piątek, 17 maja 2019

Autor! Autor! Czyli Konkordat...

Na jednym z portali ktoś (szukam autora) ukuł doskonałą analogię:
"WYOBRAŹCIE sobie taką hipotetyczną sytuację - Polska podpisuje z Rosją układ, na podstawie którego:

1. Polska będzie utrzymywać na swój koszt wszystkie ambasady Rosji i rosyjskie uczelnie wyższe, licea i gimnazja na terenie Polski.

2. Polska zgodzi się, aby Rosja posiadała na terytorium Polski siatkę jawnych, umundurowanych funkcjonariuszy, zarówno obcego pochodzenia jak i rekrutowanych miejscowo oraz tajnych agentów i agentów wpływu rekrutowanych i szkolonych od niemowlęctwa.

3. Funkcjonariusze ci będą mieli gwarantowany wstęp do szkół, szpitali, więzień, jednostek wojskowych, w celu gromadzenia informacji i prowadzenia działań propagandowych i manipulacyjnych na rzecz Rosji i jej interesów.

4. Funkcjonariusze ci wstępując do polskiego wojska zostają od razu co najmniej kapitanami, a nawet generałami i mają nie tylko pensje pochodzące z dochodu narodowego Polski, ale także maja dostęp do największych tajemnic

5. W stosownych przypadkach będą mieli tez pensje i przywileje takie same jak pracownicy tych ośrodków, ale pod wieloma względami nie będą podlegać takim samym przepisom np. ci w szkołach nie będą podlegali kuratorium i ministerstwu,

6. Funkcjonariusze ci będą mogli na terenie swoich eksterytorialnych placówek codziennie (a minimum raz w roku) przesłuchiwać polskich obywateli bez świadków i przy zachowaniu tajemnicy, na okoliczność posłuszeństwa prawu i interesom Rosji.

7. Rosja zastrzega sobie prawo do organizowania bez uzyskiwania stosownych zezwoleń, manifestacji ulicznych w święta państwowe Rosji we wszystkich miejscowościach w Polsce oraz okresowych przemarszów drogami publicznymi do wybranych placówek dyplomatycznych.

8. Ponadto Polska przyzna im bezpłatną opiekę medyczną i emerytury.

9. W przypadku łamania prawa przez tych funkcjonariuszy, w szczególności gwałcenia polskich dzieci, o ile nie zostali złapani na gorącym uczynku, Moskwa zastrzega sobie prawo do nie informowania polskich władz i podejmowania kroków zgodnie ze swoimi interesami - np. tuszowania sprawy, zastraszania ofiar, przenoszenia winnych na inną placówkę, kłamania, oskarżania innych etc.

10. Rosja zastrzega sobie prawo do wykorzystywania swoich funkcjonariuszy do otwartego krytykowania i wpływania na polską politykę wewnętrzną i zewnętrzną, prawa obywatelskie, kierunki badań naukowych i inny dowolny aspekt życia społecznego i politycznego

11. Rosja zastrzega też, że jest niezależnym państwem i Polska nie ma tam prawa krytyki, a manipulacje są niedopuszczalne i będą ścigane przez polską policję, prokuraturę i sądy.

12. Polska ma też oddać Rosji wszystkie ziemie i nieruchomości jakie kiedykolwiek należały do władz Imperium Rosyjskiego lub Związku Radzieckiego albo obywateli któregoś z tych krajów.

13. Polacy robią codzienną składkę pieniężną na rzecz Rosji.

14. Polski rząd finansuje działalność agentów Rosji pracujących w Polsce.

15. UMOWA GWARANTUJĄCA TE WSZYSTKIE PRZYWILEJE NIE PODLEGA WYPOWIEDZENIU !
PODOBA SIĘ ??? NIE ???
A co jeżeli to zamiast Rosji byłyby Niemcy?
TEŻ NIE?
Więc dlaczego zgodziliśmy się na coś takiego SAMEGO w stosunku do WATYKANU (konkordat) - który zawsze trzymał z zaborcami i potępiał nasze powstania narodowe?"
Wow, mi dech zapiera... A wam..?
Autor póki co nieznany, ale sprawa, powinna być znana. 

W sprawie nauczycieli, czyli "Dziecku potem"

DZIECKU POTEM.

W czasie podróży samolotem steward albo stewardesa pokazują nam, co robić w razie rozszczelnienia czy zadymienia samolotu - spadają maski tlenowe i pada komunikat 
NAJPIERW ZAŁÓŻ SOBIE. DZIECKU POTEM

To nieprawda, że zawsze i wszędzie dzieci są najważniejsze. Bywa, że nie są, a nawet nie mogą, czasem najpierw trzeba uratować dorosłych, żeby ci mogli sprawować opiekę nad dziećmi. Bywa i tak, że chorzy dorośli czy starcy są ważniejsi od zdrowych dzieci.

Głosy oburzenia osób nagle strrrrrasznie zatroskanych o dzieci w strajku są mocno przesadzone. Ach! Że "dzieci to odczuwają". No, a jak inaczej? Jak inaczej to przeprowadzić? Inaczej się nie dało. Ten rząd ma w dupie wykształciuchów, którzy raczej nie będą wyborcami - to cholerę im w bok! Niechaj żebrzą, a rząd zajmie się malowaniem pisanek i jajeczkiem. Nie mają czasu przed świętami!

Inni utyskują, że gdy strajk uderzy w matury i egzaminy to "złamie tym biednym dzieciom życie". Życia nie złamie. Najwyżej utrudni, zmeandruje. IIWŚ to pokazała - po niej wiele młodych ludzi miało przerwę w nauce i... nadrobili, dali radę!
Bo "taka była sytuacja".
I gdybym utrzymała tę retorykę łamania życia, to PIS łamie życie zarówno TYCH dzieci, jak i nade wszystko nauczycieli, w tym 80% kobiet które i tak z racji płci, zawodu i kulturze nie są wrzeszcząco roszczeniowe. Nie palą opon, nie wloką świńskich trucheł i latami dały sobie wmawiać, że pracują dla idei.

DZIECKU POTEM.
Dzieciom nie dzieje żadna krzywda. Tak naprawdę? Żadna. Mają dyskomfort, utrudnienie (zwłaszcza rodzice małych dzieci) ale to nie jest KRZYWDA, nie szermujmy tym słowem. Przeżyją.
Bo to jest też walka o jakość oświaty.
Do zawodu w którym dostaje się jakieś resztki z pańskiego stołu (porównajmy z członkami rządu, czy zasiadającymi w radach spółek skarbu państwa) nie pójdzie nikt sensowny! Opustoszeją wydziały biologii, geografii fizyki i chemii na kierunkach pedagogicznych, a na ich miejsce przyjdą matoły tłumaczyć, że Ziemia jest płaska i pan bozia stworzyła świat w 7 dni, 2000 lat temu a każde dziecko taszczy od pieluch jakiś idiotyczny grzech,... Tego chcemy tupiąc na nauczycieli?

Nie obciążajmy nauczycieli za ten obecny DYSKOMFORT.

DZIECKU POTEM.
Nauczyciele - trzymajcie się i może jednak jakoś dotkliwiej strajkujcie, bo jak widać rząd ma Was w ... i upokarza z dnia na dzień co raz ohydniej.
To strona rządząca, i ministra tego bur...aganu są odpowiedzialni za dziecięco młodzieżowy DYSKOMFORT.
I tylko! TYLKO ONI!

Multitasking czyli wielozadaniowość i jak sobie z tym radzić.

Do czasopisma (nowe jest) To Twój Moment napisałam tekst w którym wykorzystałam realny, najprawdziwszy łańcuszek, który mnie kiedyś dobił, a przydał się bardzo gdy miałam napisać felietonik o multitaskingu czyli wielozadaniowości:

Multitasking…czy koniecznie?
Miltitasking, czyli wielozadaniowość? Przypomina mi się durnowaty łańcuszek pochodzenia amerykańskiego pt „Kobieta idzie spać” Przytoczę tę martyrologię:

Rodzice oglądali TV i mama powiedziała: "Jest już późno, jestem
zmęczona, pójdę spać". Poszła do kuchni zrobić kanapki dla nas
na jutrzejszy lunch, wypłukała kolby kukurydzy, wyjęła mięso z lodówki na dzisiejszą kolację, sprawdziła ile jest płatków śniadaniowych w puszce, nasypała cukru do cukierniczki, położyła łyżki i miseczki na stole i przygotowała ekspres do zaparzenia kawy na jutro rano.
Potem włożyła już upraną odzież do suszarki, załadowała nową partię do pralki, uprasowała koszulę i przyszyła guzik.
Sprzątnęła ze stołu pozostawioną grę, postawiła telefon na ładowarkę
i odłożyła książkę telefoniczną do szuflady.
Podlała kwiaty, opróżniła kosze na śmieci i powiesiła ręcznik do wysuszenia.
Potem ziewnęła, przeciągnęła się i poszła dosypialni.
Zatrzymała się przy biurku i napisała kartkę do nauczyciela, odliczyła trochę kasy na wycieczkę w teren i wyciągnęła podręcznik schowany pod krzesłem.
Podpisała kartkę urodzinową dla przyjaciółki zaadresowała kopertę i nakleiła znaczek
oraz zapisała, co kupić w sklepie spożywczym.
Obie kartki położyła obok torebki.
Potem Mama zmyła twarz mleczkiem "trzy w jednym", posmarowała się kremem "na noc i przeciw starzeniu", umyła zęby i opiłowała paznokcie.
Ojciec zawołał: "Myślałem, że poszłaś do łóżka".
"Właśnie idę" - odpowiedziała Mama.
Wlała trochę wody do miski psa i wypuściła kota na dwór, potem sprawdziła czy drzwi są zamknięte i czy światło na zewnątrz jest zapalone. Zajrzała do pokoju każdego dziecka,
wyłączyła lampki i telewizory, powiesiła koszulki, wrzuciła brudne skarpety do kosza i krótko pogadała z jednym z dzieci, jeszcze odrabiającym lekcje.
W swoim pokoju Mama nastawiła budzenie, wyłożyła ubranie na jutro, naprawiła stojak na buty. Dopisała 3 rzeczy do listy 6 najważniejszych czynności dowykonania. Pomodliła się i wyobraziła sobie, że osiągnęła swoje cele.
W tym samym czasie Tata wyłączył telewizor i oznajmił
"w powietrze": "Idę spać". Co też bez namysłu uczynił.
Coś nadzwyczajnego w tej historii? Zastanawiasz się, dlaczego kobiety żyją dłużej?
"BO JESTEŚMY SKONSTRUOWANE NA DŁUGIPRZEBIEG"....
(i nie możemy umrzeć wcześniej, bo tyle mamy jeszcze do zrobienia!!!)
Wyślij dziś tę historię do 5 fantastycznych kobiet - na pewno będą
Ci wdzięczne. (za co?! – mój dopisek)
I do mężczyzn - niech się trochę zastanowią (nad czym? Skoro żony ich obsługują?)
Boże, co za idiotyzm! Nie będę wysyłać tej historii do fantastycznych kobiet, chyba po, to żeby się obśmiały i pokiwały głową z ubolewaniem. Fantastyczna kobieta, nie robi z siebie męczennicy, a z domowników kalek i udzielnych książątek. Ta kobieta z tekstu nie umie zorganizować domowników do wspólnej troski o dom. Za mało wymaga od domowników, i rżnie bohaterkę.
Nie zdobyła szacunku dzieci i męża, nie stawiając siebie na równi z nimi, nie ucząc ich, że powinni się z nią liczyć i włączyć się w pomoc w domu. Szybko zapadnie na choroby psychosomatyczne, a jak dzieci podrosną, będzie czuła pustkę, bo zabraknie osób do obsługiwania.
Nie lubi męża, ani chyba seksu z nim, więc kombinuje na sto sposobów, żeby odwlec pójście do łóżka. Za kilka lat będzie płakała u terapeuty, że mąż ją zdradza. Jako babcia będzie nadopiekuńcza, i namolna, bo nie poświęciła sobie czasu na to, żeby mieć własne zainteresowania, żeby mieć własny świat i własne radości.
Mogę wysłać to tylko, wraz z komentarzem jako przestrogę do kobiet, które nie wyrobiły sobie odpowiedniej pozycji w rodzinie, nie umie DELEGOWAĆ ZADAŃ, co w fajnej rodzinie powinno być normą. Współczesna i mądra kobieta tak organizuje rodzinę, żeby nikt w niej nie był ani przeciążony, ani rozleniwiony, bo dom, to teren należący do wszystkich, więc wszyscy muszą umieć o niego dbać.
Uściski!

Dzisiaj pani redaktor przysłała mi mail od czytelniczki (nie poprawiam, niektóre lapki (telefony? Może nie mają polskich znaków) :

Pani Doroto, Droga Redakcjo
Felieton Malgorzaty Kalicinskiej MULTITASKING =MUTIPROBLEM przeczytalam dwa razy I zamarlam.Mam 36 lat- czuje sie mloda, mam dwojke dzieci, wspanialego meza I tez tak robie.To straszne! Wlasnie zdalam sobie sprawe, ze usilnie chce byc super mama I zona.Mam meza, ktory mi chce pomagac, mam grzeczne dzieci, ktore moge poprosic o posprzatanie pokoi I to zrobia. Ale ja z mlekiem matki yssalam slowo SAMA. Ja sama wszystko zrobie, wtedy bedzie to zrobione dobrze. Dobrze? To bedzie moje dobrze.Najwieksze wrazenie wywarly na mnie ostatnie akapity " Nie zdobyla szacunku dzieci I meza...", "Nie lubi meza ani chyba seksu z nim...", "Jako babcia bedzie namolna..."To straszne bo to prawda a najgorsze, ze to nie ich wina, to ja tym swoim SAMA codziennie spuszczam sobie krew. A moze I te krew spuszcza kolezanka z pracy, ktora zawsze jest perfekcyjna I wszystko robi sama, albo tesciowa, ktora od slowa sama zaczyna prawie kazde zdanie. Moze mama, ktora rzeczywiscie byla sama I sama wszystko robila, ale ona musiala. Ja - nie. Oparlam sie o parapet I wyobrazilam sobie siebie za 20lat zgorzkniala, zmeczona zyciem bez usmiechu. Po pracy pojechalam do sklepu I kupilam farbe tablicowa. W domu poprosilam meza o pomalowanie nia sciany w przedpokoju. Zapisalismy tam nasze wspolne obowiazki. Moje corki byly przeszczesliwe, ze wpadlam na taki pomysl. Starsza powiedziala, ze wreszcie wie w czym moze mi pomoc.Tego dnia widmo tej zgorzknialej starej baby gdzies zniknelo. Wiem, ze musze byc czujna by nie powrocilo.Wieczorem wzielam prysznic potem podeszlam do meza I znaczaco mrugajac powiedzialam "ide spac". I czulam sie wspaniale!

sobota, 3 listopada 2018

Cmentarne maniery Polaków.



Kolega nie znosił swojej matki. Gdy zmarła skremował ją i wrzucił byle jaką urnę wprost do ziemi na cmentarzu komunalnym. Potem przywiózł skądś spory, owalny kamień i rzucił na miejsce pochówku urny. Jakby chciał ją przydusić tak mocno, żeby już nigdy nie wyszła jak jakiś dżin z butelki. Okropne to było.
Chodząc po polskich cmentarzach mam co jakiś czas takie wrażenie, że rzucamy na zmarłego jakieś głazisko, nagrób (bo nagrobek brzmi jak coś małego) wielki i ciężki, jakbyśmy się bali, iż zmarli rozkopią się i przyjdą do nas z pretensjami. Niechaj siedzą pod takim wielgaśnym, szczelnym nagrobem!
Idą na to takie pieniądze, że doprawdy można się załamać. Policzyłam to na małych liczbach: Cmentarz Wojskowy Powązki: 39000 (po zaokrągleniu) grobów pomnożyłam przez uśredniony koszt nagrobka. 10 000 (Oczywiście jedne to „tylko 3500 PLN a inne 50 000 PLN) i wyszła kwota 390 milionów PLN.
A jak policzyć to, co tam zostawiamy?
W całej Polsce (ktoś policzył koszt zniczy i kwiatów naturalnych i sztucznych) to zakupy za… miliard złotych! A tacy niby jesteśmy ubodzy…
Chodzę i oglądam groby i nadziwić się nie mogę, czemu jesteśmy cały czas tacy „zastaw się, a postaw się”? Po co zmarłym pomniki za tysiące złotych?! A nam żywym, po co? Żeby raz, góra dwa do roku, złożyć kwiecie i zapalić znicz? A czemu ów znicz musi być wielki, ozdobny i palić się 5 dni? Zmarły tego nie widzi, my też, bo po godzinie jedziemy do domu na obiad. Nie wystarczy maleńki znicz i kwiat? Musimy paść producentów sztucznych (obrzydliwych) kwiatów i zniczy? Czy nie lepiej te pieniądze dorzucić do wakacji, na książki? Miliard złotych zostawiamy w zaduszki na cmentarzach a potem to wszystko ląduje na wysypisku!
   
A pochówek? Pogrzeb to cały przemysł dzisiaj. Na zrozpaczonej rodzinie łatwo żerować i wpuszczać ją w koszty. KOLOSALNE. Trumny jak samochody, pościel trumienna, makijaż i lifting, strój trumienny – wszystko co pójdzie do grobowca, albo do grobu na wieki. Pod ziemię. Pieniądze w ziemię.
A te wielkie, wystawne bukiety, wieńce, które ciężko dźwignąć, wymyślne urny i oprawa, za którą księża biorą też niewąskie pieniądze.
Osobny temat to zmarłe znakomitości. Zasłużeni.
Aleja Zasłużonych to prestiż, ale i zmartwienie dla rodziny, bo tani nagrobek tu nie pasuje.       
Ostatnio na Fb mamy wręcz wylew pretensji i roszczeń ludzi kompletnie nie związanych ze zmarłymi do rodzin. Że JESZCZE nie ma nagrobka, że nieładny, że tabliczka za mała, albo co tam jeszcze. A za tym wylewa się fala hejtu, wrednych komentarzy, sugestii i przypuszczeń wyssanych z palca. A wdowy, wdowcy i rodzina czyta to i czuje się jak na publicznym pręgierzu.
Sama miałabym wątpliwości, czy gdybym chowała znanego męża w Alei Zasłużonych, to czy dałabym się wmanewrować w nagrobek za takie pieniądze, za które mogłabym na stare lata wyjechać w podróż, albo leczyć się bez problemów.
Nagrobek Kory jest dla mnie jednym z piękniejszych – bez ostentacji i piękny, w Jej stylu. Nagrobki luminarzy świeżo pochowanych z bramy na prawo – przykładem nadęcia i gigantomanii a też braku gustu w tym względzie.
Od lat wiadomo, że polski kamieniarz tłucze nie tylko kamienie, ale i potężną kasę.
Bywałam w świecie, zachwycił mnie jeden z cmentarzy w Perth. To na w pół dziki park, a tam zamiast alejek z nagrobkami tylko tabliczki ku pamięci i kilka może malutkich tablic i płyt nagrobnych. Skromniej nawet niż w USA. Bywa, że rodzina (tak sądzę) zabiera urnę, a może i wkopuje ją do ossuarium czy niskiego kolumbarium w owym parku, a na mostku czy obramowaniu jeziorka przykręca tabliczkę z danymi babci czy ojca… I tylko.
Koszty prawie żadne. Bo liczy się pamięć, a nie ostentacja.

czwartek, 12 lipca 2018

Pierwsze Damy

Wpis z Fb:

Jako kobieta i człowiek z niejakim zdumieniem widzę udostępniany sobie wzajem mem, na którym mowa jest o tym, że Pani prezydentowa Agata Kornhauser Duda miałaby dostać swoją pensję, i że absolutnie się na to nie zgadzamy.
Serio?
To wstrząsające, że myślący ludzie idą za emocjami (bo ktoś nie lubi pani Prezydentowej, i ja też nie jestem wielbicielką) a nie za SPRAWĄ.
Nota bene ustawa ta padła. PADŁA, szanowni udostępniacze.
I nikt nie zadał sobie trudu sprawdzić, co się z tym projektem dzieje i dlaczego pis nie podpisał pensji dla własnej prezydentowej.
PADŁA, a czemu? Bo te pieniądze należałyby się też pozostałym paniom prezydentowym Danucie Wałęsowej, Jolancie Kwaśniewskiej i Annie Komorowskiej, a tego pis już nie mógł ścierpieć.
W prawie, nie tylko polskim, jest luka legilacyjna w sprawie tego, czy Pierwsza Dama może pracować, czy nie.
Zwyczajowo, jeśli jest kobietą (!) z automatu staje się kwiatkiem do garnituru męża i sprawuje "funkcje reprezentacyjne" - znaczy stoi i się uśmiecha, ewentualnie konwersuje mile + inne, czyli
wedle woli, sprawuje pieczę nad szpitalami, ochronkami etc.
Pierwsi Dżentelmeni na świecie - pracują jak gdyby nigdy nic!
Od nich się nie wymaga, by byli kwiatkiem do kożucha żony prezydentki. Pierwsze Damy muszą (?) rezygnować z pracy.
Nadto na ten czas nikt Pierwszej Damie nie płaci ZUS. Może to robić oczywiście mąż, łaskawie.
Ale to dość kiepskie jest w obliczu równouprawnienia.
Słabe to jest.
Po dwóch kadencjach niepracowania i nieodprowadzania składek wyląduje finansowo fatalnie.
To jest niehalo wobec KOBIETY.
Faktem jest, że w obecnych czasach żona prezydenta bywa narażona na różne wredne zachowania oponentów politycznych, frustratów i zwykłych szaleńców, więc musiałaby jeździć i być w pracy w towarzystwie BORowików czy nawet antyterrorystów. Dlatego padła propozycja pensji publicznej i oficjalnego opłacania ZUS.
Wówczas Pierwsza Dama ( i tego trzeba byłoby dopilnować) ubierałaby się z własnej pensji. A i tak dzisiaj każda z dam ubierała się (zwłaszcza na publiczne występy) z naszej kieszeni.
I tu nie chodzi o tę, konkretną Panią Prezydentową (a w tym nasze sympatie czy antypatie) a wszystkie następne Pierwsze Damy. O KOBIETY.
Przykro mi to pisać, ale warto pomyśleć ogólniej i nieemocjonalnie, zanim się coś podobnego coś wklei, udostępni.


sobota, 30 czerwca 2018

Med kontra altmed

motto: "Gdy pacjent chce wyzdrowieć, medycyna jest bezradna" ;-)

Że też w dyskusji o tym, muszę wspominać pani dr onkolog a właściwie robić wykład z psychologii pacjenta!
Mówimy o pewnych "cudach" które się dzieją w gabinetach altmedów, a potem są dowodem na siłę altmedycyny.
NAJWAŻNIEJSZE w tym wszystkim (lekarze powinni to wiedzieć) jest myślenie pacjenta, jego wiara w leczenie i optymizm. Bioenergoterapeuta dał pacjentowi wiarę i jakąś siłę po tym, gdy lekarze rozłożyli ręce i powiedzieli, że tu już nic nie mają do roboty. "Idź pan do domu".
I ja o tym!

O tym, że tym więcej ludzi będzie szukało CUDU, im więcej lekarzy będzie pacjentom okazywać znudzenie, brak możliwości leczenia czy nonszalancję. To też wina systemu, ale czy to ma obchodzić pacjenta?

Oboje się dzisiaj leczymy, ja i mąż.
I wiem, że z ową komunikacją nie jest najlepiej. Wiem dlaczego, stykam się z tym, no i czytałam Pawła Reszki "Małych bogów" wiem, że lekarze są uwikłani w system, który nie bardzo działa, ale trudno - skoro między pacjentem a lekarzem zieje dziura z powodu braku pełnego porozumienia, (brak czasu na idnywidualizowanie, pacjent bywa drażliwy, załamany nieoptymizujący, mało elokwentny, a lekarz nie ma czasu etc) tworzy się pole dla cudotwórców, którzy z oczyma pełnymi troski ROZMAWIAJĄ i mówią (czasem na wyrost, czasem nieporadnie) to, co pacjent jest w stanie pojąć, bez skomplikowanego, niezrozumiałego języka. (A czasem wręcz bajdurzą).

Nie wszyscy rozumieją lekarskie terminy i nie wszyscy lekarze umieją upraszczać w rozmowie. Stąd kolejki do cudotwórców.
Na każdy przykład "cudu" znaleźć można pełne wyjaśnienie medyczne, i ja je przyjmę! To jest nauka wiedza i racjonalność, ale to znaczy tylko tyle, że ci pacjenci którzy odeszli z kwitkiem od lekarza szukają alternatywy, ze strachu, jak to bywa najczęściej, i z wielką nadzieją, bo ona umiera ostatnia. A kiedy umrze wcześniej od pacjenta, to "po japkach" jak to się mówi, on traci chęć do życia gdy usłyszy: "medycyna proszę pana/pani nic już tu nie poradzi".
To pacjenci tworzą cudotwórców - bo za wszelką cenę chcą wierzyć w cud, którego być może nie otrzymają (z powodów postępu choroby) w szpitalu. Wówczas gdy umierają kilka miesięcy (tygodni) po wizycie u cudotwórcy są spokojniejsi, że skoro cud nie pomógł to pora umrzeć. Szlus.A gdy żyją długie lata?
To podstawowa psychologia. Altemdzi wiedzą o niej dużo.

A jeszcze oszustwa internetu...

Medycyna klasyczna liczy sobie ok 150 lat.
Chińska 5000 lat i wszak cały czas są i zgony i uzdrowienia. Zioła, akupunktura, bańki, minerały i te wszystkie chińskie (hinduskie) zabiegi jakoś działały... Tyle lat obserwacji dało dużo wiedzy. Tak, masa ludzi umierała, ale i dużo zdrowiało. Jakoś...
Medycyna klasyczna neguje prawie wszystko co nieklasyczne. Ledwie zgadza się na zioła. A przecież na wiele zjawisk nie ma dowodów, więc jak można z całym przekonaniem twierdzić, że skoro nie ogarnia tego "szkiełko i oko" że tego nie ma?!

I to jest właśnie strefa cudu, w który chory/rodzina chce wierzyć, że zanim on/ona umrze, sięgnęli po wszystko, nawet po niezbadane. Nawet po cud.

​​

czwartek, 21 czerwca 2018

Kultura chrześcijańska bez kultury.

Krajowa Rada Sądownictwa negatywnie zaopiniowała projekt ustawy o związkach partnerskich. Uzasadnienie? "Polska jest demokratycznym państwem prawa, ale kultury chrześcijańskiej".” (GW)
Rasizm ksenofobia i homofobia mają być chrześcijańskimi wartościami?! Negowanie czyjejś miłości to... KULTURA???
To są wady, średniowiecze, to wstyd i hańba, bo powinien liczyć się człowiek i świat dookoła, a nie bzdury wypisane 2000 lat temu w KOMPLETNIE INNYCH warunkach i okolicznościach przez jakiś facetów uzurpujących sobie prawo do narzucania innym swoich stanowisk!
Dla rządu dusz i tylko.
To NIE SĄ prawdy uniwersalne, ani okoliczności tłumaczące jakiś niby uniwersalizm, dzisiaj mamy świadomość humanistyczną i NAUKĘ i lata doświadczeń, wreszcie historię która pokazała przemocową stronę religii. I dzisiaj odwoływanie się do plag egipskich, rozstępujących się mórz i sprawdzanie lojalności sugestią by zamordować brata, czy wreszcie pogaduszki z wężem i robienie z niego agenta Tomka, seks z tatusiem (córki Lota) to nie są poważne odniesienia, ani „prawdy uniwersalne”, a 10 przykazań? Zasady współżycia społecznego istniały też w innych, wcześniejszych kulturach, i nie dajmy sobie wmówić, że dopiero 2000 lat temu ktoś wymyślając obowiązującego wszechboga wymyślił też zło i dobro.
To pospolita nieprawda.
Znacznie wsześniej spisano Kodeks Hammurabiego w którym jasno jest spisane zło i kary za nie. I właśnie dlatego, że owe kary są niezgodne z dzisiejszym pojęciem humanistyki i psychologii nie stosuje się ich dzisiaj. Proste.
Religia Chrześcijańska uważa że wszystko co wymyślono 2000 lat temu jest super i dzisiejszy rząd manipulowany przez episkopat wyprowadza religię ponad prawo, naukę i współczesny humanizm. Niebywałe.
Jestem wściekła, że średniowieczne i prymitywne uprzedzenia zatwierdza... KRS! Że muszę żyć w tej Polsce chorej na raka niechęci, nienawiści, prostactwa i ciemnoty.
I niech mi nikt nie pisze: „źle ci tu, to wyp*****laj”, bo odpysknę: nie, to ty wyp*****aj, do książek, UCZYĆ SIĘ, pozwijać zwoje, ucz się empatii, poznaj inne kultury, uśmiechaj się, szanuj ludzi innych niż ty.
EDUKACJA głupcze!
Bo w tym jest piękno świata, w różnorodności, a nie w hermetycznych bzdetach.
Howk.
Wstyd KRS - owi, wstyd wam ksenofobi i ksenofobki przed barwnym światem, przed nauką i postępem, myślą humanitarną, w którym jest dość miejsca na miłość i szacunek.
WSTYD.