sobota, 1 sierpnia 2015

Popularyzacja to nie to samo, co popkulturyzacja, czyli dziękuję Sylwii Chutnik.

Sylwia Chutnik nie zgadza się na popkulturyzcję Powstania, a przynajmniej na wiele odmian tego zjawiska, z którym i ja mam problem.

Zastanawia mnie, dlaczego unikamy popularyzacji w jej zasadniczej, dotychczasowej formie?  
To jest minuta ciszy pierwszego sierpnia o siedemnastej, zatrzymanie się – gdziekolwiek jesteśmy, a nade wszystko, niezależnie od osądów nad sensem Powstania – wzruszenie, głęboki szacunek dla poległych dzieciaków. Dla kwiatu młodzieży warszawskiej i dzieci – maluchów, które też zaangażowały się w pomoc Powstańcom. To właśnie Oni mogliby stanowić intelektualny trzon powojennej Warszawy! Niestety…

Nie rozumiem sensu robienia powstańczych gadżetów – plastikowych hełmów i opasek, sztucznej powstańczej broni – to jednak jest różnica, czy mówimy dziecku o Gwiezdnych Wojnach, Harrym Potterze, czy o Powstaniu Warszawskim, jedynym takim zrywie, tak wciąż żywym, krwawym, trudnym, smutnym, dramatycznym i przez udział w nim ludzi tak młodych pięknych – szczególnie tragicznym. O pradziadkach, konkretnych osobach, które przeżywszy dają świadectwo prawdzie.  
Po co nadawać temu wydarzeniu charakter komiksowo plastikowy?
Bo wstyd dzisiaj płakać ze wzruszenia? Bo ściśnięte gardło opowiadających krępuje? Bo oglądając zdjęcia tej młodzieży zastanawiamy się „Czy ja dałbym radę….?” A odpowiedź jest szczerze, niezbyt wzniosła?
Czy z tych samych powodów, dla których niektóre mamy nie prowadzą dziecka na pogrzeb babci, „bo się dzieciak spłacze i zasmuci, nie zrozumie”?
Mamusiu, dziecko MA być smutne! Może się spłakać, bo to jest taki właśnie moment, że potrzebne są smutek, łzy i żal. Zrozumie, jeśli zostanie mu to wyjaśnione w mądry i spokojny sposób. Moja synowa przygotowuje swoją córeczkę na nieznane jej dotąd zdarzenia. Od tego ma się rodziców. Dziecku potrzeba nie tylko szczenięcej beztroski, ale i trzeba je nauczyć zatrzymania się, refleksji, a w tym też żałoby. Kiedyś to dziecko, oduczone smutku i wzruszeń nie będzie umiało „wyżałobić” się po naszej śmierci.
Czemu oszczędzać tej wiedzy i tego specjalnego nastroju smutku, zadumy powagi z dnia 1 sierpnia dzieciom i młodzieży wciskając im w zamian trywialna postać Powstania w postaci zabawek i gadżetów?
Bo co? Nie dźwigną?

Pamiętam dwa dni po japońskim tsunami i wspaniałą audycję on-line – most telewizyjny Paryż, Londyn, Tokio. Młodzież na ulicach Paryża i Londynu do kamer mówiła bardzo wzruszające rzeczy – okazała miłość i wparcie, a młodzi w Tokio odbierali najpiękniej jak mogli owe dowody ludzkiej solidarności – głębokim ukłonem i najzwyklejszymi łzami Nikt nie trywializował dramatu. Na ulicach, koło kamer, leżały kredki i arkusze brystolu i przechodnie rysowali na nich jakieś swoje graficzne formy współczucia i serdeczności. Łez nikt się nie wstydził – po obu stronach.
Ludzkich dramatów nie można trywializować. I o ile można oswoić śmierć na wesoło podczas Halloween, bo jest to śmierć w sensie ogólnym, Stara z Kosą, którą trzeba oswoić próbując uznać fakt jej nieuchronności, o tyle z tak strasznych wydarzeń jak Powstanie Warszawskie, obozy śmierci i podobnie straszne rzeczy, które czyni człowiek człowiekowi – popkultury się robić nie powinno.

Jestem za wesołym i pięknym czczeniem różnych rocznic, bo nauczyliśmy się, niestety czcić wszystko na kolanach i zawodząc smętnie. Dzień Niepodległości to przecież frajda i radość, więc festyny i zabawa jest na miejscu. Dodałabym uliczne dancingi, co byłoby normalne, bo to dzień radości (a nie rzucania trelinkami w policyjne samochody). Lubię wesoło obchodzone rocznice i święta. To jednak nie znaczy, że z każdego zrobimy festyn!
Zaraz po wesołym Halloween mamy dzień Zaduszny pełen refleksji i wspomnień. Po pierwszym sierpnia, gdy powinniśmy świętować refleksyjnie, ciepło, serdecznie pochylając się nad każdą tablicą pamięci w Warszawie, przyjdzie sierpniowa Matka Boska Zielna – też okazja do radosnych pląsów i Dożynki pradawne święto plonów – także okazja do zabawy i radości z kramami, jedzeniem i piwem.
Wspólne głośnie śpiewanie piosenek powstańczych jest doskonałym pomysłem, towarzyszące temu kramy z kiełbaskami i grillami – czemu nie, ale bez trywializowania, proszę. To niepotrzebne. Sylwia Chutnik ma rację. Wyważmy to nie wstydząc się wzniosłości, wzruszenia, to dobre uczucia!
Azrael też pisał podobnie: ” Patrząc na coroczne obchody rocznicy wybuchu Powstania widzę, że przybierają one formę pop-Powstania. Szokująca była dla mnie wypowiedź dyrektora Muzeum Powstania Warszawskiego sprzed kilku lat, Jana Ołdakowskiego, że rocznica jest dobrą okazją do wspólnego, rodzinnego – uwaga! – radosnego przeżywania rocznicy…
Przeżywanie rocznicy to wspominanie powstańców, ludność cywilna i jej ofiara są coraz bardziej usuwane na bok. Same obchody powoli zaczynają przypominać piknik – na razie jeszcze bez grilla; inscenizacje, śpiewy, zabawy na barykadach.”

Profesor Maria Janion: Dotarcie do młodzieży i dzieci odbywa się właśnie za sprawą zamazania granicy między zabawą a traumatycznym doświadczeniem historycznym. Zdziecinnienie kombatantów i zmilitaryzowanie dzieci to powszechne zjawisko, zdecydowanie nieprzynoszące nam chluby. Zwłaszcza w XXI wieku. Muszę przyznać, że jestem tym dosyć załamana. 

Cały tekst: http://wyborcza.pl/1,97737,6977769,Maria_Janion_o_poczatku_wojny__Kleska_jest_kleska.html#ixzz3hjRG1DNg


Dla nas, wychowanych na głębokich refleksjach, uczuciach szacunku i tkliwej, wzniosłej pamięci to nie do akceptacji mimo, jak napisałam osobistych osądów samego faktu.
Idąc tym tropem zrobimy popkulturyzację Getta? Obozów? Po co?


Sylwia Chutnik: (http://warszawa.wyborcza.pl/warszawa/1,54420,18462011,powstanie-warszawskie-pamiec-jest-niesprawiedliwa-wywiad-z.html)

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza