niedziela, 8 września 2019

Patrioci. Sól ziemi.

Spacer rowerem.
Sąsiednia wieś. Zagroda, a w niej otwarty samochód, bo młodociany w nim grzebie. Głośniki włączone na maxa tak, że dudni na 100 m w koło. Jakieś "umc, umc, umc" - łupanina jak cepem o klepisko.
Obok zagrodą sąsiadki, zamieniamy dwa słowa o kurach.
- Nie może ściszyć? - pytam.
- A kto mu każe?
- Ojciec wyszedłby i huknął.
- Ojciec się go boi... - i jakby chciała mnie uprzedzić - matka też. I sąsiedzi.
- Aż tak?
- To młode szczawie, dopiero co w majtki sadzili, ale wyrośli i jak się nawalą anabolami to... jak rozjuszone bydło.

Widuje ich w starych, kupionych za grosze (500+ wyszarpane matce, albo zarobione na szybko przy układaniu kostki, oczywiście na czarno) samochodach. ZAWSZE to BMW albo AUDI. Zazwyczaj lakier kładziony pędzlem. CZARNY.
Jadą miejscowymi szosinami bijąc rekordy prędkości rzęcha, mają włączone wzmacniacze i sobwoofery) zazwyczaj te auta już są tak wyposażone, tak przyjechały na lawecie z Niemiec), po drodze kupują kebaba na wynos i jak zjedzą (w aucie) reklamówkę z pojemnikiem i sztućcami wywalają jadąc, przez okno. Butelkę/puszkę po enegry-drinku też.
PANISKA.

Pełne są wsie tych młodych, nie wiadomo jak przeszli podstawówkę, są zazwyczaj bardzo słabo kumaci, nie potrafią czytać byle instrukcji ze zrozumieniem, czegokolwiek ze zrozumieniem, są opętani rządzą posiadania samochodu, smartfonu i kasy na browca. No i jeszcze żeby zarwać chętne panieny, dorównujące im intelektualnie.
Nocami, na skrzyżowaniach podrzędnych szos zostawiają czarne ślady opon, widać odcinki na których hamowali, jak kręcili na ręcznym paląc opony. Taki szpan!

Po jakimś czasie paniena zgłasza się z ciążą. Rodzice wymuszają małżeństwo.
Dalej nietrudno sobie wyobrazić, jaki stworzą dom, jaki związek i jakimi będą rodzicami, skoro już dzisiaj, przy dziecku drą się na siebie "Ty głupia k****o, Ty durny ch****u!"
Boję się ich. Są agresywni i roszczeniowi.
STRASZNI.

Mijam ich niemal codziennie. To są między innymi ci, których zawiera w sobie statystyka: "Według unijnej metodologii stopa bezrobocia dla osób w wieku 20-64 lata po drugim kwartale br. wynosiła 4,9 proc. Oznacza to, że zaledwie 830 tys. osób szukało pracy. (szukało!) Powyższa statystyka nie uwzględnia jednak biernych zawodowo, czyli osób, które ani nie mają pracy, ani jej nie szukają. W przedziale wiekowym 20-64 lata jest to około 5,7 mln osób". A ci młodzi, to spory odsetek tego 5,7 mln.
Nie chce im się. Zakombinują i mają! Kombinują różnie, z rozbojami włącznie.
To też ta grupa, która nie pójdzie głosować (może i dobrze?) i która po założeniu rodziny pójdzie do MOPSU po kasę.
Naszą, z naszych podatków.
Musimy na nich zapracować, bo jesteśmy leszczami.
Dyktator nas nie lubi, ale musi tolerować, bo to z nas ściąga daninę do budżetu.

No ... taki mi się ciąg myślowy zrobił po wczorajszym wypadzie na wieś, za i przed którą w rowach leży wszystko to, co ci młodzi wyrzucili idąc, jadąc..., bo kto im podskoczy?
Patrioci. Sól ziemi.

środa, 7 sierpnia 2019

Kazanie na niedzielę: wzór do pobrania

Wyobrażam sobie takie kazanie we wsiach, zamiast straszenia ludzi innymi ludźmi. Nie pobieram opłaty - bierzcie drodzy księża, to na chwałę kościoła, nauczajcie ludzi czym jest patriotyzm, zwłaszcza lokalny:


Kazanie na niedzielę:

Drodzy moi!

Dzisiaj chciałbym, żebyśmy porozmawiali sobie o tym, czym jest umiłowanie ojczyzny, ów patriotyzm odmieniany dzisiaj przez przypadki i nanoszony sitodrukiem na koszulki.
To ważne słowo w historii Polski, wiele pokoleń przelało krew… ale ja dzisiaj nie o tym, chociaż przydałoby się wielu z nas przypomnieć za co i po co walczyli nasi przodkowie.
Ale do rzeczy.

Mili moi, wezwano mnie kilka dni temu do domu pewnej chorej, ale że miałem dość czasu, więc postanowiłem się przejść, to niedaleko. Z plebanii zaledwie półgodzinny spacer. Przyda mi się dla zdrowia.

Poszedłem i… zmartwiałem, a nade wszystko zmartwiłem się ogromnie.
Oto idąc z naszej wsi do wsi sąsiedniej, poboczem szosy, jak należy, lewą jej stroną, szedłem i co i rusz moje serce płakało. Cóż bowiem widziałem? Ano zobaczyłem to, czego wy nie widzicie, nie chcecie być może wiedzieć – kompletny brak szacunku dla boskiego stworzenia, do własnej ziemi, do Małej Ojczyzny jaką jest nasza okolica, te pola, łąki, pastwiska, lasy. A w taki dzień jak wczorajszy pięknie to wszystko widać w letnim słońcu! W oddali widziałem żniwiarzy, opodal krowy pasące się na pastwisku zielonym jak szmaragd. Ciemozielone lasy stoją niewzruszone od lat dając cień i skarby – jagody, grzyby i schronienie leśnym zwierzętom. Co zaburzyło ten piękny obraz? Co kala to nieopisane piękno Ziemi? …?
Ano, potworna ilość śmieci na poboczach.
Ktoś je tu przywiózł? Jak myślicie?
Co krok, dosłownie potykałem się o butelkę po wodzie mineralnej, następną po słodkim napoju i znów i znów i znów! Napój wypity, a butelka? Szurnięta na pobocze! Niech leży tam 400 lat. A szklana już zawsze leżeć będzie, bo szkło się nie rozkłada. Tak, kochani 400 lat rozkłada się plastik, uwalniając do gleby trujące substancje. Powiecie „ileż w butelce tych substancji”? A ja odpowiem: w jednej mało, a w setce, w tysiącu? Dalej puszki po piwie i napojach energetycznych. Kupił młodzian, wypił i wyrzucił puszkę!
opakowania po papierosach ileż tego! Raz że zdrowie sobie psujecie dwa... jedzie Kowalski rowerem, palić się zachciało, wyjął ostatniego z paczki, a paczkę? Na asfalt! A co mu tam!
Dalej, pod stopami zobaczyłem opakowania po chipsach, po batonikach, po lodach. To zapewne młodzież szkolna. Mama dała pieniążek: „kup dziecko sobie coś do jedzenia”, a dziecko zamiast bułeczki, kupuje te, jak to mówią „puste kalorie”, to „śmieciowe jedzenie”, a opakowanie wyrzuca. Gdzie? Tam którędy idzie – na bok, bez refleksji, że to są śmieci, plastik i alufolia, też rozkładać się będzie latami, nadto obrzydliwie to wygląda. A i nieraz mama idzie z dzieckiem, loda kupi, dziecko zje, a ona mówi troskliwie: „zjadłeś już? To wyrzuć papierek!” – i dziecko wyrzuca.
Gdzie? Ano tam gdzie ścieżka – pod nóżki. Wiatr zwieje do rowu. Albo obok.
A już najstraszniejszą rzecz zobaczyłem za zakrętem. Tuż pod nogami, na asfalcie torba plastikowa, a w niej, opakowanie styropianowe po jedzeniu na wynos. Młodziankowie jechali samochodem, kupili kebaba, zjedli w samochodzie, a torbę z pustym opakowaniem i plastikowym widelczykiem szurnęli za okno! Także puszkę po piwie. Pańskim gestem! Zupełnie tak jakby mieli stado służących.
Ja taki gest odbieram jako agresję. Natura jest bezbronna, nie umie się przeciwstawić! Oni ją gwałcą tym wyrzucaniem z okna śmieci!
Wiecie, widziałem taki filmik w Internecie, tak, tak, ksiądz też czasem coś w komputerze obejrzy dla rozrywki, otóż jechał ulicami taki jaśniepan i przez okno bach!, paczkę po papierosach a też papiery po jedzeniu. Obok na światłach stał motocyklista. Zszedł z motoru, pozbierał to wszystko i bach!, wrzucił jaśnie panu z powrotem do samochodu. Najpierw się uśmiałem, ale potem serce mi się ścisnęło. Pomyślałem sobie, moi drodzy i wy o tym pomyślcie – skąd ten brak szacunku dla otoczenia? Czy na własnym podwórku też butelkę po napoju rzucacie żonie, mamie pod nogi? Czy pudełko po papierosach ciskacie w domu na podłogę? Czy wasze dziecko papierki po cukierkach i chipsach rzuca na podłogę? Wszak segregujecie śmieci, a jak nie, to tak czy siak zbieracie je do worków do wywózki, dlaczego zatem zaśmiecacie drogę z waszej wsi do sąsiedniej i dlaczego tamci mieszkańcy robią to samo? Jakim prawem młodzi ludzie wyrzucają z samochodu na drogę to co im już zbędne?! Mama nie nauczyła? Przyjemnie tak jeździć takimi  zaśmieconymi drogami?!

W końcu doszedłem do waszej wsi, a tam na skrzyżowaniu Figurka z Matka Boską. Pięknie ustrojona jeszcze po majówkach. Kwiaty, obrus z koronką, wstążki, a obok, w rowie śmietnisko, a w lesie opodal wysypisko śmieci łącznie z pękniętą muszla klozetową i części samochodowe, baniaki po olejach, pampersy… Kto tu tak naśmiecił? Bo wszak nie Marsjanie!
 
Moi drodzy… od dziś nie przynoście mi do zdobienia ołtarza kwiatów, umówcie się i pójdźcie z workami, które teraz już leżą przy wyjściu z kościoła na stoliku. Niechaj każda rodzina uzbiera dwa worki, z każdej wsi mieszkańcy niechaj idą w lewo i aż do sąsiedniej, tak będzie sprawiedliwe. Na niedzielny spacer.
Pełne worki postawicie tam, przy ogrodzeniu kościoła, koło bramy, jako znak wykonanej pracy, pokuty za grzechy – jestem umówiony już z odbiorcą – zabiorą je w we wtorek.
Zróbcie to dla Polski, dla Boga w pochwale i w przeprosinach, a też zróbcie to dla siebie!
A teraz idźcie w pokoju i pomyślcie o tym,  czym jest wasz dom, wasze obejście i Wasza okolica, że to jest boskie dzieło. Nie zaśmiecajcie go!
A buńczucznym, co to zawołali z tyłu ”Gmina niech sprząta, podatki płacim” – odpowiem: NIE, mój drogi, nie na to idą podatki, nadto gmina nie dysponuje pracownikami co by po was sprzątali. To osobista kultura musi w Was zakrzyknąć: „Nie śmieć, jako i w domu nie śmiecisz”!
A z dziećmi, to my sobie o tym w szkole porozmawiamy!
Amen!    

wtorek, 23 lipca 2019

Zaśmiecanie języka polskiego szczególnie w wypowiedziach publicznych zalewem kolokwializmów, nowomowy i slangu to takie samo śmiecenie jak wyrzucanie kubków po kawie na ulicę czy butelek po wodzie/piwie w lesie.


ZNACZY ... Nie rozumiem.
U kolegi w komentarzach, jakaś pani, może znajoma z reala, a może tylko z Fb (to są dwie różne kategorie znajomych - jak wiadomo) komentuje tekst posta słowami: "Ja jebię! Ale kawałek! Przejmujący i zajebisty (...)"
Z ciekawości zaglądam na jej profil i czytam jakie skończyła licea, jakie studia - FILOLOGIE POLSKĄ. Pracowała w PAP jako uwaga: Journalist.
Inny zacności człowiek, pisarz i redaktor, felietonista i owszem, piszący/mówiący ze swadą i humorem daje głos w przestrzeni publicznej (wywiad to był chyba, albo wypowiedź typu felieton?) używają co chwila kolokwializmów jak prostak kurew zamiast przecinków. "Mam na to wywalone" (dobrze, że nie wyje*ane) i podobne brudy językowe.
I NIKT mi nie wmówi, że "tak się dzisiaj pisze" - bo nie ma przymusu. Moim skromnym zdaniem to jest kokieteria. TAKI ZE MNIE LUZAK/LUZACZKA.
Tyle, że mnie to odrzuca i nie tylko mnie. Wiem to.

To "luzactwo" językowe, w przypadkach nieuzasadnionych (cytowanie, narracja obca, opis) jest brudzeniem, zaśmiecaniem języka polskiego dokładnie takie samo jak smog czy plastik w lesie i oceanach.
A jeśli ktoś w wypowiedzi publicznej (wywiad, felieton, wystąpienie) nie potrafi być luzakiem, dowcipnym wesołkiem bez użycia slangu, nowomowy, wulgaryzmów to żaden z niego luzak tylko cienias. (Tak, to kolokwializm zamierzony. Blog, to jednak moja prywatna wypowiedź)
No,cóż upadek kultury słowa to nie tylko k***wy w każdym zdaniu osób o niskim wykształceniu i kulturze. Jak widać establishment też upada. Bo dla mnie taki komentarz osoby po filologii polskiej bez cydzysłowów to ...upadek. I rzucająca mięsem w wywiadzie Pani Hrabina nie jest wiarygodna. Zresztą Jej k***y są starannie wyreżyserowane 
Ta moja TU wypowiedź ma charakter prywatny mimo statusu postu -"publiczny". Nie jest to oficjalna wypowiedzią w prasie czy na portalu.
Tak bywało, że klęłam. Ze wstydem przyznaję, taka moda była, bywa że sobie ulżę w domu, czy za kierownicą. BYWA.
Dzisiaj w życiu, rzadko używam wulgaryzmów szczególnie pochodnych słowa "jebać" - bo źródłosłów, znaczenie pierwotne nadal mnie mierzi.
Wolę swojską k*wę, w chwilach wzburzenia, ale tak czy siak "journalist" PAP i uniwersytety zobowiązują...

niedziela, 7 lipca 2019

Nienawidzą kogo, czego, za co?

.. w kuchni pachnie jedzeniem. To dzisiaj orientalne zapachy, Bo A. był na wielkiej wyprawie do jednego z azjatyckich państw i przywiózł masę zdjęć i wielką chęć, żeby podzielić się z przyjaciółmi (z nami) zapachami, smakami i widokami jakie go poruszyły. D. w czasie tej wyprawy został w Polsce, zajmował się chorym ojcem i zwierzakami domowymi, domem, i ogrodem. Pomagały mu mamy - mama A. i jego mama.
Teraz też są z nami w kuchni pomagając. Obie miłe, starsze panie w przywiezionych im w prezencie pięknych sarongach. Przesympatyczne! Nalewają napoje, siekają sałatkę, układają somosy na paterach.
Coraz więcej nas, gości. Mnóstwo powitań osób, które już się znają, zawieranie nowych znajomości, oczekiwanie na slide show i opowieść Z. D. podaje nam szklanki i owoce.
Wreszcie rozsiadamy się i stajemy blisko ekranu i A. pokazuje nam efekty wyprawy. Na fotografiach Indie z całym kolorytem i wspaniałymi widokami. A. snuje opowieść, my słuchamy. Jest smacznie, pachnąco i ciekawie. 
Wspaniale jak zawsze.
Obaj prowadzą ciekawe życie w domu, w którym jest spokój, miłość, troska o starzejących się ludzi i zwierzęta też (ich stara suka ledwo łazi, jest pieszczona i kochana). Lubimy nastrój tego domu, obie urocze mamy i świetną atmosferę tam panującą. Oni są ze sobą koło 20 lat. W szacunku, miłości i dobroci.
Pytanie:
Komu i dlaczego przeszkadza ich miłość? Szacunek i dobroć?
Dlaczego zdaniem EPISKOPATU Polski, racje ma debil cytujący jakieś pierdoły sugerujące, że osobom nieheteronrmatywnym trzeba zadać śmierć, bo ...? Bo...???

Nie mogę pojąć tego, że katolicy milczą, i coraz bardziej nienawidzą KOGO? CZEGO? ZA CO?

poniedziałek, 10 czerwca 2019

Feministki nie chodzą w kaloszach, czyli DALEKO OD SZOSY




Przyznaję to, że niechętnie jeżdżę na wielkie fety feministyczne. Czuję się i jestem …emancypantką, to jasne.  Tak, „emancypacja”, lepiej określa mój światopogląd. Zdecydowanie.

Czemu nie najlepiej się czuję na tych konferencjach i spotkaniach? Wyczuwam tu stale unoszący się nastrój jakiejś totalnej wojenki, przygany wobec mężczyzn, nazywanych „facetami” i promowania kobiety jako czegoś lepszego, ale w taki agresywny sposób, którego nie lubię. W Australijskiej telewizji oglądałam debatę o sprawach kobiet i tam tego nie było, jakby tamtejsze panie nie musiały sięgać po gniew i pogardę, po ton przedszkolanek. Świetne rozmowy, byłam mile zaskoczona.


Mam to do siebie, że Złote Myśli pobudzają mnie zawsze do kontry i Złotą jest ta myśl, której kontry założyć się nie da. Np.
Czas płynie nieubłaganie, czy Edukacja, głupcze!
Spotkanie na którym byłam ostatnio, zaczęto od Złotej Myśli pani Madeleine Albright: W piekle jest specjalne miejsce dla kobiet, które nie wspierają innych kobiet.  Hmmmm, mam kontrę, bowiem są kobiety, których w życiu bym nie wsparła, to członkinie ONR, bojowniczki antyszepionkowe, znana sportsmenka która aktualnie „robi „ sobie nazwisko siejąc brednie o ruchu LGBT i inne kobiety, które są wredne i głupie po prostu. A ta historia z Warszawy?  „(…)
organizatorki Kongresu Kobiet, a nie firma zewnętrzna żądały od nas stania „jak w wojsku” przez szesnaście godzin i zabroniły przerw na posiłek lub skorzystanie z toalety – mówią ochroniarki, które pracowały podczas „feministycznejimprezy.”. Ups…
Także nie poszłabym pod Muzeum Narodowe jeść bananów. To happening i protest oczywiście, ale na poziomie liceum i dla wąskiego, niestety, grona ludzi zainteresowanych sztuką współczesną. A ja mieszkam daleko od szosy...

Ale też nie to stanowi, że owe konferencje, kongresy i spotkania feministek budzą we mnie rodzaj zahamowania, a to, że są skupione na problemach mieszczek i mieszczanek. Różnica jest niewielka.
      Polski feminizm, śmiem twierdzić, to bańka okalająca miasta i miasteczka, ale już kompletnie odwrócona od wsi. Działaczki na szpilkach, czy modnych conversach, które opowiadają o swojej karierze, jak to musiały piąć się po szczeblach kariery pokonując kłody rzucane im przez system czy wrednych facetów, nie wyglądają na męczennice. Nie są nimi. Zwłaszcza, że każdy kto się pnie po szczeblach, musi pokonywać problemy, kłody i zakręty. Tak już z karierą jest.
Wszelkie opowieści które płyną do mikrofonów, to opowieści mieszczanek które nie znają problemów swoich Ziomalek ze wsi – i tej zamożnej i tej oddalonej od Boga i ludzi – biednej. Tej zwłaszcza, gdzie daleko od szosy jest.
Mieszczanki, owszem, mają problem z mężem, który nie chce umyć po sobie kibla i wziąć zwolnienia na chorego Jasia, z pracodawcą, który pyta o ciążę, z gażą niższą dla kobiet, choć badaczki psycho i socjolożki opowiadają, że kobieta pytana o wynagrodzenie podaje wartość najniższą i tak mnąc chusteczkę, a facet o najwyższą, bo ma „rodzinę na utrzymaniu”. To też problem mobbingu, #metoo, czyli obmacywanek w pracy, utrudnień w opiece nad dzieckiem „żłobka nie mam w pobliżu”, i „moja pensja nie wystarcza na nianię”, mąż który nie angażuje się w opiekę i „po co mi były studia, skoro zmieniam dziecku pieluchy”, a za tym płynący strumień pretensji młodych matek, że macierzyństwo odebrało im drogę awansu, że nie dostają znieczulenia przy porodzie „a przecież to standard na Zachodzie”, że w domu z dzieckiem jest nudno, a na placu zabaw …też jest nudno i że praca w firmie im ucieka.

Ja bym … spakowała wszystkie miastowe feministki w autokar, i wywiozła do odległych polskich wsi na jakieś dwa tygodnie. Na studia.
Potem zapytała – gdzie jest większe pole do popisu? Gdzie jest kobietom gorzej, ciężej?
Na wsiach oddalonych od wszelkich ośrodków, w których może i byłaby szansa choć na kasę w Biedronce, ale jak dojechać? W rodzinach, w których nikt nie wspiera dziewczyny która chce się kształcić. A nawet, gdy ukończyła liceum musi zostać w domu, bo rodzice nie mają pieniędzy na jej życie w mieście (studia albo praca), więc niejako zmuszona przez samo życie wychodzi za mąż i jej los jest już na zawsze przypieczętowany życiem na wsi.
W gospodarstwie bogatym, wielkotowarowym, nowoczesnym kobiety mają te same problemy. Dużo pracy opiekuńczo organizacyjnej, za którą nie dostają „osobnego” własnego wynagrodzenia. Mąż ze szwagrem obsługują wielkie uprawy czy obory, chlewnie, a żona oporządza dom, dzieci, czasem starych rodziców, ogród warzywny – a to praca od 5 rano do upadu.
Kariera? Sukces zawodowy? Samodoskonalenie? To pojęcia tak bardzo „fiction”, że panie uśmiechają się na ich dźwięk. Owszem mąż zarabia na gospodarce nawet nieźle, ale stale potrzeba pieniędzy na amortyzację urządzeń, maszyny … „URLOP”? A to co takiego? Za granicą? No tak, stać ich, ale kiedy? Jak? Gospodarka, to 12 miesięcy w koło robota zwłaszcza, gdy to żywina, kto ich zastąpi, gdy oni by do Costa del Sol Rianerem?

Małe wsie, ściana wschodnia.
Panie ukończyły podstawówki, niektóre zawodówki albo i licea. Ale nie ma jak się załapać do pracy choćby i w miasteczku odległym o 10 – 50 km od domu, bo jak dojechać? Zmorą owych kobiet są DOJAZDY. Nie ma już PKS, który kiedyś choć dwa razy na dobę przyjechał, to i zawieźć do miasta i przywieźć mógł, a teraz nie ma żadnego. Stąd na podwórkach, od czasu 500+, stoją auta ze szrotów, to już i do przychodni czy na targ jakoś łatwiej,  choć benzyna droga, a opłaty dodatkowe sprawiły, że samochód już nie jest takim cudem jak myśleli, gdy w pobliskim komisie, kupowali 15 letniego gruchota. Ale jest. Jakby co, dowiezie, ale nie codziennie. Benzyna się nie zwróci. 
Nadal cała Polska wschodnia i środkowa, to zupełnie inna niż w miastach, „Rzeczpospolita Rowerowa”. Tu rower to nie wyraz świadomości ekologicznej, a konieczność. Do sklepu, na targ, czy do przychodni nadal jedzie się rowerem. Tak, w listopadzie i lutym też. Nie ma innego środka, gdy samochód ze szrotu zimą nie chce odpalić, a na nowy akumulator nie ma pieniędzy.             
Także pracy nie ma. Szczególnie dla kobiet, więc gros pań żyje jak 100 lat temu. Ma się w obejściu krówkę, świnkę trochę kur i warzywnik – zazwyczaj to tylko „swoje” ziemniaki i trochę marchwi, cebula, kapusta i ogórki na kiszone. Resztę się dokupi w Biedrze, bo jak policzyć cukier i kupiony owoc, to taki „swój” dżem wychodzi drożej niż ten biedronkowy. Świniaka na własny użytek trzeba zgłosić do Agencji, bo inaczej kara 1500 PLN. Potem można dać w łeb i zrobić kiełbasy. Dwa razy do roku, a i tak na "co dzień", mięso się kupuje w Biedrze. Taniej wychodzi niż własne.

Miejskie panie feministki wywiezione na wieś miałyby ubaw w sławojkach, w których smród i białe robaki na gównach brzydzą, ale kogo tu stać na wywóz szamba? A budowa własnej oczyszczalni, to kolosalne pieniądze, gmina dofinansuje, ale NAJPIERW trzeba wyłożyć swoje, skąd je brać? Łazienki są, owszem, ciepła woda z bojlera też. Myć się można w łazience. Ścieki? To idzie do kręgów z przebitym dnem. Takie … czyste bo od mycia i zmywania nie zaszkodzi ziemi. Tyle cywilizacji. Dekodera nie ma – za drogi abonament, za to jest TV naziemna i te tam, inne stacje, to się wieczorem coś obejrzy, gdy już wszystko w obejściu zrobione i dzieci ogarnięte.

 Szpilki? Ładne sukienki? Mają owszem. Jakoś trzeba wyglądać na weselu czy chrzcinach, ale na co dzień noszą tanie klapki, albo do obory czy chlewa - kalosze. Na wsi nie ma życia bez kaloszy, temu i jest ich dużo na targu – zwykłe gumiaki, te najlepsze, a też plastikowe, chińskie, te są gorsze. Z wkładką wojłokową i bez…  „Ja lubię te najzwyklejsze…” - mówi moja sąsiadka „…bo nałożę skarpetę i tak jest dobrze, noga się nie ślizga. Jutro z mężem gnój pryzmujemy, to zapach będzie szedł po okolicy!”.
Badania? Owszem czasem robi, ale rzadko, bo do przychodni daleko a do szpitala jeszcze dalej. Ostatnie robiła przy ostatnim dziecku, sześć lat temu. I do ginekologa raz do roku chodzi „Dbam o siebie, pani Małgosiu! Bo pani to mnie zaraz zapyta i przygani, to chodzę, oczywiście”.
Przyjechał mammograf do gminy, wysłałam tam tę moja sąsiadkę z koleżanką, ale ich nie przyjęto. Za młode (34 lata i dwójka dzieci).
Wakacje? Dzieci? Ani ona ani dzieci nie mają wakacji innych niż na miejscu. Tyle, że się do szkoły nie chodzi. Dom remontują, każdziutki grosik odkładają, a to na wannę, a to na tapczaniki dla chłopców, to jakie wakacje? W soboty czasem odetchną przy grillu, lato to i czas wesel, to i sukienkę się kupi tanią ze szmatlandu, szpilki te co kilka lat temu kupiła na targu dobre jeszcze, i umaluje się ładnie, a sąsiadka farbę położy. Mąż fajny, bo nie pije. No mało, prawie nic, za to świetnie tańczy, to rano nogi bolą i fajnie jest…  Kolorowe czasopisma, te z górnej półki, to wysoki, BARDZO wysoki poziom abstrakcji. Także rozmowy w sieci na Fb o House of Cards, czy Wielkich Kłamstewkach, Bitwie o Tron, albo sztuce Natalli Lach – Lachowicz, to są miejskie rozmówki. Wieś o tym nie rozmawia.
„Kariera, awans, samorealizacja?” – cha, cha, cha! Kongres Kobiet? Demonstracje w mieście? Bunt parasolek? To jakieś tam sprawy kobiet z miast!
Kobiety wiejskie mają inne swoje bolączki. "Pani o tym wie, pani Małgosiu, ale nikt o tym nie gada”. Wiem. Wiem, bo urodzona i wychowana byłam w mieście, czas jakiś temu byłam pracownicą (v-ce prezes agencji reklamowej) a od 20 lat mieszkam na polskiej wsi. Najpierw mazurskiej, teraz mazowieckiej. To biedne wsie, biednych ludzi, zgnębionych kobiet kompletnie niedostrzeganych przez „miastowy feminizm”. Są przezroczyste, niewidzialne, bo mieszkają DALEKO OD SZOSY.  

niedziela, 9 czerwca 2019

Edukacja seksualna czyli słomiany potwór.

Remigiusz Ryziński: " Lęk jest doświadczeniem najgroźniejszym dla człowieka. Na lęku można zrobić wszystko: zbudować faszyzm, homofobię, wprowadzić najwyższe możliwe podatki, uczynić stonkę metaforą imperializmu, zdominować kobiety, narzucić obrzędy. "
Cała ta głupia, de facto zadyma z hasłem LGBT i otoczką pt "edukacja seksualna" jest typową ilustracja tego, co powiedział Remigiusz Ryziński za Michelem Foucault'em.
Lata temu, gdy pracowałam w warszawskiej podstawówce o hasłach LGBT nikt nie słyszał. Uczyłam biologii i uważałam za swój belferski obowiązek, rozszerzyć nieco lekcje biologii o kilka lekcji o ...życiu.
Teoria o komórce i plemniku to jedno, a w tym wszystkim jest cała sfera REALA, czyli seks. (seks po łacinie znaczy PŁEĆ)
Czemu można dzieci uczyć o oddychaniu, odżywianiu, poruszaniu, wydalaniu (cechy organizmu żywego) a nagle nie wolno o rozmnażaniu i płci???
W młodszych klasach (4 klasa pdst) ograniczyłam się do rozmów o tym, skąd się biorą dzieci, jak się rodzą i ile z tym jest radości. Miałam już znakomita podstawę - lekcje o komórkach rozrodczych roślin, zwierząt i ludzi.
Dzieci, jak to dzieci, mają mnóstwo pytań, ale same stawiają pewne granice. Dlatego w 4 klasie pytały głównie o to jak to jest z tym "zapłodnieniem wewnętrznym" ( z niejakim pąsem, bo z podwórka wiedziały z grubsza), jak wygląda życie płodowe, jak się dzieci wydostają na świat i co w tym zakresie może zrobić medycyna gdy są problemy?
Dalej STOP. Nic innego ich nie interesowało.
Łagodnie i w "naukowy" sposób opowiedzenie im o zapłodnieniu wewnętrznym, co przyjęły z wyraźna ulgą i pewnym nawet ...zawodem, że nie robiłam z tego sensacji i tajemnicy.
Na godzinie wychowawczej wspominałam o zachowaniu asertywnym "nie chodzimy z nikim obcym, nie pozwalamy się nikomu dotykać, bo masz prawo protestować, gdy ktoś cię dotyka w sposób cię niepokojący, a jeśli to robi - idź ŚMIAŁO na skargę, najlepiej do kilku osób". Niestety tego nie było w programie, robiłam to na własne wyczucie. Dyrektor wzdychał "Omatko, że się pani nie wstydzi, ja bym tak nie umiał". NIKT z rodziców mnie nie wyklął, a wręcz odwrotnie.
Na zebraniu z rodzicami odebrałam gratulacje, że przygotowałam grunt: "my z żoną zbieraliśmy się do tej rozmowy, bo to już najwyższy czas", albo, że zdjęłam im z głowy niewygodny ciężar.
Wcześniej oczywiście też maluchy o to pytają "skąd się wziąłem"? Ale wystarcza im opowieść o nasionku i mamusiowym brzuszku.
Prosiłam dyrektora o zastępstwa w klasach starszych (7 - 8) podczas których stawiałam na biurku kapelusz i prosiłam o karteczki z pytaniami. WSZYSTKIMI.
Później wyjmowałam, czytałam i odpowiadałam na wszelkie pytania. Godziny musiały być dwie (a najlepiej więcej) bo najważniejsza była godzina o szacunku dla siebie i własnych decyzji, o szacunku dla kogoś komu się proponuje seks, o słowie NIE i zachowaniu asertywnym, o konsekwencjach zachowań nieasertywnych "on się wścieknie jak mu odmówię", i o szantażu " daj mi dowód na to że mnie kochasz", a też o "miłości kiblowej" i odpowiedzialności czyli temat antykoncepcji szerokowachlarzowej, medycynie, wizycie u lekarza ginekologa, którą wszak kiedyś trzeba wreszcie odbyć. Pytano mnie też o miłość homoseksualną i o mnóstwo podobnych rzeczy zawsze narzekając że już dzwonek, bo młodzież wyczuwała szczerość i szacunek, więc się otwierała, chciała więcej i więcej. To 15 latkowie! Właśnie korciła ich praktyka.
I to są te STRACHY na Lachy, których się boi niby światła pani sportsmenka, leśne dziadki w Senacie, i wielka ilość ludzi obawiających się rzeczy, którymi się nawzajem straszą szerząc lęk., że NIBY "szkoła ma kształtować dzieci jako żer dla pedofili. Seksualizować".
Większej bzdury nie słyszałam, ale LĘK został zasiany. I zbiera straszne żniwo iście średniowiecznego strachu przed ...słomianym potworem.
A prawdziwy potwór czyli niewiedza, wczesny, głupi seks w postaci nieodpowiedzialne zabawy i seks bez zabezpieczeń, wulgarna edukacja internetowo podwórkowa szaleje...
Zaś ogłupieni owym lękiem dorośli widzą w edukacji SAMO ZUO... Warto NAJPIERW samemu się dowiedzieć o co chodzi z ową edukacją u źródeł, czyli od nauczycieli i pedagogów, a nie od siewców strachu. Oni oparli swoje przesłankach na ... braku prawdziwej informacji i lęku.
Cyt: " Odpowiedzi na pytania dziecka są dostosowane do jego wieku, a dzieci powinny przekonać się, iż zagadnienia związane z seksualnością mają pozytywny charakter i są przyjemne. Dzięki temu można u nich rozwinąć pozytywne nastawienie do własnego ciała, a także nauczyć ich właściwych metod komunikowania się (na przykład we właściwy sposób nazywając części ciała); jednocześnie dziecko uczy się, że istnieją indywidualne granice i zasady społeczne, które trzeba respektować (nie możesz dotknąć każdego, kogo chcesz). Co ważniejsze, dziecko uczy się, uświadamiania sobie i stawiania własnych granic (możesz powiedzieć nie; możesz poprosić o pomoc). W tym rozumieniu edukacja seksualna jest również wychowaniem społecznym i przyczynia się do zapobiegania wykorzystywaniu seksualnemu."
Proszę poświęcić czas i przeczytać WSZYSTKO DOKŁADNIE. 
Szczególnie zaniepokojonym polecam rozdział Matryca Edukacji.
Niżej PDF pt: Standardy edukacji seksualnej 
w Europie.

https://spunk.pl/wp-content/uploads/2013/03/WHO_BZgA_Standardy_edukacji_seksualnej.pdf?fbclid=IwAR2LV6UhWU2g4FNVgmAUiGMT0RobXkUM5r9bCMVG3fUQbYhI8PbeogME40g

piątek, 17 maja 2019

Autor! Autor! Czyli Konkordat...

Na jednym z portali ktoś (szukam autora) ukuł doskonałą analogię:
"WYOBRAŹCIE sobie taką hipotetyczną sytuację - Polska podpisuje z Rosją układ, na podstawie którego:

1. Polska będzie utrzymywać na swój koszt wszystkie ambasady Rosji i rosyjskie uczelnie wyższe, licea i gimnazja na terenie Polski.

2. Polska zgodzi się, aby Rosja posiadała na terytorium Polski siatkę jawnych, umundurowanych funkcjonariuszy, zarówno obcego pochodzenia jak i rekrutowanych miejscowo oraz tajnych agentów i agentów wpływu rekrutowanych i szkolonych od niemowlęctwa.

3. Funkcjonariusze ci będą mieli gwarantowany wstęp do szkół, szpitali, więzień, jednostek wojskowych, w celu gromadzenia informacji i prowadzenia działań propagandowych i manipulacyjnych na rzecz Rosji i jej interesów.

4. Funkcjonariusze ci wstępując do polskiego wojska zostają od razu co najmniej kapitanami, a nawet generałami i mają nie tylko pensje pochodzące z dochodu narodowego Polski, ale także maja dostęp do największych tajemnic

5. W stosownych przypadkach będą mieli tez pensje i przywileje takie same jak pracownicy tych ośrodków, ale pod wieloma względami nie będą podlegać takim samym przepisom np. ci w szkołach nie będą podlegali kuratorium i ministerstwu,

6. Funkcjonariusze ci będą mogli na terenie swoich eksterytorialnych placówek codziennie (a minimum raz w roku) przesłuchiwać polskich obywateli bez świadków i przy zachowaniu tajemnicy, na okoliczność posłuszeństwa prawu i interesom Rosji.

7. Rosja zastrzega sobie prawo do organizowania bez uzyskiwania stosownych zezwoleń, manifestacji ulicznych w święta państwowe Rosji we wszystkich miejscowościach w Polsce oraz okresowych przemarszów drogami publicznymi do wybranych placówek dyplomatycznych.

8. Ponadto Polska przyzna im bezpłatną opiekę medyczną i emerytury.

9. W przypadku łamania prawa przez tych funkcjonariuszy, w szczególności gwałcenia polskich dzieci, o ile nie zostali złapani na gorącym uczynku, Moskwa zastrzega sobie prawo do nie informowania polskich władz i podejmowania kroków zgodnie ze swoimi interesami - np. tuszowania sprawy, zastraszania ofiar, przenoszenia winnych na inną placówkę, kłamania, oskarżania innych etc.

10. Rosja zastrzega sobie prawo do wykorzystywania swoich funkcjonariuszy do otwartego krytykowania i wpływania na polską politykę wewnętrzną i zewnętrzną, prawa obywatelskie, kierunki badań naukowych i inny dowolny aspekt życia społecznego i politycznego

11. Rosja zastrzega też, że jest niezależnym państwem i Polska nie ma tam prawa krytyki, a manipulacje są niedopuszczalne i będą ścigane przez polską policję, prokuraturę i sądy.

12. Polska ma też oddać Rosji wszystkie ziemie i nieruchomości jakie kiedykolwiek należały do władz Imperium Rosyjskiego lub Związku Radzieckiego albo obywateli któregoś z tych krajów.

13. Polacy robią codzienną składkę pieniężną na rzecz Rosji.

14. Polski rząd finansuje działalność agentów Rosji pracujących w Polsce.

15. UMOWA GWARANTUJĄCA TE WSZYSTKIE PRZYWILEJE NIE PODLEGA WYPOWIEDZENIU !
PODOBA SIĘ ??? NIE ???
A co jeżeli to zamiast Rosji byłyby Niemcy?
TEŻ NIE?
Więc dlaczego zgodziliśmy się na coś takiego SAMEGO w stosunku do WATYKANU (konkordat) - który zawsze trzymał z zaborcami i potępiał nasze powstania narodowe?"
Wow, mi dech zapiera... A wam..?
Autor póki co nieznany, ale sprawa, powinna być znana.