niedziela, 20 lipca 2014

Ochłońmy…


http://wiadomosci.wp.pl/kat,1019393,title,45-letnie-dziecko-znalezione-w-szalasie-na-Bemowie,wid,16743120,wiadomosc.html?ticaid=1131df 

Prawda, jak wiemy, leży po środku, każdy z nas jest inny i moje ulubione - co chatka, to zagadka. 
Czas jakiś temu opinia publiczna a zwłaszcza rodzice zostali podzieleni doniesieniem, że oto dzielny tatuś został postraszony policją za to, że zabrał swego 4,5 rocznego syna na surwiwal.
Zamieszkali w szałasie i żyli jak dzikusy. Super, prawda?
Albo – oburzające, prawda? 

Nie mam pojęcia, jako i policja nie miała, jaki jest tatuś, jakie jest dziecko i ludziska SŁUSZNIE zawiadomili ograna władzy.
A teraz mała dywagacja czyli odskok (pozorny) od tematu.
Kilka lat temu byłam z rodziną na wczasach w Sierakowie Wlkp na obozie półsportowym, rodzinnym. W obrębie owego obozu były inne też bazy dla harcerzy, kolonistów i sportowców.
Poznaliśmy pewnego opiekuna obozu kolonistów, nauczyciela, dziarskiego sportowca. Pewnego dnia przyszedł do mnie po śniadaniu z problemem. Ma w grupie dzieci młodszych dziewczynkę, córkę kolegi. Zachorowała, jakieś paskudne zaziębienie. Byli u lekarza, dostała lek ale nie zadziałał, mała ma 38 stopni gorączki a dzieciaki śpią w wojskowych namiotach. Co robić?
Z mety załatwiłam klucze do pustego domku niedaleko nas i kazałam przynieść tam dziecko. 
Zobaczyłam ciemnooką Calineczke, drobinkę trzęsącą się w gorączce. Napoiłam herbatą, skarmiłam jakimś śniadankiem i raz jeszcze oboje z mężem pojechaliśmy pilnie do lekarza, a koledze kazaliśmy wezwać rodziców.
Okazało się że już dzwonił, ale powiedzieli że na razie przyjechać nie mogą, bo kończą zapłacone wczasy, zresztą małą jest pod opieką kolegi, więc bez paniki!
- to mój kolega, razem uczymy w szkole WF. On taki wie, pani…. surwiwalowiec, taki supermen!
- ...i wysyła taką kruszynkę na nielekkie sportowe zgrupowanie? Takie kolonie nie są dla ośmioletnich malutkich dziewczynek!
Tatuś panienki był innego zdania. 
Od lekarza wróciliśmy z wykupionym antybiotykiem. Zamieszkałam z małą, wysoką temperaturę której nie dał na razie zbić antybiotyk, zbiłyśmy schładzającym prysznicem, karmiłam ją łyżeczką bo opadła z sił. Po zbiciu temperatury z lekka się ożywiła i powiedziała mi, że ma brata starszego o rok i on też chyba jest chory.
Po półgodzinie miałam w tym domku dwójkę dzieci, bo tak, brat też leżał w wojskowym namiocie trzęsąc się w gorączce. Na pytanie czemu nic nie powiedział, spuścił oczy. Ponownie lekarz, leki, picie, i teraz głaskałam po łepetynkach dwójkę wystraszonych, chorych i smutnych dzieciaków.
Opiekun się domyślił:
- …wie, pani, to tresura ojca. On ich krótko trzyma, jego szczególnie: „nie maż się! Bądź mężczyzną a nie beksą”. Pewnie się ojca boi ….
- to przynajmniej pan niechaj się, jako kolega nie boi i wygarnie temu ….Rambo, że na wszystko jest czas! A jego dzieci są za młode, wątłego zdrowia i nie będą skakały po linach i ze spadochronem. I co?  Przestanie je za to kochać? A może młody będzie muzykiem a dziewczynka…nauczycielką? Laborantką? pisarką, nie Spidermanem i Superwoman?
Pokręcił głową.
Rodzice przyjechali wreszcie. Mama (nauczycielka!) zalękniona i wschłuchana w męża tokującego, że „nic się nie stało”, stała jakoś tak bezradnie zamiast (jak sądziłam) porwac dzieci w ramiona i obsypać przeprosinami, buziakami ....).
Rzadko mi się to zdarza, ale podniosłam głos i zjechałam go od najgorszych rodziców świata, a jej powiedziałam żeby się ocknęła, bo dzieci są wylęknione, smutne i co to dla nich za wakacje gdy cierpią i trzęsą się że zawiodły roszczeniowego tatusia?

Ja nie wiem kim jest ów tatuś surwiwalowiec, ale 4,5 roczku zaraz będzie miała moja wnuczka i wiem, że to jeszcze dzidziuś, mimo, że obsługuje iphone’a lepiej ode mnie. W szałasie jest zimno, robaki gryzą boleśnie – to fakt, a niektóre roznoszą boreliozę, i nie wiem czy padre smarował to dziecko maściami odstraszającymi, czy uważał że „trza być twardym”?
Czterolatek nie odczuwa wielkiej frajdy z powodu wypoczynku na dzikim łonie natury – raczej wtedy, gdy mu wesoło, ciepło, syto i bawi się beztrosko z innymi dziećmi. To czas socjalizacji. Może odpowiedniejsza byłaby agroturystyka, z krówkami, gęśmi i jajkami od kur? Z jednak czystym łóżkiem, łazienką i kimś dorosłym, doroślejszym od tatusia – domorosłego Tarzana?
Gdybym coś takiego zobaczyła, to też zawołałbym policję. Przynajmniej żeby sprawdzili czy tatusia nie poniosła fantazja i czy dziecku nic nie jest.

  

5 komentarzy:

  1. Ciekawe gdzie była mamusia, gdy tata zabierał malucha na survival. Bo jakoś tak z góry założyłam, że mamy mają więcej wyobraźni i empatii..., chociaż mogę się mylić , skoro ta mama nie zaprotestowała. a może tak samo zastraszona, jak ta z obozu sportowego?

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj tam, oj tam ! Też się spało w wojskowych namiotach, lał deszcz, obierało się ziemniaki, ganiało w zimnicy po lesie, topiło w jezioro. Teraz z nas chłopy na schwał, nie to co obecne mięczaki co to ajfona co prawda obsłużyć potrafią, ale z pałatki i paru patyków zrobić namiot to już nie, albo ogień rozpalić trąc patyk o patyk :-D
    ps. Choć tęsknota za rodzicami na koloniach była, ale krótkotrwała. Pamiętam pierwszy list wysłany ponad czterdzieści lat temu z pierwszych koloni. Opowiadał mi potem ojciec, jak usiadł z nim w fotelu, zapalił fajkę, z należną celebrą otworzył, a tam stało:
    "Kochani Rodzice, tu jest gupio, zabieżcie mnie stąd"

    OdpowiedzUsuń
  3. To dziecko ma 4, 5 roczku i jeszcze pisać nie umie.
    Na koloniach mieliśmy ciuchy na zmianę a ten dzieciak nie miał NICZEGO ze sobą.

    OdpowiedzUsuń
  4. Niesamowite... jakies dziwne czasy nastały, bo ludzie sie dziwią że ja moich 6,5 latkow na zielona szkole poslac nie chcialam. I na kolonie zuchowe. Jak zapytalam, czy chca jechac, uslyszalam: tyle dni bez mamy? A kto nas bedzie przytulal?

    OdpowiedzUsuń
  5. Myślę, ze nie macie Panie racji.
    Moje dzieci jeździły, ale ze mną i moja zoną już od 3 roku życia pod namiot. Tylko, że wtedy czasy mieliśmy normalne. To były lata 70-te ubiegłego wieku. Czuły się na takich wyjazdach do lasu świetnie. Jakoś nie wywołało to w nich żadnego urazu psychicznego, ani tez nie pożarł ich wilk, a takie formy spędzania swoich urlopów preferują obecnie już jako dorośli ludzie. Ta dwójka akurat miała pecha i złapała jakiegoś wirusa, czy tez bakterię, oczywiście w warunkach namiotu trudno to leczyć jest, bez odpowiedniej opieki, i izolacji, ale i tak to nie jest powód aby tak rozdzierać szaty jak się to teraz tu robi. Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń