sobota, 3 listopada 2018

Cmentarne maniery Polaków.



Kolega nie znosił swojej matki. Gdy zmarła skremował ją i wrzucił byle jaką urnę wprost do ziemi na cmentarzu komunalnym. Potem przywiózł skądś spory, owalny kamień i rzucił na miejsce pochówku urny. Jakby chciał ją przydusić tak mocno, żeby już nigdy nie wyszła jak jakiś dżin z butelki. Okropne to było.
Chodząc po polskich cmentarzach mam co jakiś czas takie wrażenie, że rzucamy na zmarłego jakieś głazisko, nagrób (bo nagrobek brzmi jak coś małego) wielki i ciężki, jakbyśmy się bali, iż zmarli rozkopią się i przyjdą do nas z pretensjami. Niechaj siedzą pod takim wielgaśnym, szczelnym nagrobem!
Idą na to takie pieniądze, że doprawdy można się załamać. Policzyłam to na małych liczbach: Cmentarz Wojskowy Powązki: 39000 (po zaokrągleniu) grobów pomnożyłam przez uśredniony koszt nagrobka. 10 000 (Oczywiście jedne to „tylko 3500 PLN a inne 50 000 PLN) i wyszła kwota 390 milionów PLN.
A jak policzyć to, co tam zostawiamy?
W całej Polsce (ktoś policzył koszt zniczy i kwiatów naturalnych i sztucznych) to zakupy za… miliard złotych! A tacy niby jesteśmy ubodzy…
Chodzę i oglądam groby i nadziwić się nie mogę, czemu jesteśmy cały czas tacy „zastaw się, a postaw się”? Po co zmarłym pomniki za tysiące złotych?! A nam żywym, po co? Żeby raz, góra dwa do roku, złożyć kwiecie i zapalić znicz? A czemu ów znicz musi być wielki, ozdobny i palić się 5 dni? Zmarły tego nie widzi, my też, bo po godzinie jedziemy do domu na obiad. Nie wystarczy maleńki znicz i kwiat? Musimy paść producentów sztucznych (obrzydliwych) kwiatów i zniczy? Czy nie lepiej te pieniądze dorzucić do wakacji, na książki? Miliard złotych zostawiamy w zaduszki na cmentarzach a potem to wszystko ląduje na wysypisku!
   
A pochówek? Pogrzeb to cały przemysł dzisiaj. Na zrozpaczonej rodzinie łatwo żerować i wpuszczać ją w koszty. KOLOSALNE. Trumny jak samochody, pościel trumienna, makijaż i lifting, strój trumienny – wszystko co pójdzie do grobowca, albo do grobu na wieki. Pod ziemię. Pieniądze w ziemię.
A te wielkie, wystawne bukiety, wieńce, które ciężko dźwignąć, wymyślne urny i oprawa, za którą księża biorą też niewąskie pieniądze.
Osobny temat to zmarłe znakomitości. Zasłużeni.
Aleja Zasłużonych to prestiż, ale i zmartwienie dla rodziny, bo tani nagrobek tu nie pasuje.       
Ostatnio na Fb mamy wręcz wylew pretensji i roszczeń ludzi kompletnie nie związanych ze zmarłymi do rodzin. Że JESZCZE nie ma nagrobka, że nieładny, że tabliczka za mała, albo co tam jeszcze. A za tym wylewa się fala hejtu, wrednych komentarzy, sugestii i przypuszczeń wyssanych z palca. A wdowy, wdowcy i rodzina czyta to i czuje się jak na publicznym pręgierzu.
Sama miałabym wątpliwości, czy gdybym chowała znanego męża w Alei Zasłużonych, to czy dałabym się wmanewrować w nagrobek za takie pieniądze, za które mogłabym na stare lata wyjechać w podróż, albo leczyć się bez problemów.
Nagrobek Kory jest dla mnie jednym z piękniejszych – bez ostentacji i piękny, w Jej stylu. Nagrobki luminarzy świeżo pochowanych z bramy na prawo – przykładem nadęcia i gigantomanii a też braku gustu w tym względzie.
Od lat wiadomo, że polski kamieniarz tłucze nie tylko kamienie, ale i potężną kasę.
Bywałam w świecie, zachwycił mnie jeden z cmentarzy w Perth. To na w pół dziki park, a tam zamiast alejek z nagrobkami tylko tabliczki ku pamięci i kilka może malutkich tablic i płyt nagrobnych. Skromniej nawet niż w USA. Bywa, że rodzina (tak sądzę) zabiera urnę, a może i wkopuje ją do ossuarium czy niskiego kolumbarium w owym parku, a na mostku czy obramowaniu jeziorka przykręca tabliczkę z danymi babci czy ojca… I tylko.
Koszty prawie żadne. Bo liczy się pamięć, a nie ostentacja.

czwartek, 12 lipca 2018

Pierwsze Damy

Wpis z Fb:

Jako kobieta i człowiek z niejakim zdumieniem widzę udostępniany sobie wzajem mem, na którym mowa jest o tym, że Pani prezydentowa Agata Kornhauser Duda miałaby dostać swoją pensję, i że absolutnie się na to nie zgadzamy.
Serio?
To wstrząsające, że myślący ludzie idą za emocjami (bo ktoś nie lubi pani Prezydentowej, i ja też nie jestem wielbicielką) a nie za SPRAWĄ.
Nota bene ustawa ta padła. PADŁA, szanowni udostępniacze.
I nikt nie zadał sobie trudu sprawdzić, co się z tym projektem dzieje i dlaczego pis nie podpisał pensji dla własnej prezydentowej.
PADŁA, a czemu? Bo te pieniądze należałyby się też pozostałym paniom prezydentowym Danucie Wałęsowej, Jolancie Kwaśniewskiej i Annie Komorowskiej, a tego pis już nie mógł ścierpieć.
W prawie, nie tylko polskim, jest luka legilacyjna w sprawie tego, czy Pierwsza Dama może pracować, czy nie.
Zwyczajowo, jeśli jest kobietą (!) z automatu staje się kwiatkiem do garnituru męża i sprawuje "funkcje reprezentacyjne" - znaczy stoi i się uśmiecha, ewentualnie konwersuje mile + inne, czyli
wedle woli, sprawuje pieczę nad szpitalami, ochronkami etc.
Pierwsi Dżentelmeni na świecie - pracują jak gdyby nigdy nic!
Od nich się nie wymaga, by byli kwiatkiem do kożucha żony prezydentki. Pierwsze Damy muszą (?) rezygnować z pracy.
Nadto na ten czas nikt Pierwszej Damie nie płaci ZUS. Może to robić oczywiście mąż, łaskawie.
Ale to dość kiepskie jest w obliczu równouprawnienia.
Słabe to jest.
Po dwóch kadencjach niepracowania i nieodprowadzania składek wyląduje finansowo fatalnie.
To jest niehalo wobec KOBIETY.
Faktem jest, że w obecnych czasach żona prezydenta bywa narażona na różne wredne zachowania oponentów politycznych, frustratów i zwykłych szaleńców, więc musiałaby jeździć i być w pracy w towarzystwie BORowików czy nawet antyterrorystów. Dlatego padła propozycja pensji publicznej i oficjalnego opłacania ZUS.
Wówczas Pierwsza Dama ( i tego trzeba byłoby dopilnować) ubierałaby się z własnej pensji. A i tak dzisiaj każda z dam ubierała się (zwłaszcza na publiczne występy) z naszej kieszeni.
I tu nie chodzi o tę, konkretną Panią Prezydentową (a w tym nasze sympatie czy antypatie) a wszystkie następne Pierwsze Damy. O KOBIETY.
Przykro mi to pisać, ale warto pomyśleć ogólniej i nieemocjonalnie, zanim się coś podobnego coś wklei, udostępni.


sobota, 30 czerwca 2018

Med kontra altmed

motto: "Gdy pacjent chce wyzdrowieć, medycyna jest bezradna" ;-)

Że też w dyskusji o tym, muszę wspominać pani dr onkolog a właściwie robić wykład z psychologii pacjenta!
Mówimy o pewnych "cudach" które się dzieją w gabinetach altmedów, a potem są dowodem na siłę altmedycyny.
NAJWAŻNIEJSZE w tym wszystkim (lekarze powinni to wiedzieć) jest myślenie pacjenta, jego wiara w leczenie i optymizm. Bioenergoterapeuta dał pacjentowi wiarę i jakąś siłę po tym, gdy lekarze rozłożyli ręce i powiedzieli, że tu już nic nie mają do roboty. "Idź pan do domu".
I ja o tym!

O tym, że tym więcej ludzi będzie szukało CUDU, im więcej lekarzy będzie pacjentom okazywać znudzenie, brak możliwości leczenia czy nonszalancję. To też wina systemu, ale czy to ma obchodzić pacjenta?

Oboje się dzisiaj leczymy, ja i mąż.
I wiem, że z ową komunikacją nie jest najlepiej. Wiem dlaczego, stykam się z tym, no i czytałam Pawła Reszki "Małych bogów" wiem, że lekarze są uwikłani w system, który nie bardzo działa, ale trudno - skoro między pacjentem a lekarzem zieje dziura z powodu braku pełnego porozumienia, (brak czasu na idnywidualizowanie, pacjent bywa drażliwy, załamany nieoptymizujący, mało elokwentny, a lekarz nie ma czasu etc) tworzy się pole dla cudotwórców, którzy z oczyma pełnymi troski ROZMAWIAJĄ i mówią (czasem na wyrost, czasem nieporadnie) to, co pacjent jest w stanie pojąć, bez skomplikowanego, niezrozumiałego języka. (A czasem wręcz bajdurzą).

Nie wszyscy rozumieją lekarskie terminy i nie wszyscy lekarze umieją upraszczać w rozmowie. Stąd kolejki do cudotwórców.
Na każdy przykład "cudu" znaleźć można pełne wyjaśnienie medyczne, i ja je przyjmę! To jest nauka wiedza i racjonalność, ale to znaczy tylko tyle, że ci pacjenci którzy odeszli z kwitkiem od lekarza szukają alternatywy, ze strachu, jak to bywa najczęściej, i z wielką nadzieją, bo ona umiera ostatnia. A kiedy umrze wcześniej od pacjenta, to "po japkach" jak to się mówi, on traci chęć do życia gdy usłyszy: "medycyna proszę pana/pani nic już tu nie poradzi".
To pacjenci tworzą cudotwórców - bo za wszelką cenę chcą wierzyć w cud, którego być może nie otrzymają (z powodów postępu choroby) w szpitalu. Wówczas gdy umierają kilka miesięcy (tygodni) po wizycie u cudotwórcy są spokojniejsi, że skoro cud nie pomógł to pora umrzeć. Szlus.A gdy żyją długie lata?
To podstawowa psychologia. Altemdzi wiedzą o niej dużo.

A jeszcze oszustwa internetu...

Medycyna klasyczna liczy sobie ok 150 lat.
Chińska 5000 lat i wszak cały czas są i zgony i uzdrowienia. Zioła, akupunktura, bańki, minerały i te wszystkie chińskie (hinduskie) zabiegi jakoś działały... Tyle lat obserwacji dało dużo wiedzy. Tak, masa ludzi umierała, ale i dużo zdrowiało. Jakoś...
Medycyna klasyczna neguje prawie wszystko co nieklasyczne. Ledwie zgadza się na zioła. A przecież na wiele zjawisk nie ma dowodów, więc jak można z całym przekonaniem twierdzić, że skoro nie ogarnia tego "szkiełko i oko" że tego nie ma?!

I to jest właśnie strefa cudu, w który chory/rodzina chce wierzyć, że zanim on/ona umrze, sięgnęli po wszystko, nawet po niezbadane. Nawet po cud.

​​

czwartek, 21 czerwca 2018

Kultura chrześcijańska bez kultury.

Krajowa Rada Sądownictwa negatywnie zaopiniowała projekt ustawy o związkach partnerskich. Uzasadnienie? "Polska jest demokratycznym państwem prawa, ale kultury chrześcijańskiej".” (GW)
Rasizm ksenofobia i homofobia mają być chrześcijańskimi wartościami?! Negowanie czyjejś miłości to... KULTURA???
To są wady, średniowiecze, to wstyd i hańba, bo powinien liczyć się człowiek i świat dookoła, a nie bzdury wypisane 2000 lat temu w KOMPLETNIE INNYCH warunkach i okolicznościach przez jakiś facetów uzurpujących sobie prawo do narzucania innym swoich stanowisk!
Dla rządu dusz i tylko.
To NIE SĄ prawdy uniwersalne, ani okoliczności tłumaczące jakiś niby uniwersalizm, dzisiaj mamy świadomość humanistyczną i NAUKĘ i lata doświadczeń, wreszcie historię która pokazała przemocową stronę religii. I dzisiaj odwoływanie się do plag egipskich, rozstępujących się mórz i sprawdzanie lojalności sugestią by zamordować brata, czy wreszcie pogaduszki z wężem i robienie z niego agenta Tomka, seks z tatusiem (córki Lota) to nie są poważne odniesienia, ani „prawdy uniwersalne”, a 10 przykazań? Zasady współżycia społecznego istniały też w innych, wcześniejszych kulturach, i nie dajmy sobie wmówić, że dopiero 2000 lat temu ktoś wymyślając obowiązującego wszechboga wymyślił też zło i dobro.
To pospolita nieprawda.
Znacznie wsześniej spisano Kodeks Hammurabiego w którym jasno jest spisane zło i kary za nie. I właśnie dlatego, że owe kary są niezgodne z dzisiejszym pojęciem humanistyki i psychologii nie stosuje się ich dzisiaj. Proste.
Religia Chrześcijańska uważa że wszystko co wymyślono 2000 lat temu jest super i dzisiejszy rząd manipulowany przez episkopat wyprowadza religię ponad prawo, naukę i współczesny humanizm. Niebywałe.
Jestem wściekła, że średniowieczne i prymitywne uprzedzenia zatwierdza... KRS! Że muszę żyć w tej Polsce chorej na raka niechęci, nienawiści, prostactwa i ciemnoty.
I niech mi nikt nie pisze: „źle ci tu, to wyp*****laj”, bo odpysknę: nie, to ty wyp*****aj, do książek, UCZYĆ SIĘ, pozwijać zwoje, ucz się empatii, poznaj inne kultury, uśmiechaj się, szanuj ludzi innych niż ty.
EDUKACJA głupcze!
Bo w tym jest piękno świata, w różnorodności, a nie w hermetycznych bzdetach.
Howk.
Wstyd KRS - owi, wstyd wam ksenofobi i ksenofobki przed barwnym światem, przed nauką i postępem, myślą humanitarną, w którym jest dość miejsca na miłość i szacunek.
WSTYD.

środa, 20 czerwca 2018

Krótkie majteczki i husaria.

"Pasje piłkarskie rozwijają mentalność plemienną, pogłębiają barbarzyńskie podziały na „swoich” i „obcych”, stają się pożywką dla agresji i bezproduktywnego marnowania czasu, który można by poświęcić na naukę, kulturę lub aktywny sport. Oczywiście jeśli wypełnieni adrenaliną młodzieńcy i politycy mieliby robić wojny, to lepiej by budowali sobie stadiony i uczestniczyli w wojnach piłkarskich, a nie realnych. Prof. Magdalena Środa - "Postęp do tyłu"
Pani profesor uściśliła: "piłkarskie".
Wszelkie czynności (w tym sport) grupowe są ze wszech miar fajne, łączące (grałeś/grałaś kiedyś na plaży, w siatkówkę plażową, którzy się po prostu skrzyknęli i grają? Nieznajomi - znajomi, a siatka nie tworzy podziału, jest elementem zabawy), fajne i potrzebne. Nade wszystko w aktywnym (!) uczestnictwie.
Ale kompletnie nie rozumiem tego szaleństwa kibiców na punkcie piłki kopanej! ROZUMIEM podekscytowanie, radość i lekką wrzawę, ale nie świra. Przegiętego, który z karnawału przechodzi w ataki na wrogów, a wrogiem jest "KAŻDY, kto nie z nami" (np Krystyna Janda została przez dziennikarzy i redaktorów narodowych mediów posądzona o nienawiść do Polski, bo tak chlapnął rozsierdzony bramkarz Jan Tomaszewski).
Czy to nie jest zidiocenie?
Wszelkie inne dyscypliny sportu żyją gdzieś swoim życiem, owszem, ale AŻ TAK nie spinają "narodowo", nie powodują tego niebezpiecznego nadęcia, wyzwisk i haju. Widzowie, kibice siatkówki, piłki ręcznej, zawodów załóg kajakarskich, tenisa czy ping ponga itp to normalni kibice, bez husarii i narodowego szaleństwa.
I smutne, żenujące, groźne jest właśnie to co powiedział pan Tomaszewski i co podchwycili inni dziennikarze redakcje portali, że z faktu iż aktorka wyraziła swoje dezinteresman (moje też i miliona innych ludzi) i swój stosunek do narodowego świra została tak obrzydliwe zhejtowana, a jej, NASZE (!) zdanie sprowadzone do sprawy miłości lub niemiłości do OJCZYZNY - czy to nie jest świr?
Jak pisze moja znajoma o panu bramkarzu: "za dużo przyjmował na główkę", OK, a inni faceci w redakcjach?
Uważam, że ten piłkarski świr miał prawo narodzić się w 76 roku, bo było naprawdę świetnie, nowe w pewnym sensie, ale to wszystko. To wtedy narodził się (ale jeszcze nie był taki chory) ten narodowy, piłkarski psychodeliczny taniec na modłę krajów Ameryki Pd. gdzie prymitywni ludzie nie mając innych zainteresowań, a sami wierzący w Boga popisowo i ostentacyjnie, łamią drugie przykazanie, bo czczą np Maradonę czy innych tam, niczym bogów!
I zdumiewa fakt, że w innych dziedzinach życia społecznego kibice nie umieją już ramię w ramię stanąć, jak husaria w obronie praworządności, demokracji, kobiet i niepełnosprawnych. W tym zawiera się miłość ojczyzny i wolności, panie Tomaszewski et consortes, a nie w piciu piwa kupowaniu dziwnych kapeluszy, barwienia polików na biało czerwono i wrzaskach: "bo tam nasi...!".
To mentalne krótkie spodenki i piłeczka, szkoda że tylko to.

niedziela, 3 czerwca 2018

Taka gmina...

Takie dwie historyjki o kolei w XXI wieku i o nas.
Prawdziwe! Na jak najbardziej  AUTENTYCZNYCH ;-) faktach! 
Niewielkie miasteczko.
Linia kolejowa, stara ale nadal mocno eksploatowana, więc tę kupę gruzu śmierdzącego zresztą szczynami, pobazgranego sprayami i ledwo się trzymającego przebudowano, a właściwie ODBUDOWANO! 
Na tym koniec radości.
Kupa była stara, więc odbudowano ... i wyszedł zabytek.
ZABYTEK, więc w ocenie konserwatora dzieło nietykalne.
Zamiast oddać to kioskarzom garmażerii i zrobić porządny WC wiater tam ino szaleje. Pusto jest.
Jest TYLKO jedno, smutne okienko i na małej ladzie biletowej, pod szkłem, RĘCZNIE napisana poprawka spóźniających się pociągów. A teraz UWAGA:
Mąż pyta pani w okienku:
- Czemu nie ma gabloty z rozkładem jazdy na tej hali?
- Na peronie jest.
- Ale czemu tu, na hali brak takiej gabloty i wyświetlającego się komunikatu, monitora z zawiadomieniem co, gdzie, kiedy i dokąd?
- Nie pozwolił KONSERWATOR ZABYTKÓW.
- ???
- No, bo to podobno zabytek. Nie pozwolił na nic! 
Sytuacja druga:
Tłuszcz. Podobnie odnowiony dworzec. Dziwne dojście do peronów i do dworca, z każdej strony kostka ale pośrodku 15 metrów teren niczyj, więc ani tam kostki ani asfaltu - BŁOTO i syf. Trudno, komuś się myśleć nie chciało, ktoś się z kimś nie dogadał. Symptomatyczne, bo jeszcze wiele tu mamy podobnych w gminach. ktos wyasfaltował gminna drogę ktoś wojewódzką a między nimi 5 - 7 metrów ....niczego. Bo nikt się do tej ziemi niczyjej nie przyznaje. leżą jumby (dobra wersja) albo kałuża i brud (ta gorsza wersja). LATAMI.
Na peronach tłok, bo się pociąg spóźnia. Nie ma wyświetlaczy. Jest "szczekaczka" JEDNA i z takim pogłosem że komunikatu nadawanego "paszczą" nie sposób zrozumieć.
Tu też problemy z gablotami i wyświetlaczami (mało), też w hali pusto i smętnie. Bardzo niedaleko jest Topaz - sklep spożywczy to choć bułkę i kefir można sobie kupić. Na drogę.
Na jedynym wyświetlaczu nie podają faktu, że pociąg się spóźni i będzie za godzinę. Są tylko komunikaty o aktualnie nadjeżdżającym pociągu. O opóźnieniu możesz się dowiedzieć w okienku. Idź i się zapytaj!
Pociąg do B-stoku nie nadjechał o określonej godzinie. Ma opóźnienie ponad pół godziny. Konduktor spóźnionego pociągu zapytany o powód i chyba z nadzieją pytającego na jakieś PRZEPRASZAM, słyszy:
- ...mamy prawo!
Czyli efekt szatni i płaszcza działa coraz cześciej...
Ludzie miejscowi się na to godzą. WSZYSCY się na to godzą.
Milczą jak petent za caratu, albo jak wierny na zakrystii mnąc czapkę w milczeniu. W strachu, że się narazi urzędnikom.
A urzędnicy coraz bardziej chamscy i bezczelni.

SUBMISSION po polsku.


niedziela, 15 kwietnia 2018

Pobudka, Polaku katoliku.


Pora włączyć myślenie. 
W Polsce obserwujemy dzisiaj triumfalne pochody nazistów.
Prężą muskuły, jak w latach ’20 ubiegłego wieku. 
Głoszą hasła:
- „Czołem wielkiej Polsce", "ONR walczy, ONR czuwa, ONR wielką Polskę wykuwa", "Młodzi, aktywni, radykalni", My nie chcemy tu islamu, terrorystów, muzułmanów", "Narodowy radykalizm", "Praca w Polsce dla Polaków", "Śmierć wrogom ojczyzny", "Idzie nowe pokolenie, niesie Polsce odrodzenie", PiS, PO, jedno zło", "Nie tęczowa, nie czerwona, tylko Polska narodowa", "Polska walcząca", "Stolica Polaków nie chce lewaków", "Rząd na bruk, bruk na rząd", "Znajdzie się kij na lewacki ryj".

Przemarsz zabezpiecza policja.
Zdjęcia polityków  PO wieszają na szubienicach. To nie jest zabawa. To jest wstęp. 
Teraz patrzymy ze zgrozą jak tupią koło pomnika stoczniowców, a gdzieś w oddali jest… Westerplatte. Nie widzisz Polaku-katoliku zgrzytu?! 

 Wczoraj pieścił ich kościół na Jasnej Górze, usłużnie i serdecznie ojcowie jasnogórscy przyjmowali NACJONALISTÓW jak ukochane dzieci.
Arcybiskup Hoser odwraca oczy od niepełnosprawnych. To niebywałe! Nie zna tego?:
"Jezus współcierpi z wszystkimi, którzy doznają bólu,
bez względu na to, do jakiej przynależą oni
klasy społecznej, religii lub narodowości.
Jest w nim coś, co nie może znieść obłudy
i jawnej niesprawiedliwości
wobec ludzi ubogich, chorych, ułomnych i potrzebujących,
których serca także są zranione, przepełnione wstydem i poczuciem winy, ludzi sponiewieranych przez tych, w których widziano przedstawicieli Boga,
arcykapłanów i kapłanów,
zamkniętych w swoim bogactwie i władzy.
"Splanchna" oznaczać może również gniew.
Jezus wpada w gniew, widząc w jaki sposób traktuje się ubogich."
WSTYD Arcybiskupie nie znać tych słów.

Widzisz to Polaku-katoliku i nie grzmisz?! 
Włącz myślenie! Larum grają! 
Sadzisz, że to jest jakiś inny kościół od tego Twojego, w którym się modlisz w niedzielę? NIE! To TEN SAM kościół. Wciąż nie ma refleksji? ZERO?
W czym TY – katoliku bierzesz udział? Co legitymizujesz uważając, że CIEBIE to nie dotyczy? Bo tę niewygodną prawdę, że TWÓJ kościół idzie ręka w rękę z nacjonalistami – faszystami wypierasz, bo Ty się modlisz w INNYM budynku? 
Ale nadbudowa ta sama, ci sami hierarchowie, których słucha Twój ksiądz! 
Ci sami hierarchowie głaszczą ogolone oenerowskie głowy (i loki panienek oenerówek), którzy niepokornym księżom zamykają usta nakazując milczenie, gdy ci nieliczni się burzą.
To ten sam kościół Polko – katoliczko, któremu nosisz z wdzięcznym uśmiechem koszyczek ze święconką i płacisz chore pieniądze za ponoć bezpłatne sakramenty – chrzest, komunię, ślub… Ten sam kościół , który wczoraj uśmiechał się do brunatnych ludzi skandujących ksenofobiczne i nienawistne hasła, obiecującym każdemu kto przeciw im szubienice i komorę gazową. 
Z nimi szłaś Polko-katoliczko, szedłeś Polaku-katoliku ramię w ramię dzisiaj na mszy i za tydzień grzecznie pójdziesz… Wspierasz ONR, bo wspierasz TEN kościół. Innego katolickiego w Polsce nie ma.

Kumasz to? Dociera? 
Pora włączyć myślenie.