sobota, 4 stycznia 2014

Nowego Roku nie ma!

Im bardziej Puchatek zaglądał do środka, tym bardziej Prosiaczka tam nie było.

Lubię ten cytat, bo śmieszny i pokazuje, że im bardziej wnikam w kultury, tradycje innych narodów, im więcej wiem, tym luźniej traktuję własne. Podobieństwa i różnice bywają ciekawe. 
Taki na przykład Nowy Rok.
No bo mamy już zaraz rok 2014, a przecież wg innych kalendarzy to zupełnie inny rok - 5774, albo 2557. Do wyboru!
I u nas w tym względzie kiedyś różnie bywało z Nowym Rokiem. A to 25 grudnia, a to 6 stycznia, aż wreszcie strzelono w 1 stycznia i tak jest do dzisiaj. No, ale kiedy jest ten nasz Nowy Rok tak naprawdę?
Najpierw (co dzisiaj z łatwością widać, bo satelity, bo Internet, bo milion stacji na jednym dekoderze i przekazy są online) świętują ludzie z Kiribati, a za nimi powoli cała reszta, aż czarowne bimbanie dojdzie do nas i oto chóralne odliczanie „3, 2, 1,  zero!!!! i…TRACH! TRACH! Strzelają szampany, a Nowy Rok wędruje dalej, do Stanów, które o dziwo (zawsze we wszystkim pierwsze) strzelają z szampana prawie ostatnie.

A i miesiące są różne w różnych kulturach i religiach, bo i kalendarzy mnóstwo – buddyjski (przełom stycznia i lutego), juliański (14 stycznia), nasz 1 stycznia, żydowski (tam to bałagan, cztery różne Nowe Roki! J bo różne wyliczenia), w Iranie w marcu, a i jest kalendarz Majów (wg którego już nas wszystkich nie ma, więc co tam Majowie!).
I kiedy tak sobie bywam to tu, to tam, to zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę to Nowego Roku … nie ma!
Zupełnie jak wtedy za studenckich czasów gdy witaliśmy Nowy Rok na hali Kopieniackiej w góralskim szałasie zmęczeni drogą pod górę w kopnym śniegu, upojeni wódeczką, najedzeni kiełbasą z ogniska zaczęliśmy koło północy gmyrać przy zegarkach, kiedy otworzyć z hukiem butelczynę „Szampanskoje Igristoje?! 
I … każdy miał inna godzinę, i zanim zaczęliśmy w pomroczności naszej liczyć, wyciągać średnią – gdzieś ten ówczesny Nowy Rok przeszedł obok nas jak Buka z Muminków i poszedł dalej, a my liczyliśmy nadal coraz weselsi i rozchichotani. Nieuchwytny, kompletnie nieprawdziwy Nowy Rok przestał być dla mnie czymś specjalnym jak kiedyś, gdy byłam mała i wierzyłam że tej nocy o dwunastej dzieje się jakiś przełom, coś się prawdziwie kończy a coś zaczyna…

Trzy lata temu w Hongkongu, Lunar New Year wypadał jakoś we czwartek. Zawsze są tu bajeczne pokazy ogni sztucznych, a czwartek to taki… niewyjściowy dzień, więc władze ogłosiły, że pokaz z okazji Nowego Roku przekładają na…sobotę i "będzie fajnie, zobaczycie!" I było, tylko jakoś mi się to śmieszne wydało: „Z okazji niewyjściwego czwartku Nowy Rok przekład się na sobotę”. 
Byliśmy tam, na nabrzeżu Victoria Harbour , czekaliśmy ponad dwie godziny bo trzeba zająć dogodne pozycje do robienia zdjęć, a miejsca mało. Ludziska mieli ze sobą poduszki, karimaty do koczowania, wikt i popitkę. Zdychałam z nudów, nogi bolały, ale obiecaliśmy sobie i bliskim zrobić dokumentację! Ja film, Siwy zdjęcia. I …. Opłacało się! Czego to pirotechnicy nie wymyślą? Furorę zrobiły flary które po wybuchu pokazywały na niebie, na czerwono literki i serce: I <3 HK (I love Hongkong). Ludzie reagowali szaleńczo – oklaskami okrzykami zachwytu, pięknie było, ale to był buddyjski Nowy Rok - lutowy.  

W Korei i innych krajach świętuje się oba Nowe Roki – buddyjski i chrześcijański. Tam też byliśmy ostatnio. Zmęczeni spacerem po zimnej plaży w Ulsan, podziwianiem ognisk i pokrzepieni miłą kolacją poszliśmy spać.
Koło północy jakaś jedna flara strzeliła nad naszym zeuropeizowanym osiedlem. Pewnie jakiś Rosjanin albo Grek podczas balangi noworocznej. Obudziłam Siwego:
- Ej, kochanie, nowy rok, daj buziaka.
Na śpiąco dał, i znów zapadł w głęboki sen mrucząc jeszcze:
- …i żebyśmy zawsze tak razem…
Takie to nasze  staruszków ;-) świętowanie, bez czekania na dwunastą, skoro ona jak widać w Necie, co chwila gdzie indziej się pojawia, strzelają szampany i bimbają zegary. Możemy sobie wybrać stosowną dwunastą, wycałować się odhaczyć że już, i iść spać.
Marzy nam się sylwester na plaży w Sydney, z Basią, a w domowych pieleszach szampana pijemy do śniadania!  

1 komentarz:

  1. Tak mnie Pani natknęła: http://szyciekoty.blogspot.com/2014/01/nowy-rok.html :-). Ania

    OdpowiedzUsuń