piątek, 17 maja 2019

Autor! Autor! Czyli Konkordat...

Na jednym z portali ktoś (szukam autora) ukuł doskonałą analogię:
"WYOBRAŹCIE sobie taką hipotetyczną sytuację - Polska podpisuje z Rosją układ, na podstawie którego:

1. Polska będzie utrzymywać na swój koszt wszystkie ambasady Rosji i rosyjskie uczelnie wyższe, licea i gimnazja na terenie Polski.

2. Polska zgodzi się, aby Rosja posiadała na terytorium Polski siatkę jawnych, umundurowanych funkcjonariuszy, zarówno obcego pochodzenia jak i rekrutowanych miejscowo oraz tajnych agentów i agentów wpływu rekrutowanych i szkolonych od niemowlęctwa.

3. Funkcjonariusze ci będą mieli gwarantowany wstęp do szkół, szpitali, więzień, jednostek wojskowych, w celu gromadzenia informacji i prowadzenia działań propagandowych i manipulacyjnych na rzecz Rosji i jej interesów.

4. Funkcjonariusze ci wstępując do polskiego wojska zostają od razu co najmniej kapitanami, a nawet generałami i mają nie tylko pensje pochodzące z dochodu narodowego Polski, ale także maja dostęp do największych tajemnic

5. W stosownych przypadkach będą mieli tez pensje i przywileje takie same jak pracownicy tych ośrodków, ale pod wieloma względami nie będą podlegać takim samym przepisom np. ci w szkołach nie będą podlegali kuratorium i ministerstwu,

6. Funkcjonariusze ci będą mogli na terenie swoich eksterytorialnych placówek codziennie (a minimum raz w roku) przesłuchiwać polskich obywateli bez świadków i przy zachowaniu tajemnicy, na okoliczność posłuszeństwa prawu i interesom Rosji.

7. Rosja zastrzega sobie prawo do organizowania bez uzyskiwania stosownych zezwoleń, manifestacji ulicznych w święta państwowe Rosji we wszystkich miejscowościach w Polsce oraz okresowych przemarszów drogami publicznymi do wybranych placówek dyplomatycznych.

8. Ponadto Polska przyzna im bezpłatną opiekę medyczną i emerytury.

9. W przypadku łamania prawa przez tych funkcjonariuszy, w szczególności gwałcenia polskich dzieci, o ile nie zostali złapani na gorącym uczynku, Moskwa zastrzega sobie prawo do nie informowania polskich władz i podejmowania kroków zgodnie ze swoimi interesami - np. tuszowania sprawy, zastraszania ofiar, przenoszenia winnych na inną placówkę, kłamania, oskarżania innych etc.

10. Rosja zastrzega sobie prawo do wykorzystywania swoich funkcjonariuszy do otwartego krytykowania i wpływania na polską politykę wewnętrzną i zewnętrzną, prawa obywatelskie, kierunki badań naukowych i inny dowolny aspekt życia społecznego i politycznego

11. Rosja zastrzega też, że jest niezależnym państwem i Polska nie ma tam prawa krytyki, a manipulacje są niedopuszczalne i będą ścigane przez polską policję, prokuraturę i sądy.

12. Polska ma też oddać Rosji wszystkie ziemie i nieruchomości jakie kiedykolwiek należały do władz Imperium Rosyjskiego lub Związku Radzieckiego albo obywateli któregoś z tych krajów.

13. Polacy robią codzienną składkę pieniężną na rzecz Rosji.

14. Polski rząd finansuje działalność agentów Rosji pracujących w Polsce.

15. UMOWA GWARANTUJĄCA TE WSZYSTKIE PRZYWILEJE NIE PODLEGA WYPOWIEDZENIU !
PODOBA SIĘ ??? NIE ???
A co jeżeli to zamiast Rosji byłyby Niemcy?
TEŻ NIE?
Więc dlaczego zgodziliśmy się na coś takiego SAMEGO w stosunku do WATYKANU (konkordat) - który zawsze trzymał z zaborcami i potępiał nasze powstania narodowe?"
Wow, mi dech zapiera... A wam..?
Autor póki co nieznany, ale sprawa, powinna być znana. 

W sprawie nauczycieli, czyli "Dziecku potem"

DZIECKU POTEM.

W czasie podróży samolotem steward albo stewardesa pokazują nam, co robić w razie rozszczelnienia czy zadymienia samolotu - spadają maski tlenowe i pada komunikat 
NAJPIERW ZAŁÓŻ SOBIE. DZIECKU POTEM

To nieprawda, że zawsze i wszędzie dzieci są najważniejsze. Bywa, że nie są, a nawet nie mogą, czasem najpierw trzeba uratować dorosłych, żeby ci mogli sprawować opiekę nad dziećmi. Bywa i tak, że chorzy dorośli czy starcy są ważniejsi od zdrowych dzieci.

Głosy oburzenia osób nagle strrrrrasznie zatroskanych o dzieci w strajku są mocno przesadzone. Ach! Że "dzieci to odczuwają". No, a jak inaczej? Jak inaczej to przeprowadzić? Inaczej się nie dało. Ten rząd ma w dupie wykształciuchów, którzy raczej nie będą wyborcami - to cholerę im w bok! Niechaj żebrzą, a rząd zajmie się malowaniem pisanek i jajeczkiem. Nie mają czasu przed świętami!

Inni utyskują, że gdy strajk uderzy w matury i egzaminy to "złamie tym biednym dzieciom życie". Życia nie złamie. Najwyżej utrudni, zmeandruje. IIWŚ to pokazała - po niej wiele młodych ludzi miało przerwę w nauce i... nadrobili, dali radę!
Bo "taka była sytuacja".
I gdybym utrzymała tę retorykę łamania życia, to PIS łamie życie zarówno TYCH dzieci, jak i nade wszystko nauczycieli, w tym 80% kobiet które i tak z racji płci, zawodu i kulturze nie są wrzeszcząco roszczeniowe. Nie palą opon, nie wloką świńskich trucheł i latami dały sobie wmawiać, że pracują dla idei.

DZIECKU POTEM.
Dzieciom nie dzieje żadna krzywda. Tak naprawdę? Żadna. Mają dyskomfort, utrudnienie (zwłaszcza rodzice małych dzieci) ale to nie jest KRZYWDA, nie szermujmy tym słowem. Przeżyją.
Bo to jest też walka o jakość oświaty.
Do zawodu w którym dostaje się jakieś resztki z pańskiego stołu (porównajmy z członkami rządu, czy zasiadającymi w radach spółek skarbu państwa) nie pójdzie nikt sensowny! Opustoszeją wydziały biologii, geografii fizyki i chemii na kierunkach pedagogicznych, a na ich miejsce przyjdą matoły tłumaczyć, że Ziemia jest płaska i pan bozia stworzyła świat w 7 dni, 2000 lat temu a każde dziecko taszczy od pieluch jakiś idiotyczny grzech,... Tego chcemy tupiąc na nauczycieli?

Nie obciążajmy nauczycieli za ten obecny DYSKOMFORT.

DZIECKU POTEM.
Nauczyciele - trzymajcie się i może jednak jakoś dotkliwiej strajkujcie, bo jak widać rząd ma Was w ... i upokarza z dnia na dzień co raz ohydniej.
To strona rządząca, i ministra tego bur...aganu są odpowiedzialni za dziecięco młodzieżowy DYSKOMFORT.
I tylko! TYLKO ONI!

Multitasking czyli wielozadaniowość i jak sobie z tym radzić.

Do czasopisma (nowe jest) To Twój Moment napisałam tekst w którym wykorzystałam realny, najprawdziwszy łańcuszek, który mnie kiedyś dobił, a przydał się bardzo gdy miałam napisać felietonik o multitaskingu czyli wielozadaniowości:

Multitasking…czy koniecznie?
Miltitasking, czyli wielozadaniowość? Przypomina mi się durnowaty łańcuszek pochodzenia amerykańskiego pt „Kobieta idzie spać” Przytoczę tę martyrologię:

Rodzice oglądali TV i mama powiedziała: "Jest już późno, jestem
zmęczona, pójdę spać". Poszła do kuchni zrobić kanapki dla nas
na jutrzejszy lunch, wypłukała kolby kukurydzy, wyjęła mięso z lodówki na dzisiejszą kolację, sprawdziła ile jest płatków śniadaniowych w puszce, nasypała cukru do cukierniczki, położyła łyżki i miseczki na stole i przygotowała ekspres do zaparzenia kawy na jutro rano.
Potem włożyła już upraną odzież do suszarki, załadowała nową partię do pralki, uprasowała koszulę i przyszyła guzik.
Sprzątnęła ze stołu pozostawioną grę, postawiła telefon na ładowarkę
i odłożyła książkę telefoniczną do szuflady.
Podlała kwiaty, opróżniła kosze na śmieci i powiesiła ręcznik do wysuszenia.
Potem ziewnęła, przeciągnęła się i poszła dosypialni.
Zatrzymała się przy biurku i napisała kartkę do nauczyciela, odliczyła trochę kasy na wycieczkę w teren i wyciągnęła podręcznik schowany pod krzesłem.
Podpisała kartkę urodzinową dla przyjaciółki zaadresowała kopertę i nakleiła znaczek
oraz zapisała, co kupić w sklepie spożywczym.
Obie kartki położyła obok torebki.
Potem Mama zmyła twarz mleczkiem "trzy w jednym", posmarowała się kremem "na noc i przeciw starzeniu", umyła zęby i opiłowała paznokcie.
Ojciec zawołał: "Myślałem, że poszłaś do łóżka".
"Właśnie idę" - odpowiedziała Mama.
Wlała trochę wody do miski psa i wypuściła kota na dwór, potem sprawdziła czy drzwi są zamknięte i czy światło na zewnątrz jest zapalone. Zajrzała do pokoju każdego dziecka,
wyłączyła lampki i telewizory, powiesiła koszulki, wrzuciła brudne skarpety do kosza i krótko pogadała z jednym z dzieci, jeszcze odrabiającym lekcje.
W swoim pokoju Mama nastawiła budzenie, wyłożyła ubranie na jutro, naprawiła stojak na buty. Dopisała 3 rzeczy do listy 6 najważniejszych czynności dowykonania. Pomodliła się i wyobraziła sobie, że osiągnęła swoje cele.
W tym samym czasie Tata wyłączył telewizor i oznajmił
"w powietrze": "Idę spać". Co też bez namysłu uczynił.
Coś nadzwyczajnego w tej historii? Zastanawiasz się, dlaczego kobiety żyją dłużej?
"BO JESTEŚMY SKONSTRUOWANE NA DŁUGIPRZEBIEG"....
(i nie możemy umrzeć wcześniej, bo tyle mamy jeszcze do zrobienia!!!)
Wyślij dziś tę historię do 5 fantastycznych kobiet - na pewno będą
Ci wdzięczne. (za co?! – mój dopisek)
I do mężczyzn - niech się trochę zastanowią (nad czym? Skoro żony ich obsługują?)
Boże, co za idiotyzm! Nie będę wysyłać tej historii do fantastycznych kobiet, chyba po, to żeby się obśmiały i pokiwały głową z ubolewaniem. Fantastyczna kobieta, nie robi z siebie męczennicy, a z domowników kalek i udzielnych książątek. Ta kobieta z tekstu nie umie zorganizować domowników do wspólnej troski o dom. Za mało wymaga od domowników, i rżnie bohaterkę.
Nie zdobyła szacunku dzieci i męża, nie stawiając siebie na równi z nimi, nie ucząc ich, że powinni się z nią liczyć i włączyć się w pomoc w domu. Szybko zapadnie na choroby psychosomatyczne, a jak dzieci podrosną, będzie czuła pustkę, bo zabraknie osób do obsługiwania.
Nie lubi męża, ani chyba seksu z nim, więc kombinuje na sto sposobów, żeby odwlec pójście do łóżka. Za kilka lat będzie płakała u terapeuty, że mąż ją zdradza. Jako babcia będzie nadopiekuńcza, i namolna, bo nie poświęciła sobie czasu na to, żeby mieć własne zainteresowania, żeby mieć własny świat i własne radości.
Mogę wysłać to tylko, wraz z komentarzem jako przestrogę do kobiet, które nie wyrobiły sobie odpowiedniej pozycji w rodzinie, nie umie DELEGOWAĆ ZADAŃ, co w fajnej rodzinie powinno być normą. Współczesna i mądra kobieta tak organizuje rodzinę, żeby nikt w niej nie był ani przeciążony, ani rozleniwiony, bo dom, to teren należący do wszystkich, więc wszyscy muszą umieć o niego dbać.
Uściski!

Dzisiaj pani redaktor przysłała mi mail od czytelniczki (nie poprawiam, niektóre lapki (telefony? Może nie mają polskich znaków) :

Pani Doroto, Droga Redakcjo
Felieton Malgorzaty Kalicinskiej MULTITASKING =MUTIPROBLEM przeczytalam dwa razy I zamarlam.Mam 36 lat- czuje sie mloda, mam dwojke dzieci, wspanialego meza I tez tak robie.To straszne! Wlasnie zdalam sobie sprawe, ze usilnie chce byc super mama I zona.Mam meza, ktory mi chce pomagac, mam grzeczne dzieci, ktore moge poprosic o posprzatanie pokoi I to zrobia. Ale ja z mlekiem matki yssalam slowo SAMA. Ja sama wszystko zrobie, wtedy bedzie to zrobione dobrze. Dobrze? To bedzie moje dobrze.Najwieksze wrazenie wywarly na mnie ostatnie akapity " Nie zdobyla szacunku dzieci I meza...", "Nie lubi meza ani chyba seksu z nim...", "Jako babcia bedzie namolna..."To straszne bo to prawda a najgorsze, ze to nie ich wina, to ja tym swoim SAMA codziennie spuszczam sobie krew. A moze I te krew spuszcza kolezanka z pracy, ktora zawsze jest perfekcyjna I wszystko robi sama, albo tesciowa, ktora od slowa sama zaczyna prawie kazde zdanie. Moze mama, ktora rzeczywiscie byla sama I sama wszystko robila, ale ona musiala. Ja - nie. Oparlam sie o parapet I wyobrazilam sobie siebie za 20lat zgorzkniala, zmeczona zyciem bez usmiechu. Po pracy pojechalam do sklepu I kupilam farbe tablicowa. W domu poprosilam meza o pomalowanie nia sciany w przedpokoju. Zapisalismy tam nasze wspolne obowiazki. Moje corki byly przeszczesliwe, ze wpadlam na taki pomysl. Starsza powiedziala, ze wreszcie wie w czym moze mi pomoc.Tego dnia widmo tej zgorzknialej starej baby gdzies zniknelo. Wiem, ze musze byc czujna by nie powrocilo.Wieczorem wzielam prysznic potem podeszlam do meza I znaczaco mrugajac powiedzialam "ide spac". I czulam sie wspaniale!