Niespodziewany koniec lata…
Tak naprawdę spodziewany, lato zawsze się kończy i zawsze
zaczyna.
Potem jest jesień. W Polsce dwojaka – najpierw babie lato
ciepłe, kolorowe, nostalgiczne, a potem taka jak dziś za oknem ta z deszczami,
chłodem i wyczekiwaniem zimy. Potem wiosna, i znów lato…
Miałam wielką frajdę być zaproszoną na świetną imprezę
lokalną a mianowicie „Zakończenie Sezonu w Kopkach”. (Bo jest też Rozpoczęci Sezonu).
Takie pożegnanie lata w miejscowości, która umie to lato pożegnać, i przywitać,
bo tu znaleźli swoje miejsce artyści. Fajni, bo nie nadęci, serdeczni i lubiący
ten swój zawód ogromnie! Do tego stopnia, że… mimo wielkich osiągnięć, nie są celebrytami,
pędzą żywot prostych i uczciwych, spokojnych ludzi wśród drzew, krzewów, w
zakolach Świdra.
Łączą się ze sobą w rozlicznych działaniach towarzyskich i
zawodowych a jak przychodzi kres lata i zacichnie wieczorny gwar na werandach,
róże więdną, nawrocie szaleją i babie lato rozsnuje nici – artyści owi
urządzają to uliczne przedstawienie, w którym uczestniczyłam, czyli „Zakończenie
sezonu w Kopkach”.
W malowniczym zakątku tuz przy Świdrze, koło zielonego
mostku rośnie stara powyginana jabłoń i tam właśnie stoi sobie mała scena. Bliscy
i znajomi – uczestnicy wieczorów przynoszą ze sobą krzesła, a specjalista od
udźwiękowienia rozstawia kolumienki, mikrofony i siada za pulpitem. Na scenie
stoi instrument, za którym zasiada Jerzy Derfel, za nim stoi sobie i czeka na
swoją kolejkę błyszcząca w słońcu trąbka!
Na scenie już są Artyści – Monika Świtaj, Wojciech Machnicki
i Stanisław Górka, czyli Towarzystwo Teatralne pod Górkę. Siadamy i… oto
prawdziwe czary! Na scenie, niby mini opera leśna dostajemy kapitalne, lekkie,
piękne przedstawienie zrobione z wiedzą, miłością do swojego fachu i wielkim
profesjonalizmem. Słuchamy Lopka, Stefci Górskiej, Hemara, Hanki Ordonówny, Szczepcia
i Tońcia innych Wielkich przedwojennych artystów. Wspaniałe! Zaśpiewane i
zagrane kompletnie non profit, co dzisiaj jest bardzo rzadko spotykane. Jerzy
Derfel przy klawiszach i na trąbce a wyżej wymienieni w swoim aktorskim,
scenicznym żywiole. Potem oklaski, wspólne śpiewanie, nawet tańce – sztajerek,
polka, walczyk.
Po tym wspaniałym koncercie koce i piknik, gadulenie do
zmierzchu i już ludzie się z krzesłami rozeszli, już i my poszliśmy za Stasiem
Górką na Jego gościnną werandę, za stół, a tam i mamy, i żona, i córka, i gości
co niemiara, i znów gadulenie, wypijanie naleweczek.
Pięknie, wesoło, z klasą i serdecznie.
Jestem jakby nie było jesienną dziewczyną i wiem, że może i
moje lato się kończy, ale kiedy spotykam takich ludzi jak tu, w Kopkach to uśmiecham
się myśląc sobie, że z nimi koniec sezonu nie straszny, bo przecież zaraz po zimie
otworzą następny! A na zimę Staś dał mi słoik miodu!
Takim niepozornym felkiem zaznaczam naszą z Państwem rocznicę
tych banalnych obserwacyjnek moich, bo to już rok jak zajmuję Wam czas tu na
blogu. Dziękując za kulturę wypowiedzi, nie rzucanie jajami i bywanie tu!
Wasza M.
PS. Trochę statystyki. Przez ten rok stronę wyświetlili Państwo
na swoich komputerach 19 887 razy, w ostatnim miesiącu 2 775 razy.
Mamy czytelników w kraju, ale także w Stanach Zjednoczonych, Hiszpanii,
Wielkiej Brytanii, Izraelu, Korei Południowej, Niemczech, Włoszech, Szwecji i
Słowacji. Bardzo dziękuję za ten rok.
M.
Następnych lat blogowych życzę Pani Katarzyno.)
OdpowiedzUsuńMałgosiu, kolejnych lat blogowania życzę :)
OdpowiedzUsuńA taka miejscowość to marzenie wielu z nas
Życzę kolejnych lat blogowania - choć to życzenie bardziej dla mnie niż dla Pani ;) A czytelników ma Pani również w Norwegii, gdzie jesień trwa wiecznie - pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńMiło wiedzieć, że są jeszcze prawdziwi artyści, bez parcia na szkło. Taka miejscowość z tak opisanym klimatem to jak napisała @Ulcik "[...]marzenie wielu z nas".
OdpowiedzUsuńMinął rok blogowania, więc życzę kolejnych lat, gdyż takie "zajmowanie czasu" to ja bardzo lubię i wiem, że inni też ;)
A przede wszystkim życzę wielu sprzedanych książek z pochlebną opinią (A Pan Varga, niech pisze, co tylko zechce!Nas i tak nie zniechęci!), oraz zarówno Pani jak i nam - czytelnikom, wielu pomysłów na nowe książki ;)
Pozdrawiam,
Ilona
Od dziś do swej listy dołączyć może Pani także Francję. Trafiłam na ten blog wprawdzie przypadkowo, ale książki dobrze znam, mam i lubię, wiec nie ma mocnych, będę wracać po kolejne mile wrażenia!
OdpowiedzUsuńPozdrawiam
Nika
Dziękuje,że Pani jest i przede wszystkim TAK pisze i w swoich książkach i na blogu. Za to że Pani pokazuje prostych ,pięknych, mądrych i skromnych ludzi.
OdpowiedzUsuńCieszę się, że tu trafiłam. Uwielbiam Twoje książki i literacki język. Chętnie będę tu zaglądać. I żebyś mi nie zginęła w sieci, dopisuję się z przyjemnością do grona obserwatorów:)
OdpowiedzUsuńWczoraj wróciłam z Warszawy. W piątek zakupiłam "Irene"... To okropne! Nie przespałam nocy, bo nie mogłam się oderwać. No i doczytałam do końca (o trzeciej trzydzieści), a potem padłam. Za to od rana piłam kawę za kawa i udawałam przed mama (u której byłam w odwiedzinach na dwa dni), ze wyspałam się jak borsuk...
OdpowiedzUsuńWspółpraca z córką zaowocowała po prostu świetnie. Dzięki za mila lekturę:)
Nika
Wspanialy blog, zawsze z wielka przyjemnoscia do Pani zagladam.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam z Chicago:)