Książeczki. Czy książki dla młodzieży i dzieci o "TYCH sprawach" :-) to zostaną spalone na stosach? Jak myślicie? PS Ktoś powinien napisać książkę "Piekło polskiej hipokryzji"? Bo dzieci muszą znać swoje ciało, to, jak ono funkcjonuje, czym jest rodzącą się erotyka, i jak ją przezywać, czym jest seks i jak się z nim obchodzić z szacunkiem i ostrożnością, jak nie pozwalać na zły dotyk i przemoc, jak się zabezpieczać, jakie są choroby przenoszone drogą płciową. I jak czerpać przyjemność z tego, gdy się do tego dorosło i samemu się pragnie tej frajdy.
A tymczasem - 5 lat więzienia...

niedziela, 29 września 2019

TO NIE JEDZMY MIĘSA!

Niedawno musiałam palnąć elaborat pewnej pani entuzjastce o tym, że zaprzestanie jedzenia mięsa to nie jest takie łatwe jak ona mówi. Obrzuciła mnie inwektywami "dorośnij" i podobnymi. A tymczasem to są ogromne problemy, "nie jem mięsa" nie wystarczy. - "Coraz więcej młodych to rozumie i nie je mięsa" - tak, w miastach, w krajach cywilizowanych młodzież wykształcona, empatyczna, dla której to jest metoda protestu w sprawie ocieplenia klimatu. Nie jedzą. Super. Mieszkam na wsi. Na POLSKIEJ wsi. Odebrać wielu "młodym", a zwłaszcza starym karkówkę na grilla?! Kiełbachę? Mięso ciężko pracującemu chłopu na wsi?! Spróbujcie. Podobnie z Chinami, Koreą Pd, wieloma krajami które weszły na drogę rozwoju i po latach głodu mogą w każdej rodzinie zjeść kurczaka, wieprzowinę czy inne upragnione mięcho. A też krajami z tradycją mięsną - Argentyna, USA, Australia. Jak im to nagle odebrać?! To MUSI być powolny proces. Nie na jedno pokolenie. - "Areały pod pasze zastąpić uprawą strączkowych"! Ktoś to policzył? Ile grochu, fasoli, soczewicy, SOI potrzeba będzie żeby mięso zastąpić strączkowymi (pomijam już to, czy ludzie en masse pokochają nagle jarmuż i fasolę) i jaki to wymusi rozwój PRZEMYSŁU nawozowego (Kopaliny i ropa). Bo co prawda motylkowe pozostawiają w gruncie związki azotu ale wyjaławiają z innych mikroelementów które trzeba suplementować. Nawozami sztucznymi, bo przypominam, likwidacja upraw likwiduje też nawóz naturalny. - Jak przestawić rolników, którzy do tej pory hodowali bydło metodą intensywną (między innymi to są obory, chlewnie, kurzętniki funkcjonujące już bez posiadania areału pod uprawę zbóż bo tym zajmują się rolnicy "roślinni"). Jak im, hodowcom wyjaśnić, że maja zlikwidować stada i przejść... no, właśnie na co? Nie mają ziemi, maja budynki, za które zapłacili krocie. Dostaną odprawę? Z czyich pieniędzy? I czy ich rodziny będą zadowolone z nagłego bezrobocia i nędzy? - Nadal rolnictwo - uprawianie wielkich areałów roślinami które mają zastąpić mięso i nabiał nie zasieją się i nie uprawią same - potrzeba będzie więcej ilości większych maszyn (środków ochrony roślin i odmian (GMO). Czy ludzie zdają sobie sprawę ile razy wielkie ciągniki, kombajny musza gęsto przejechać po polu, powielając szerokość roboczą narzędzia rolniczego, żeby zaorać, zasiać, uprawić, zebrać? I ILE na to potrzeba paliwa? (emisja CO2) - Wyżywienie miast: Czy ludzie protestujący w sprawach spożywczych wiedzą jakim problemem jest wyżywienie wielomilionowych miast bez mięsa i nabiału? Proste wyobrażenie sobie - sklepy z których nagle znikają lady chłodnicze z mięsem i serami, twarogami, jogurtami, masłem, śmietaną. Jak zmusić ludzi do polubienia marchewki i grochu? Siłą? Bo wielu prycha (zwłaszcza co z nadwagą którzy nagle musza przejście z burgerów frytek, smażonych kuraków na sałatki, ależ się wściekają!) Nie wystarczy hasło "nie jem mięsa" - to może proponować mądra 13 latka, ale dorośli muszą wiedzieć, jak wielki i skomplikowany jest ciąg produkcyjny i jakie problemy tzw masowego żywienia powstaną po likwidacji hodowli. I nie upajać się hasełkiem ładnym, ale za ciasnym, ale MYŚLEĆ, czytać, nastawić się na to, że zmiany będą długie i raczej nieprzyjemne. Choć są konieczne. KONIECZNE.

niedziela, 8 września 2019

Patrioci. Sól ziemi.

Spacer rowerem. Sąsiednia wieś. Zagroda, a w niej otwarty samochód, bo młodociany w nim grzebie. Głośniki włączone na maxa tak, że dudni na 100 m w koło. Jakieś "umc, umc, umc" - łupanina jak cepem o klepisko. Obok zagrodą sąsiadki, zamieniamy dwa słowa o kurach. - Nie może ściszyć? - pytam. - A kto mu każe? - Ojciec wyszedłby i huknął. - Ojciec się go boi... - i jakby chciała mnie uprzedzić - matka też. I sąsiedzi. - Aż tak? - To młode szczawie, dopiero co w majtki sadzili, ale wyrośli i jak się nawalą anabolami to... jak rozjuszone bydło. Widuje ich w starych, kupionych za grosze (500+ wyszarpane matce, albo zarobione na szybko przy układaniu kostki, oczywiście na czarno) samochodach. ZAWSZE to BMW albo AUDI. Zazwyczaj lakier kładziony pędzlem. CZARNY. Jadą miejscowymi szosinami bijąc rekordy prędkości rzęcha, mają włączone wzmacniacze i sobwoofery) zazwyczaj te auta już są tak wyposażone, tak przyjechały na lawecie z Niemiec), po drodze kupują kebaba na wynos i jak zjedzą (w aucie) reklamówkę z pojemnikiem i sztućcami wywalają jadąc, przez okno. Butelkę/puszkę po enegry-drinku też. PANISKA. Pełne są wsie tych młodych, nie wiadomo jak przeszli podstawówkę, są zazwyczaj bardzo słabo kumaci, nie potrafią czytać byle instrukcji ze zrozumieniem, czegokolwiek ze zrozumieniem, są opętani rządzą posiadania samochodu, smartphone i kasy na browca. No i jeszcze żeby zarwać chętne panienki, dorównujące im intelektualnie. Nocami, na skrzyżowaniach podrzędnych szos zostawiają czarne ślady opon, widać odcinki na których hamowali, jak kręcili na ręcznym paląc opony. Taki szpan! Po jakimś czasie panienka zgłasza się z ciążą. Rodzice wymuszają małżeństwo. Dalej nietrudno sobie wyobrazić, jaki stworzą dom, jaki związek i jakimi będą rodzicami, skoro już dzisiaj, przy dziecku drą się na siebie "Ty głupia k****o, Ty durny ch****u!" Boję się ich. Są agresywni i roszczeniowi. STRASZNI. Mijam ich niemal codziennie. To są między innymi ci, których zawiera w sobie statystyka: "Według unijnej metodologii stopa bezrobocia dla osób w wieku 20-64 lata po drugim kwartale br. wynosiła 4,9 proc. Oznacza to, że zaledwie 830 tys. osób szukało pracy. (szukało!) Powyższa statystyka nie uwzględnia jednak biernych zawodowo, czyli osób, które ani nie mają pracy, ani jej nie szukają. W przedziale wiekowym 20-64 lata jest to około 5,7 mln osób". A ci młodzi, to spory odsetek tego 5,7 mln. Nie chce im się. Zakombinują i mają! Kombinują różnie, z rozbojami włącznie. To też ta grupa, która nie pójdzie głosować (może i dobrze?) i która po założeniu rodziny pójdzie do MOPSU po kasę. Naszą, z naszych podatków. Musimy na nich zapracować, bo jesteśmy leszczami. Dyktator nas nie lubi, ale musi tolerować, bo to z nas ściąga daninę do budżetu. No ... taki mi się ciąg myślowy zrobił po wczorajszym wypadzie na wieś, za i przed którą w rowach leży wszystko to, co ci młodzi wyrzucili idąc, jadąc..., bo kto im podskoczy? Patrioci. Sól ziemi.

środa, 7 sierpnia 2019

Kazanie na niedzielę: wzór do pobrania

Wyobrażam sobie takie kazanie we wsiach, zamiast straszenia ludzi innymi ludźmi. Nie pobieram opłaty - bierzcie drodzy księża, to na chwałę kościoła, nauczajcie ludzi czym jest patriotyzm, zwłaszcza lokalny:


Kazanie na niedzielę:

Drodzy moi!

Dzisiaj chciałbym, żebyśmy porozmawiali sobie o tym, czym jest umiłowanie ojczyzny, ów patriotyzm odmieniany dzisiaj przez przypadki i nanoszony sitodrukiem na koszulki.
To ważne słowo w historii Polski, wiele pokoleń przelało krew… ale ja dzisiaj nie o tym, chociaż przydałoby się wielu z nas przypomnieć za co i po co walczyli nasi przodkowie.
Ale do rzeczy.

Mili moi, wezwano mnie kilka dni temu do domu pewnej chorej, ale że miałem dość czasu, więc postanowiłem się przejść, to niedaleko. Z plebanii zaledwie półgodzinny spacer. Przyda mi się dla zdrowia.

Poszedłem i… zmartwiałem, a nade wszystko zmartwiłem się ogromnie.
Oto idąc z naszej wsi do wsi sąsiedniej, poboczem szosy, jak należy, lewą jej stroną, szedłem i co i rusz moje serce płakało. Cóż bowiem widziałem? Ano zobaczyłem to, czego wy nie widzicie, nie chcecie być może wiedzieć – kompletny brak szacunku dla boskiego stworzenia, do własnej ziemi, do Małej Ojczyzny jaką jest nasza okolica, te pola, łąki, pastwiska, lasy. A w taki dzień jak wczorajszy pięknie to wszystko widać w letnim słońcu! W oddali widziałem żniwiarzy, opodal krowy pasące się na pastwisku zielonym jak szmaragd. Ciemozielone lasy stoją niewzruszone od lat dając cień i skarby – jagody, grzyby i schronienie leśnym zwierzętom. Co zaburzyło ten piękny obraz? Co kala to nieopisane piękno Ziemi? …?
Ano, potworna ilość śmieci na poboczach.
Ktoś je tu przywiózł? Jak myślicie?
Co krok, dosłownie potykałem się o butelkę po wodzie mineralnej, następną po słodkim napoju i znów i znów i znów! Napój wypity, a butelka? Szurnięta na pobocze! Niech leży tam 400 lat. A szklana już zawsze leżeć będzie, bo szkło się nie rozkłada. Tak, kochani 400 lat rozkłada się plastik, uwalniając do gleby trujące substancje. Powiecie „ileż w butelce tych substancji”? A ja odpowiem: w jednej mało, a w setce, w tysiącu? Dalej puszki po piwie i napojach energetycznych. Kupił młodzian, wypił i wyrzucił puszkę!
opakowania po papierosach ileż tego! Raz że zdrowie sobie psujecie dwa... jedzie Kowalski rowerem, palić się zachciało, wyjął ostatniego z paczki, a paczkę? Na asfalt! A co mu tam!
Dalej, pod stopami zobaczyłem opakowania po chipsach, po batonikach, po lodach. To zapewne młodzież szkolna. Mama dała pieniążek: „kup dziecko sobie coś do jedzenia”, a dziecko zamiast bułeczki, kupuje te, jak to mówią „puste kalorie”, to „śmieciowe jedzenie”, a opakowanie wyrzuca. Gdzie? Tam którędy idzie – na bok, bez refleksji, że to są śmieci, plastik i alufolia, też rozkładać się będzie latami, nadto obrzydliwie to wygląda. A i nieraz mama idzie z dzieckiem, loda kupi, dziecko zje, a ona mówi troskliwie: „zjadłeś już? To wyrzuć papierek!” – i dziecko wyrzuca.
Gdzie? Ano tam gdzie ścieżka – pod nóżki. Wiatr zwieje do rowu. Albo obok.
A już najstraszniejszą rzecz zobaczyłem za zakrętem. Tuż pod nogami, na asfalcie torba plastikowa, a w niej, opakowanie styropianowe po jedzeniu na wynos. Młodziankowie jechali samochodem, kupili kebaba, zjedli w samochodzie, a torbę z pustym opakowaniem i plastikowym widelczykiem szurnęli za okno! Także puszkę po piwie. Pańskim gestem! Zupełnie tak jakby mieli stado służących.
Ja taki gest odbieram jako agresję. Natura jest bezbronna, nie umie się przeciwstawić! Oni ją gwałcą tym wyrzucaniem z okna śmieci!
Wiecie, widziałem taki filmik w Internecie, tak, tak, ksiądz też czasem coś w komputerze obejrzy dla rozrywki, otóż jechał ulicami taki jaśniepan i przez okno bach!, paczkę po papierosach a też papiery po jedzeniu. Obok na światłach stał motocyklista. Zszedł z motoru, pozbierał to wszystko i bach!, wrzucił jaśnie panu z powrotem do samochodu. Najpierw się uśmiałem, ale potem serce mi się ścisnęło. Pomyślałem sobie, moi drodzy i wy o tym pomyślcie – skąd ten brak szacunku dla otoczenia? Czy na własnym podwórku też butelkę po napoju rzucacie żonie, mamie pod nogi? Czy pudełko po papierosach ciskacie w domu na podłogę? Czy wasze dziecko papierki po cukierkach i chipsach rzuca na podłogę? Wszak segregujecie śmieci, a jak nie, to tak czy siak zbieracie je do worków do wywózki, dlaczego zatem zaśmiecacie drogę z waszej wsi do sąsiedniej i dlaczego tamci mieszkańcy robią to samo? Jakim prawem młodzi ludzie wyrzucają z samochodu na drogę to co im już zbędne?! Mama nie nauczyła? Przyjemnie tak jeździć takimi  zaśmieconymi drogami?!

W końcu doszedłem do waszej wsi, a tam na skrzyżowaniu Figurka z Matka Boską. Pięknie ustrojona jeszcze po majówkach. Kwiaty, obrus z koronką, wstążki, a obok, w rowie śmietnisko, a w lesie opodal wysypisko śmieci łącznie z pękniętą muszla klozetową i części samochodowe, baniaki po olejach, pampersy… Kto tu tak naśmiecił? Bo wszak nie Marsjanie!
 
Moi drodzy… od dziś nie przynoście mi do zdobienia ołtarza kwiatów, umówcie się i pójdźcie z workami, które teraz już leżą przy wyjściu z kościoła na stoliku. Niechaj każda rodzina uzbiera dwa worki, z każdej wsi mieszkańcy niechaj idą w lewo i aż do sąsiedniej, tak będzie sprawiedliwe. Na niedzielny spacer.
Pełne worki postawicie tam, przy ogrodzeniu kościoła, koło bramy, jako znak wykonanej pracy, pokuty za grzechy – jestem umówiony już z odbiorcą – zabiorą je w we wtorek.
Zróbcie to dla Polski, dla Boga w pochwale i w przeprosinach, a też zróbcie to dla siebie!
A teraz idźcie w pokoju i pomyślcie o tym,  czym jest wasz dom, wasze obejście i Wasza okolica, że to jest boskie dzieło. Nie zaśmiecajcie go!
A buńczucznym, co to zawołali z tyłu ”Gmina niech sprząta, podatki płacim” – odpowiem: NIE, mój drogi, nie na to idą podatki, nadto gmina nie dysponuje pracownikami co by po was sprzątali. To osobista kultura musi w Was zakrzyknąć: „Nie śmieć, jako i w domu nie śmiecisz”!
A z dziećmi, to my sobie o tym w szkole porozmawiamy!
Amen!    

wtorek, 23 lipca 2019

Zaśmiecanie języka polskiego szczególnie w wypowiedziach publicznych zalewem kolokwializmów, nowomowy i slangu to takie samo śmiecenie jak wyrzucanie kubków po kawie na ulicę czy butelek po wodzie/piwie w lesie.


ZNACZY ... Nie rozumiem.
U kolegi w komentarzach, jakaś pani, może znajoma z reala, a może tylko z Fb (to są dwie różne kategorie znajomych - jak wiadomo) komentuje tekst posta słowami: "Ja jebię! Ale kawałek! Przejmujący i zajebisty (...)"
Z ciekawości zaglądam na jej profil i czytam jakie skończyła licea, jakie studia - FILOLOGIE POLSKĄ. Pracowała w PAP jako uwaga: Journalist.
Inny zacności człowiek, pisarz i redaktor, felietonista i owszem, piszący/mówiący ze swadą i humorem daje głos w przestrzeni publicznej (wywiad to był chyba, albo wypowiedź typu felieton?) używają co chwila kolokwializmów jak prostak kurew zamiast przecinków. "Mam na to wywalone" (dobrze, że nie wyje*ane) i podobne brudy językowe.
I NIKT mi nie wmówi, że "tak się dzisiaj pisze" - bo nie ma przymusu. Moim skromnym zdaniem to jest kokieteria. TAKI ZE MNIE LUZAK/LUZACZKA.
Tyle, że mnie to odrzuca i nie tylko mnie. Wiem to.

To "luzactwo" językowe, w przypadkach nieuzasadnionych (cytowanie, narracja obca, opis) jest brudzeniem, zaśmiecaniem języka polskiego dokładnie takie samo jak smog czy plastik w lesie i oceanach.
A jeśli ktoś w wypowiedzi publicznej (wywiad, felieton, wystąpienie) nie potrafi być luzakiem, dowcipnym wesołkiem bez użycia slangu, nowomowy, wulgaryzmów to żaden z niego luzak tylko cienias. (Tak, to kolokwializm zamierzony. Blog, to jednak moja prywatna wypowiedź)
No,cóż upadek kultury słowa to nie tylko k***wy w każdym zdaniu osób o niskim wykształceniu i kulturze. Jak widać establishment też upada. Bo dla mnie taki komentarz osoby po filologii polskiej bez cydzysłowów to ...upadek. I rzucająca mięsem w wywiadzie Pani Hrabina nie jest wiarygodna. Zresztą Jej k***y są starannie wyreżyserowane 
Ta moja TU wypowiedź ma charakter prywatny mimo statusu postu -"publiczny". Nie jest to oficjalna wypowiedzią w prasie czy na portalu.
Tak bywało, że klęłam. Ze wstydem przyznaję, taka moda była, bywa że sobie ulżę w domu, czy za kierownicą. BYWA.
Dzisiaj w życiu, rzadko używam wulgaryzmów szczególnie pochodnych słowa "jebać" - bo źródłosłów, znaczenie pierwotne nadal mnie mierzi.
Wolę swojską k*wę, w chwilach wzburzenia, ale tak czy siak "journalist" PAP i uniwersytety zobowiązują...