wtorek, 5 maja 2020

Kim jest Herhor?


Od zawsze ludzie uwielbiali teorie spiskowe.
Czemu? Bo są atrakcyjne, tajemnicze i ten kto w nie uwierzy czuje się wyróżniony.
Rozpowiadane kiedyś szeptem, dzisiaj rozsyłane sobie na priv przez Internet (by zachować tajność) działają podobnie co 3000 i 2000, 300, 200, 20 lat temu. "Ciiiii, nie mów nikomu, tylko osobie zaufanej".
Były i są się o tyle groźne, że bazują na nieuctwie i ignorancji, wciskając ludziom niesprawdzone teorie. "Zaufana" dzisiaj to osoba, która wg siewcy teorii kupi ją bez margania. (zazwyczaj też będzie doskonałym źródłem dochodu cyklicznie  lub jednorazowo - hasłem niech będzie "strukturyzator wody".
Ale, gdy tylko zaoponuje, poda źródła wiedzy i skrytykuje teorię spiskową staje się automatycznie Wrogiem i osobą podejrzaną.
O co? O kontakt z nauką i faktami, a te działają na spiskowców jak słoneczny świt na wampiry. 🧛‍♂️🧛‍♀️🧛‍♂️
Ta silna wiara w coś czego nie ma, teorie które się nie trzymają kupy, nie wspierają ich żadne naukowe gremia, badania, wyniki obsiadają mózgi wierzących tak jak i inne teorie nie poparte niczym, ale głoszone w taki sposób, że ludzie w nie UWIERZYLI. (tu właśnie wkracza analogia  )
Rozumiem że kiedyś WIARA musiał istnieć, tak jak od zawsze istniał pewien rodzaj cwanego układu - "Ja wiem, wy nie wiecie, więc w imię mojej wiedzy jestem mocniejszy, MAM WŁADZĘ ! (vide starożytny Egipt i kapłani ukłon Panu Bolesławowi Prusowi za "Faraona") czy inne układy typu "ja wiem a wy nie wiecie".
Piedestał niesłychanie otumania. Ma słodki smak sławy! Skupia wzrok! Mniaaaam!
Pozostanę delikatnie w Egipcie, żeby nie jątrzyć. (ale wspomniana analogia ...  )
Herhor Który Wiedział, manipulował Ramzesem Który Nie Wiedział. Po co? Dla własnych korzyści.
Zresztą jako de facto władca Egiptu zrujnował Górny Egipt toralnie sam oczywiście żyjąc w maśle.
Teraz można zadać pytanie - kto dzisiaj jest Herhorem?
- Czy David Icke "brytyjski pisarz i mówca, który od 1990 zajął się głoszeniem teorii spiskowych. Były zawodowy piłkarz, reporter, telewizyjny prezenter sportowy, Icke twierdzi, że wśród ludzi istnieje rasa Reptilian, czyli zmiennokształtnych ludzi-jaszczurów. Według niego takimi istotami są m.in. były amerykański prezydent George W. Bush, królowa Elżbieta II i popularny piosenkarz country Kris Kristofferson. Mają oni 👽👽👽 tworzyć grupę, określaną przez niego iluminati lub zakon iluminatów, która kontroluje świat, usiłując stworzyć światowy rząd."
- Czy WHO i światowy spisek Niebardzowiadomokogo?
- Czy Bill Gates, który łoży kolosalne pieniądze na mnóstwo działań charytatywnych i nagle wciska mu się udział w stworzeniu koronawirusa po to żeby znów wydając kolosalne pieniądze wcisnąć nam szczepionki w których będą jakieś nanochipy po których staniemy mu się posłuszni. Eeee... Serio?
(sensatom polecam raz jeszcze przeczytać w oryginale całą wypowiedź Gatesa o koronowirusach i poprosić znajomego młodego i znającego język angielski lekarza, żeby wyjaśnił o co cho, to w miarę proste, gdy się uważało na biologii w szkole)
Kim jest Herhor? O, sorry mamy równouprawnienie - Herhorka? 
Odpowiedź bywa zawsze jedna - siewcą podobnych teorii zazwyczaj jest ktoś, kto na tym zyskuje (sławę (która ma boski smak) i pieniądze (tak samo).
"(...) ludzie, którzy wierzą w spiski, zupełnie dobrze się z tym czują. Może nawet czują się lepsi? Wyróżnieni? Wtajemniczeni? Bo przecież dostrzegli coś, co innym wydaje się nie do pojęcia i na co nie potrafią otworzyć oczu, a im się udało. "
"Niedawno spotkałem się ze studentami medycyny, opowiadali, że chcąc poznać sposób myślenia antyszczepionkowców i zwolenników „ukrytych terapii”, wchodzą na ich fora. Jednak dość szybko zostają rozpoznani, zdradza ich wiedza, jaką mają z zakresu anatomii czy fizjologii, natychmiast – po rozpoznaniu – są tam traktowani jak agenci wpływu, Big Pharma…" (profesor Tomasz Grzyb Uniwersytet SWPS) 

niedziela, 5 kwietnia 2020

Na ten smętny czas.

Refleksja po tekście Łukasza Łuczaja. Link na końcu.

Śmierć?

A nie, nie wyparłam, a wręcz odwrotnie.
Myślę o niej od jakiegoś czasu, od kilku lat bardzo konkretnie, oswajam, jak tylko się da oswoić bez histerii. Obłaskawiam, niemal dotykam myślami jaźnią, emocjami. Na wiele sposobów. Da się. Tylko powoli.
U wielu z nas to obawa przed utratą wizji i fonii świata, urwie się nam dalszy ciąg, jakby nam ktoś odłączył Net...
A fizycznie nie ma się czego bać. To przyjdzie jak sen. Byle bez poprzedzającego upodlenia bólem czy dramatem niesamodzielności.
Najgorzej jest, nie ze swoją śmiercią ale mojego ukochanka, Człowieka który jest mi ogromnie bliski. Bez Niego życie starci barwy, tak bardzo, że nie wiem czy sobie poradzę (gdyby On pierwszy). Poradzę... pewnie tylko po co?
Mimo krótkiego naszego "MY" (zaledwie 14 lat) spletliśmy się ciasno. Lubimy się, a to równie ważne jak "kochamy". Czasem nawet ważniejsze.
Od jakiegoś czasu śmierć staje się mocniej widoczna jako majaczący i coraz wyraźniejszy napis przed nami: META, STOP, KONIEC, The END czy jak tam sobie ją obłaskawimy.
Kiedyś, za młodu oczywiście, byliśmy świadomi jej nadejścia ale dość teoretycznie, dopóki nie zabrała kogoś bliskiego np starych rodziców. (Wypadki i śmierci nagłe to inna inszość)
Teraz my jesteśmy na ich miejscu, "następni w kolejce" i tę myśl warto oswajać.
O tyle jednak jest ona do oswojenia, gdy zbliżający się kres sygnalizuje ciało, gdy słabniemy, marnieje organizm, umysł gaśnie...
Mój wuj 96 powiedział do mojego byłego męża kilka miesięcy przed śmiercią :
- Wiesz, Maciek, umarłbym już.
- Ależ wuju...
- Daj spokój, daj spokój. Nudno mi. Wszyscy poumierali, sam jestem, i świata już nie rozumiem i nawet się nie staram, stał mi się kompletnie obcy, obojętny. Nudno mi tu. Umarłbym.
Nazywam to "stanem gotowości".
Nie mamy go jeszcze, stąd bunt. Mamy zaledwie 64 i 70, właściwie pełnię jeszcze sił intelektualnych i cielesnych (zwłaszcza Pan Inżynier) na 3/4 gwizdka! On wiadomka - spawa, zbija, konstruuje, toczy, obrabia, ogarnia wszelkie "męskie" prace. Nadto jest świetnym kompanem i moim Siwym. Ja mniej już zrywna, ale zasadziłam 5 drzewek wiśniowych! Nie skończyłam książki, no i mamy plany!
I co, tak hop siup, zejść na zarazę?!
Jakoś nie...
Co do pochówków, Łukasz ma rację TOTALNĄ.
Ja rozumiem względy epidemiologiczne że ciało do ziemi w ogródku nie bardzo. OK. Ale w proszku? Jak już nas krematorium wprowadzi w stan instant?! Do tekturowej urny, nasiona do środka i do ziemi! Czemu NIE?
NIE - bo niestety cmentarze i pochówek to kolosalny dochód księży.
Serio, serio. Nie popuszczą.
Wolałabym w moim wiśniowym sadziku.
I chyba trzeba będzie zachachmęcić tak, żeby jednak zrobić to po swojemu, a na smętarzu tylko poudawać.
No... Postanowione - jeszcze nie.


http://lukaszluczaj.pl/koronawirus-z-perspektywy-smierci/?fbclid=IwAR1eQTDzAHN13-cv1wEhwcfHd8wDgMWIO7lXjUJEUFAwB9x_ucaw98pqm60

poniedziałek, 6 stycznia 2020

Zagłada

Walą się ludzie po piersiach aż huczy. I samobiczują lekutko, nazywając się "najgorszymi pasożytami Matki Ziemi".
Ajajaj... Może im to pomaga?
Mnie nie bardzo, mnie wystarcza świadomość i moja osobista próba zmian przyzwyczajeń i na ile mogę nieszkodzenie bardziej.
Zdaje sobie sprawę, że jestem w tym łańcuchu szkodników jednym z miliarda oczek, że byłam i jestem konsumentką/użytkowniczką cywilizacji ale co to da, że się teraz zbiczuję, zabluzgam i załamię dłonie w geście rozpaczy?

Wśród nas jest obecnie wiodąca grupa ludzi świadomych ekologicznie, których co by nie mówić, wyniosła na fali Greta Thunberg. Gdyby nie ona nadal sprawy klimatyczne to byłby temat numer 10 na drugiej stronie prasy codziennej.
Jej zawdzięczamy szum, i zupełnie inne przyjmowanie od wiadomości, że płonęły wyręby w Amazonii, a też lasy na Syberii, w Afryce, że obecnie Australia wygląda na zdjęciu satelitarnym jak wysmażona skwarka, wcześniej wycinanie birmańskich lasów i puszczy amazońskiej, gigantyczne ilości śmieci i ścieków nie robiły na nikim wrażenia. Nius, jak nius...

Wielu z nas się ocknęło - staramy się jakoś tam zmienić własne wygodne nawyki żeby mniej śmiecić, mniej niszczyć.
Ale ja stale pytam - co z tymi, przy których mój kubeł ze śmieciami to marny paproszek, z producentami śmieci na skalę GIGA? Ścieków i trujących odpadów w ilościach MEGA?
Nikt ich nie zatrzymuje - przedsiębiorców z galopujących technicznie Chin, a też z Indii, Pakistanu, Ameryki Południowej? Kto im powie STOP? Nikt, bo się nie zatrzymają ani na chwilę, bo im ucieknie kolejny miliard zysku.
Kto ich oświeci? Kto zatrzyma tych, którzy tak gnają po krociowe zyski, które im nic nie dadzą gdy to wszystko pieprznie. Sądzą optymistycznie, że się zadekują na miłej wysepce Polinezji Francuskiej nie wiedząc o tym, że owe wysepki najprawdopodobniej zatoną.
A miliardy tych, którzy również mają ekologię gdzieś, bo walczą o miskę ryżu? Kto im przemówi do rozsądku? To oni zaśmiecili ocean wrzucając plastikowe dobro do kanałów Egiptu, Indii, Pakistanu i innych krajów (Ameryki Pd) w których śmieci wywala się w koło, po prostu.
A południowo hiszpańskie plantacje warzyw dla spragnionej ich Europy pochłaniające co rok, co dwa lata kolosalne ilości plastiku na namioty foliowe? Stare zakopując w ziemi, bo odbiór drogi? Sparciała folia kruszy się, rozwiewa ją wiatr i w strumieniach rzekach wodociągach płynie ta trutka...
Kto im zabroni?
Kto walnie w ich sumienia?
Producenci opakowań, butelek, blistrów plastikowych rzucają ten gorący kartofel, czyli śmieć w nasze ręce i to my konsumenci się teraz głowimy co robić z tą stertą?! To producenci powinni się za to wstydzić i wziąć odpowiedzialność! 

Lata temu już David Attenborough biolog nawoływał o opamiętanie się demograficzne, bo robiło się nas zwyczajnie ZA DUŻO. Od lat 50 liczna ludzi na Ziemi się potroiła. Ale wszak Ziemia nie generuje nowych zasobów, a wręcz przeciwnie. Ma też już przesyt w przyjmowaniu wydalin, odpadów, ścieków, gazów. Ale religie trąbią: RODZIĆ! Za nimi ekonomiści - RODZIĆ, BO KTO UTRZYMA TYLU STARYCH LUDZI?

I tylko jeden Bill Gates, jak kot na pustyni, sam mocno angażujący się w utylizacje wydalin, ścieków i śmieci, w pomoc najuboższym "wędką" a nie rybą nawołuje najbogatszych o podzielenie się majątkiem: "Bill Gates, drugi najbogatszy biznesmen po Bezosie, w swoim najnowszym wpisie przekonuje o słuszności większego opodatkowania najbogatszych oraz wyeliminowania luk pozwalających na omijanie podatków. Przekonuje m.in., że opodatkowanie pracy w stosunku do kapitału jest nie fair i faworyzuje bogatych."
Czy pieniądze coś tu zaradzą?
Czy zdążymy zapobiec globalnej katastrofie?
W latach mojego dzieciństwa baliśmy się globalnego, nuklearnego konfliktu - zagłady.
Dzisiaj widać, że wykańcza nas cywilizacja.

Jak to się skończy?
Co robić?
Sorry, ale nie wiem.

niedziela, 1 grudnia 2019

Cienka i czerwona...


A "uobrażalscy" jesteśmy na potęgę!
Wszyscy o wszystko się obrażają!
Żarty i szpasy, beka czy kpiny z czegoś, kogoś, (zwłaszcza z kogoś) w Polsce ( i nie tylko, wszędzie na świecie, ale wolałabym się porównywać do anglosasów niż innych, odległych nam kulturowo narodów) są powodem do obrazy majestatu, nadęcia i focha w rozmiarze balona, ba! Cepelina wręcz, wleczonego majestatycznie po forach dyskusyjnych.
Bywa, że kompletnie bez powodu, a raczej w efekcie "uderz w stół".

Ostatnie?
Proszę, choćby ostatnia fala obrazy z "nie świruj idź na wybory", czy inne publiczne żarty. GRUBE, ale gdzieś jednak (według mnie) nie dotykające jeszcze cienkiej, czerwonej linii.
(wg mnie ta linią jest kłamstwo, pomówienie).
U nas wpijającej się nam w tyłki jak źle dopasowane stringi. Pozbawieni tkanki podskórnego wyczuwania kpiny, żartu, dowcipu, cierpimy nie potrafiąc żartować i obśmiewać się. Wolimy obrażanie.

Nie wszyscy łyknęliśmy Monty Pytona, choć to już tyle lat... nie wszyscy Mela Brooksa ("Lęk wysokości" - "Ojej! Naśmiewa się z osób ...bla, bla, bla"), a już naprawdę wielu innych jest dla nas nie do łyknięcia (Sasha Baron Cohen czy ogólnie - amerykańscy dziennikarze - kpiarze).
Przyznam, że i ja skonstatowałam swego czasu, że ta cienka i czerwona linia zamieniła się dziwnym trafem w gumę i wżera mi się w stan ... smutu.
To dlatego, że nasiąkam od wielu lat tym naszym nadęciem? Jak to napisał prosto i bez żenady Profesor Zimbardo: "- Czasem, jak przyjeżdżam do Polski, mam wrażenie, że trafiłem do szpitala psychiatrycznego. Tu nikt się nie uśmiecha, raczej się odburkuje (...)"
Zresztą za te słowa - obraza majestatu i foch! Długo ciągano słowa profesora po łamach prasy i różnych forach dyskusyjnych. Jak śmiał?! 
Podobnie chlastano mojego kochanego Melchiora Wańkowicza który obnażał w swoich rozlicznych tekstach wady Polaków. OBRAŻA!!!
Z Piłsudskim problem, bo taki ukochany wódz, a jednak językiem nie przebierającym w słowach zbluzgał Naród i przedstawicieli takoż (słynne - kury szczać wam...)
Ostatnio "nie świruj idź na wybory" - niewinne hasło i ... Znów "obraziło, jak można"!!!
Do licha. Życzyłabym sobie, żeby ci najgłośniej wyjący z powodu obrazy majestatu poluzowali tasiemki gorsetu. Zdjęli te za małe stringi i nie ściskali tak pośladków.
Ludzie! Więcej dystansu i śmiechu!
Ja sobie oglądam z mężem Johna Oliwera, a też talk show Grahama Nortona, a też ogromnie lubię rozmowy Eleen Degeneres, poprzednio kilku innych showmanów i showmanek i doprawdy, tam granica jest mocno przesunięta. Kpiny, żarty bywają czasem bardzo cienkie, mocne.
No, chociaż moja osobista czerwona linia jakoś nie umie się zlać z tą, którą przekraczają w "rostowaniu" (Grillowanie - też u nas swego czasu było, ale padło) - ale wolna wola, tam się kpi z poszczególnych osób ZA ICH ZGODĄ, więc ogólna "obraza majestatu Narodu" - nie ma tam miejsca.
Może nie jest moim typem żartu "wojewódzczenie" albo "chajzerowanie", ale to nadal żarty, a nie "obrażanie Narodu polskiego" (i poszczególnych jego grup społecznych - jak się próbuje nam wmówić w fochach dziennikarskich nie mówiąc o komentatorach z nadęciem)!
TO jest u nas takie żenujące. To jest szczególny rodzaj "Straw man argument" - (czyli sofizmat rozszerzenia, atak na chochoła) stosowany bardzo często przez oburzających się - wziąć czyjś żart, rozdmuchać go i wmówić opinii publicznej, że
OBRAŻA. I jedziemy napuchnięci do granic pompując nasze niby wspólne ego, urażone i sponiewierane.
Serio?!
POTĄD. Przestańcie, bo Wam żyłka...
Czerwoną i cienką linię, która mi się wrzynała w pas, zamieniłam na pasek XL i poluzowałam znacznie.
I mam luz!
Czego i Wam życzę.

niedziela, 3 listopada 2019

Żelazna kurtyna, czyli Halloween


Tyle mód przejęliśmy z Zachodu, że połowa sfochowanych nawet sobie z tego sprawy nie zdaje.
Od mody w sensie ubioru, fryzur, makijażu, po kuchnię.
Przejmowaliśmy, bo to naturalny ludzki odruch, podoba mi się - biorę!
Dzisiejsze siwe głowy (wiele osób ze starszego i średniego pokolenia) strzelają focha na Halloween. Ostatnimi czasy nic im się "stamtąd" nie podoba. "Bo nie polskie"!
Serio? A pizzę lubisz? A nosiłeś spodnie dzwony? Nosiłaś mini? A nie marzyliśmy WSZYSCY o dżinsach?!
Kiedyś jako młodzi ludzie łapczywie chwytali przenikające przez Żelazną Kurtynę muzyczne nowości, jazz, big beat z ich zespołami i piosenkami, wściekli na rząd, który chciał nas zamknąć w muzyce Zespołu Śląsk, Mazowsze, w śpiewie li tylko Ireny Santor i Jerzego Połomskiego (z całą moja atencją  ) , choć rządowi jeszcze bardziej podobały się państwowotwórcze piosneczki Adama Zwierza czy Reginy Pisarek (z całym szacunkiem dla głosów obojga)
I co?
I podły naród wolał Bitelsów, Rollingstonsów, i wszystko, wszystko to co tam, na Zachodzie szalało.
Również modę, mini spódniczki - rozpowszechnione przez Mary Quant, (a jeszcze wcześniej, znaaaacznie wcześniej, kobiety poszły za Coco Chanel i pokochały spodnie i garsonki, krótkie fryzury).
Gdy z Ameryki powiało hippiserią, młodzi w Polsce łyknęli to jak swoje - rozszalały się maszyny do szycia, a prywaciarze zarabiali krocie na kolorowych okularach, łańcuszkach i koralikach, PEWEX zarabiał na dżinsach aż furczało! Każdy szanujący się młody człowiek i człowieczka (żeńska końcówka!) nucił "Aquariusa" czy inne kawałki z "Hair", działało się w organizacji wspierającej walkę z Apartheidem, opłakiwało morderstwo Martina Luthera Kinga, wiedziało się kim była Angela Davies.
I co się dzisiaj stało z Wami? Modobiorcy? Młodzi, wówczas gniewni? Dzisiaj Starszy Wkurwieni?!
Skąd te fochy na wesołe Halloween?!
Czemu stale macie zacięte miny i z całych sił chcecie znów Żelaznej Kurtyny?!
Zapomnieliście już, jak się fajnie przenikały nasze kultury, jak bardzo, jako młodzi byliśmy utłamszeni tym "Zabrania się!", "Nie wolno"?!
Nie podoba Wam się młodzieńcza i dziecięca radość, zabawa, kpina ze śmierci tak bardzo potrzebna jako antidotum na tę naszą wieczną martyrologię i pochód nieszcześć? Na przykrótkie życie?
Nie umiemy świętować na wesoło i fajnie właściwie żadnego święta! Mamy nasze smutne i zamyślone Zaduszki, ale czy poza nimi musi być na ulicach i w naszym życiu wieczny smut?!
Marsze Równości, Halloween - komu to szkodzi?
Za Żelazną Kurtyną mamy siedzieć i modlić się pod dyktat hierarchów? Czcić pamięć bandytów nazwanych bohaterami? Patrzeć jak Warszawą zawładnęła POLSKA faszyzująca młódź? Wszystkie święta mają być na kolanach i we łzach?! Odwaliło Wam drodzy Starzy Zawiedzeni?!
Dajcie żyć! Nie podoba się uliczna fiesta?
To siedźcie w domu!
Ja nie chcę tu Żelaznej Kurtyny, bo żadne mody ani na ciuchy ani na muzykę, ani na nic innego nas nie zamienią w kogoś kim nie jesteśmy, nie dajcie się zastraszyć. Od pizzy i sushi nie staliśmy się ani Włochami ani Japończykami. Od Halloween nie staniemy się .... no właśnie - kim? Bo to święto przyszło z Meksyku a dzisiaj jest zabawą w Amerykach (obu) Kanadzie, Anglii, Australii, w Europie też.
WESOŁE święto.
A Wy - obrażeni, zabraniający, sfochowani powoli zamieniacie w zombie. Smutnych i o zaciętych twarzach.
Zapomniał wół?!

środa, 16 października 2019

...na 5 lat!

Pojęcia nie mam, co oni mają z tym seksem? To jakaś obsesja starszych facetów, którzy mają z założenia żyć w celibacie, (ale jak wiemy, nie żyją), starych capów niegdyś używających życia (z nieletnimi, albo w domach uciechy pod niewiedzę starych żon) którym już nawet viagra nie pomaga, i pań nawiedzonych bigotek, którym się ubzdurało, że seks to ZUO, i które zapewne w życiu nie miały orgazmu. Zamiast to leczyć chcą zmusić całą Polskę do średniowiecznych praktyk nierozmawiania o TYCH rzeczach. "TYCH" - bo słów erotyka, seks i współżycie - wymawiać im ciężko. NIBY chcą chronić dzieci, ale przed czym??? Przed wiedzą? Jako pani od biologii pamiętam świetnie lekcje o odżywianiu, wydalaniu i rozmnażaniu człowieka. To fizjologia, to NORMALNE czynności. To były świetne lekcje. Nie mam pojęcia w imię czego mają być teraz ukryte pod płaszczem zapyziałej pruderii i nieuzasadnionego, zakompleksiałego wstydu?!Żeby młodzież wiedziała z czym się łączy np nieodpowiedzialna zabawa w seks (słynne "słoneczko" czy "kiblowa miłość"), zbyt wczesna inicjacja, czy zmuszanie kogoś do podobnych zachowań, czym jest zły dotyk, gwałt i zakażanie chorobami. Ale też, czym jest higiena dróg rodnych i jak to się dzieje, że po erotycznej przyjemności nagle ustaje miesiączka, a po 9 miesiącach mamy nowego człowieka na Ziemi? Czy wiecie, że Dla wielu dziewczynek tak wychowanych miesiączka jest zaskoczeniem? Bo pruderyjna mama nie umiała niczego o tym powiedzieć sądząc że "sama się jakoś dowie".
Czy mówienie o tym to przewinienie, za które powinno się dostać 5 lat odsiadki? Jeśli za samo mówienie o seksie - 5 lat w więzieniu, to ile dostaną księża za gwałcenie ministrantów i dziewczynek? Bo rozumiem, że pełne listy oskarżonych już leżą gotowe do wszczęcia procesów i skazań na dożywocie? Ile? Mówienie o tym, że TYLKO rodzice mogą o tym mówić, to absurd w czasach Internetu i faktu, że wielu rodziców kompletnie nie potrafi wyjaśnić dziecku nawet tego, jak wycierać pupę po defekacji, a z co dopiero jak dochodzi do zapłodnienia wewnętrznego i, że gdy ktokolwiek będzie dziecko dotykał niewłaściwie (potrzebne objaśnienie czym jest zły dotyk) trzeba wszcząć alarm. A ile to usłyszeliśmy dramatycznych historii: "powiedziałam mamie, ale mi nie uwierzyła? "Mówiłam pani, że ksiądz mi wsadzał język do buzi i rękę w majtki, ale na mnie nakrzyczała, że kłamię". A Internet pokaże dzieciom wszystko i to dość obcesowo i brutalnie, bo ciekawości pod tym względem żadne zasieki nie zatrzymają. Dyrektor szkoły w której uczyłam sam ojciec dzieciom, szepnął mi "Wie pani, ja bym umarł, gdybym miał o tym rozmawiać z dziećmi". "A pańskie dzieci wiedzą już co nieco?", "No tak, mają przecież biologię w szkole i książeczki takie im kupiliśmy z żoną".
To było 30 lat temu, gdy jeszcze szkoły były normalne. Świeckie i królowała z nich nauka, a nie religia. A! Właśnie! Książeczki. Czy książki dla młodzieży i dzieci o "TYCH sprawach" :-) to zostaną spalone na stosach? Jak myślicie? PS Ktoś powinien napisać książkę "Piekło polskiej hipokryzji"? Bo dzieci muszą znać swoje ciało, to, jak ono funkcjonuje, czym jest rodzącą się erotyka, i jak ją przezywać, czym jest seks i jak się z nim obchodzić z szacunkiem i ostrożnością, jak nie pozwalać na zły dotyk i przemoc, jak się zabezpieczać, jakie są choroby przenoszone drogą płciową. I jak czerpać przyjemność z tego, gdy się do tego dorosło i samemu się pragnie tej frajdy.
A tymczasem - 5 lat więzienia...

niedziela, 29 września 2019

TO NIE JEDZMY MIĘSA!

Niedawno musiałam palnąć elaborat pewnej pani entuzjastce o tym, że zaprzestanie jedzenia mięsa to nie jest takie łatwe jak ona mówi. Obrzuciła mnie inwektywami "dorośnij" i podobnymi. A tymczasem to są ogromne problemy, "nie jem mięsa" nie wystarczy. - "Coraz więcej młodych to rozumie i nie je mięsa" - tak, w miastach, w krajach cywilizowanych młodzież wykształcona, empatyczna, dla której to jest metoda protestu w sprawie ocieplenia klimatu. Nie jedzą. Super. Mieszkam na wsi. Na POLSKIEJ wsi. Odebrać wielu "młodym", a zwłaszcza starym karkówkę na grilla?! Kiełbachę? Mięso ciężko pracującemu chłopu na wsi?! Spróbujcie. Podobnie z Chinami, Koreą Pd, wieloma krajami które weszły na drogę rozwoju i po latach głodu mogą w każdej rodzinie zjeść kurczaka, wieprzowinę czy inne upragnione mięcho. A też krajami z tradycją mięsną - Argentyna, USA, Australia. Jak im to nagle odebrać?! To MUSI być powolny proces. Nie na jedno pokolenie. - "Areały pod pasze zastąpić uprawą strączkowych"! Ktoś to policzył? Ile grochu, fasoli, soczewicy, SOI potrzeba będzie żeby mięso zastąpić strączkowymi (pomijam już to, czy ludzie en masse pokochają nagle jarmuż i fasolę) i jaki to wymusi rozwój PRZEMYSŁU nawozowego (Kopaliny i ropa). Bo co prawda motylkowe pozostawiają w gruncie związki azotu ale wyjaławiają z innych mikroelementów które trzeba suplementować. Nawozami sztucznymi, bo przypominam, likwidacja upraw likwiduje też nawóz naturalny. - Jak przestawić rolników, którzy do tej pory hodowali bydło metodą intensywną (między innymi to są obory, chlewnie, kurzętniki funkcjonujące już bez posiadania areału pod uprawę zbóż bo tym zajmują się rolnicy "roślinni"). Jak im, hodowcom wyjaśnić, że maja zlikwidować stada i przejść... no, właśnie na co? Nie mają ziemi, maja budynki, za które zapłacili krocie. Dostaną odprawę? Z czyich pieniędzy? I czy ich rodziny będą zadowolone z nagłego bezrobocia i nędzy? - Nadal rolnictwo - uprawianie wielkich areałów roślinami które mają zastąpić mięso i nabiał nie zasieją się i nie uprawią same - potrzeba będzie więcej ilości większych maszyn (środków ochrony roślin i odmian (GMO). Czy ludzie zdają sobie sprawę ile razy wielkie ciągniki, kombajny musza gęsto przejechać po polu, powielając szerokość roboczą narzędzia rolniczego, żeby zaorać, zasiać, uprawić, zebrać? I ILE na to potrzeba paliwa? (emisja CO2) - Wyżywienie miast: Czy ludzie protestujący w sprawach spożywczych wiedzą jakim problemem jest wyżywienie wielomilionowych miast bez mięsa i nabiału? Proste wyobrażenie sobie - sklepy z których nagle znikają lady chłodnicze z mięsem i serami, twarogami, jogurtami, masłem, śmietaną. Jak zmusić ludzi do polubienia marchewki i grochu? Siłą? Bo wielu prycha (zwłaszcza co z nadwagą którzy nagle musza przejście z burgerów frytek, smażonych kuraków na sałatki, ależ się wściekają!) Nie wystarczy hasło "nie jem mięsa" - to może proponować mądra 13 latka, ale dorośli muszą wiedzieć, jak wielki i skomplikowany jest ciąg produkcyjny i jakie problemy tzw masowego żywienia powstaną po likwidacji hodowli. I nie upajać się hasełkiem ładnym, ale za ciasnym, ale MYŚLEĆ, czytać, nastawić się na to, że zmiany będą długie i raczej nieprzyjemne. Choć są konieczne. KONIECZNE.