poniedziałek, 10 czerwca 2019
Feministki nie chodzą w kaloszach, czyli DALEKO OD SZOSY
Przyznaję to, że niechętnie jeżdżę na wielkie fety feministyczne. Czuję się i jestem …emancypantką, to jasne. Tak, „emancypacja”, lepiej określa mój światopogląd. Zdecydowanie.
Czemu nie najlepiej się czuję na tych konferencjach i spotkaniach? Wyczuwam tu stale unoszący się nastrój jakiejś totalnej wojenki, przygany wobec mężczyzn, nazywanych „facetami” i promowania kobiety jako czegoś lepszego, ale w taki agresywny sposób, którego nie lubię. W Australijskiej telewizji oglądałam debatę o sprawach kobiet i tam tego nie było, jakby tamtejsze panie nie musiały sięgać po gniew i pogardę, po ton przedszkolanek. Świetne rozmowy, byłam mile zaskoczona.
Mam to do siebie, że Złote Myśli pobudzają mnie zawsze do kontry i Złotą jest ta myśl, której kontry założyć się nie da. Np. Czas płynie nieubłaganie, czy Edukacja, głupcze!
Spotkanie na którym byłam ostatnio, zaczęto od Złotej Myśli pani Madeleine Albright: W piekle jest specjalne miejsce dla kobiet, które nie wspierają innych kobiet. Hmmmm, mam kontrę, bowiem są kobiety, których w życiu bym nie wsparła, to członkinie ONR, bojowniczki antyszepionkowe, znana sportsmenka która aktualnie „robi „ sobie nazwisko siejąc brednie o ruchu LGBT i inne kobiety, które są wredne i głupie po prostu. A ta historia z Warszawy? „(…) organizatorki Kongresu Kobiet, a nie firma zewnętrzna żądały od nas stania „jak w wojsku” przez szesnaście godzin i zabroniły przerw na posiłek lub skorzystanie z toalety – mówią ochroniarki, które pracowały podczas „feministycznej” imprezy.”. Ups…
Także nie poszłabym pod Muzeum Narodowe jeść bananów. To happening i protest oczywiście, ale na poziomie liceum i dla wąskiego, niestety, grona ludzi zainteresowanych sztuką współczesną. A ja mieszkam daleko od szosy...
Ale też nie to stanowi, że owe konferencje, kongresy i spotkania feministek budzą we mnie rodzaj zahamowania, a to, że są skupione na problemach mieszczek i mieszczanek. Różnica jest niewielka.
Polski feminizm, śmiem twierdzić, to bańka okalająca miasta i miasteczka, ale już kompletnie odwrócona od wsi. Działaczki na szpilkach, czy modnych conversach, które opowiadają o swojej karierze, jak to musiały piąć się po szczeblach kariery pokonując kłody rzucane im przez system czy wrednych facetów, nie wyglądają na męczennice. Nie są nimi. Zwłaszcza, że każdy kto się pnie po szczeblach, musi pokonywać problemy, kłody i zakręty. Tak już z karierą jest.
Wszelkie opowieści które płyną do mikrofonów, to opowieści mieszczanek które nie znają problemów swoich Ziomalek ze wsi – i tej zamożnej i tej oddalonej od Boga i ludzi – biednej. Tej zwłaszcza, gdzie daleko od szosy jest.
Mieszczanki, owszem, mają problem z mężem, który nie chce umyć po sobie kibla i wziąć zwolnienia na chorego Jasia, z pracodawcą, który pyta o ciążę, z gażą niższą dla kobiet, choć badaczki psycho i socjolożki opowiadają, że kobieta pytana o wynagrodzenie podaje wartość najniższą i tak mnąc chusteczkę, a facet o najwyższą, bo ma „rodzinę na utrzymaniu”. To też problem mobbingu, #metoo, czyli obmacywanek w pracy, utrudnień w opiece nad dzieckiem „żłobka nie mam w pobliżu”, i „moja pensja nie wystarcza na nianię”, mąż który nie angażuje się w opiekę i „po co mi były studia, skoro zmieniam dziecku pieluchy”, a za tym płynący strumień pretensji młodych matek, że macierzyństwo odebrało im drogę awansu, że nie dostają znieczulenia przy porodzie „a przecież to standard na Zachodzie”, że w domu z dzieckiem jest nudno, a na placu zabaw …też jest nudno i że praca w firmie im ucieka.
Ja bym … spakowała wszystkie miastowe feministki w autokar, i wywiozła do odległych polskich wsi na jakieś dwa tygodnie. Na studia.
Potem zapytała – gdzie jest większe pole do popisu? Gdzie jest kobietom gorzej, ciężej?
Na wsiach oddalonych od wszelkich ośrodków, w których może i byłaby szansa choć na kasę w Biedronce, ale jak dojechać? W rodzinach, w których nikt nie wspiera dziewczyny która chce się kształcić. A nawet, gdy ukończyła liceum musi zostać w domu, bo rodzice nie mają pieniędzy na jej życie w mieście (studia albo praca), więc niejako zmuszona przez samo życie wychodzi za mąż i jej los jest już na zawsze przypieczętowany życiem na wsi.
W gospodarstwie bogatym, wielkotowarowym, nowoczesnym kobiety mają te same problemy. Dużo pracy opiekuńczo organizacyjnej, za którą nie dostają „osobnego” własnego wynagrodzenia. Mąż ze szwagrem obsługują wielkie uprawy czy obory, chlewnie, a żona oporządza dom, dzieci, czasem starych rodziców, ogród warzywny – a to praca od 5 rano do upadu.
Kariera? Sukces zawodowy? Samodoskonalenie? To pojęcia tak bardzo „fiction”, że panie uśmiechają się na ich dźwięk. Owszem mąż zarabia na gospodarce nawet nieźle, ale stale potrzeba pieniędzy na amortyzację urządzeń, maszyny … „URLOP”? A to co takiego? Za granicą? No tak, stać ich, ale kiedy? Jak? Gospodarka, to 12 miesięcy w koło robota zwłaszcza, gdy to żywina, kto ich zastąpi, gdy oni by do Costa del Sol Rianerem?
Małe wsie, ściana wschodnia.
Panie ukończyły podstawówki, niektóre zawodówki albo i licea. Ale nie ma jak się załapać do pracy choćby i w miasteczku odległym o 10 – 50 km od domu, bo jak dojechać? Zmorą owych kobiet są DOJAZDY. Nie ma już PKS, który kiedyś choć dwa razy na dobę przyjechał, to i zawieźć do miasta i przywieźć mógł, a teraz nie ma żadnego. Stąd na podwórkach, od czasu 500+, stoją auta ze szrotów, to już i do przychodni czy na targ jakoś łatwiej, choć benzyna droga, a opłaty dodatkowe sprawiły, że samochód już nie jest takim cudem jak myśleli, gdy w pobliskim komisie, kupowali 15 letniego gruchota. Ale jest. Jakby co, dowiezie, ale nie codziennie. Benzyna się nie zwróci.
Nadal cała Polska wschodnia i środkowa, to zupełnie inna niż w miastach, „Rzeczpospolita Rowerowa”. Tu rower to nie wyraz świadomości ekologicznej, a konieczność. Do sklepu, na targ, czy do przychodni nadal jedzie się rowerem. Tak, w listopadzie i lutym też. Nie ma innego środka, gdy samochód ze szrotu zimą nie chce odpalić, a na nowy akumulator nie ma pieniędzy.
Także pracy nie ma. Szczególnie dla kobiet, więc gros pań żyje jak 100 lat temu. Ma się w obejściu krówkę, świnkę trochę kur i warzywnik – zazwyczaj to tylko „swoje” ziemniaki i trochę marchwi, cebula, kapusta i ogórki na kiszone. Resztę się dokupi w Biedrze, bo jak policzyć cukier i kupiony owoc, to taki „swój” dżem wychodzi drożej niż ten biedronkowy. Świniaka na własny użytek trzeba zgłosić do Agencji, bo inaczej kara 1500 PLN. Potem można dać w łeb i zrobić kiełbasy. Dwa razy do roku, a i tak na "co dzień", mięso się kupuje w Biedrze. Taniej wychodzi niż własne.
Miejskie panie feministki wywiezione na wieś miałyby ubaw w sławojkach, w których smród i białe robaki na gównach brzydzą, ale kogo tu stać na wywóz szamba? A budowa własnej oczyszczalni, to kolosalne pieniądze, gmina dofinansuje, ale NAJPIERW trzeba wyłożyć swoje, skąd je brać? Łazienki są, owszem, ciepła woda z bojlera też. Myć się można w łazience. Ścieki? To idzie do kręgów z przebitym dnem. Takie … czyste bo od mycia i zmywania nie zaszkodzi ziemi. Tyle cywilizacji. Dekodera nie ma – za drogi abonament, za to jest TV naziemna i te tam, inne stacje, to się wieczorem coś obejrzy, gdy już wszystko w obejściu zrobione i dzieci ogarnięte.
Szpilki? Ładne sukienki? Mają owszem. Jakoś trzeba wyglądać na weselu czy chrzcinach, ale na co dzień noszą tanie klapki, albo do obory czy chlewa - kalosze. Na wsi nie ma życia bez kaloszy, temu i jest ich dużo na targu – zwykłe gumiaki, te najlepsze, a też plastikowe, chińskie, te są gorsze. Z wkładką wojłokową i bez… „Ja lubię te najzwyklejsze…” - mówi moja sąsiadka „…bo nałożę skarpetę i tak jest dobrze, noga się nie ślizga. Jutro z mężem gnój pryzmujemy, to zapach będzie szedł po okolicy!”.
Badania? Owszem czasem robi, ale rzadko, bo do przychodni daleko a do szpitala jeszcze dalej. Ostatnie robiła przy ostatnim dziecku, sześć lat temu. I do ginekologa raz do roku chodzi „Dbam o siebie, pani Małgosiu! Bo pani to mnie zaraz zapyta i przygani, to chodzę, oczywiście”.
Przyjechał mammograf do gminy, wysłałam tam tę moja sąsiadkę z koleżanką, ale ich nie przyjęto. Za młode (34 lata i dwójka dzieci).
Wakacje? Dzieci? Ani ona ani dzieci nie mają wakacji innych niż na miejscu. Tyle, że się do szkoły nie chodzi. Dom remontują, każdziutki grosik odkładają, a to na wannę, a to na tapczaniki dla chłopców, to jakie wakacje? W soboty czasem odetchną przy grillu, lato to i czas wesel, to i sukienkę się kupi tanią ze szmatlandu, szpilki te co kilka lat temu kupiła na targu dobre jeszcze, i umaluje się ładnie, a sąsiadka farbę położy. Mąż fajny, bo nie pije. No mało, prawie nic, za to świetnie tańczy, to rano nogi bolą i fajnie jest… Kolorowe czasopisma, te z górnej półki, to wysoki, BARDZO wysoki poziom abstrakcji. Także rozmowy w sieci na Fb o House of Cards, czy Wielkich Kłamstewkach, Bitwie o Tron, albo sztuce Natalli Lach – Lachowicz, to są miejskie rozmówki. Wieś o tym nie rozmawia.
„Kariera, awans, samorealizacja?” – cha, cha, cha! Kongres Kobiet? Demonstracje w mieście? Bunt parasolek? To jakieś tam sprawy kobiet z miast!
Kobiety wiejskie mają inne swoje bolączki. "Pani o tym wie, pani Małgosiu, ale nikt o tym nie gada”. Wiem. Wiem, bo urodzona i wychowana byłam w mieście, czas jakiś temu byłam pracownicą (v-ce prezes agencji reklamowej) a od 20 lat mieszkam na polskiej wsi. Najpierw mazurskiej, teraz mazowieckiej. To biedne wsie, biednych ludzi, zgnębionych kobiet kompletnie niedostrzeganych przez „miastowy feminizm”. Są przezroczyste, niewidzialne, bo mieszkają DALEKO OD SZOSY.
niedziela, 9 czerwca 2019
Edukacja seksualna czyli słomiany potwór.
Remigiusz Ryziński: " Lęk jest doświadczeniem najgroźniejszym dla człowieka. Na lęku można zrobić wszystko: zbudować faszyzm, homofobię, wprowadzić najwyższe możliwe podatki, uczynić stonkę metaforą imperializmu, zdominować kobiety, narzucić obrzędy. "
Cała ta głupia, de facto zadyma z hasłem LGBT i otoczką pt "edukacja seksualna" jest typową ilustracja tego, co powiedział Remigiusz Ryziński za Michelem Foucault'em.
Lata temu, gdy pracowałam w warszawskiej podstawówce o hasłach LGBT nikt nie słyszał. Uczyłam biologii i uważałam za swój belferski obowiązek, rozszerzyć nieco lekcje biologii o kilka lekcji o ...życiu.
Teoria o komórce i plemniku to jedno, a w tym wszystkim jest cała sfera REALA, czyli seks. (seks po łacinie znaczy PŁEĆ)
Czemu można dzieci uczyć o oddychaniu, odżywianiu, poruszaniu, wydalaniu (cechy organizmu żywego) a nagle nie wolno o rozmnażaniu i płci???
Teoria o komórce i plemniku to jedno, a w tym wszystkim jest cała sfera REALA, czyli seks. (seks po łacinie znaczy PŁEĆ)
Czemu można dzieci uczyć o oddychaniu, odżywianiu, poruszaniu, wydalaniu (cechy organizmu żywego) a nagle nie wolno o rozmnażaniu i płci???
W młodszych klasach (4 klasa pdst) ograniczyłam się do rozmów o tym, skąd się biorą dzieci, jak się rodzą i ile z tym jest radości. Miałam już znakomita podstawę - lekcje o komórkach rozrodczych roślin, zwierząt i ludzi.
Dzieci, jak to dzieci, mają mnóstwo pytań, ale same stawiają pewne granice. Dlatego w 4 klasie pytały głównie o to jak to jest z tym "zapłodnieniem wewnętrznym" ( z niejakim pąsem, bo z podwórka wiedziały z grubsza), jak wygląda życie płodowe, jak się dzieci wydostają na świat i co w tym zakresie może zrobić medycyna gdy są problemy?
Dalej STOP. Nic innego ich nie interesowało.
Łagodnie i w "naukowy" sposób opowiedzenie im o zapłodnieniu wewnętrznym, co przyjęły z wyraźna ulgą i pewnym nawet ...zawodem, że nie robiłam z tego sensacji i tajemnicy.
Na godzinie wychowawczej wspominałam o zachowaniu asertywnym "nie chodzimy z nikim obcym, nie pozwalamy się nikomu dotykać, bo masz prawo protestować, gdy ktoś cię dotyka w sposób cię niepokojący, a jeśli to robi - idź ŚMIAŁO na skargę, najlepiej do kilku osób". Niestety tego nie było w programie, robiłam to na własne wyczucie. Dyrektor wzdychał "Omatko, że się pani nie wstydzi, ja bym tak nie umiał". NIKT z rodziców mnie nie wyklął, a wręcz odwrotnie.
Dzieci, jak to dzieci, mają mnóstwo pytań, ale same stawiają pewne granice. Dlatego w 4 klasie pytały głównie o to jak to jest z tym "zapłodnieniem wewnętrznym" ( z niejakim pąsem, bo z podwórka wiedziały z grubsza), jak wygląda życie płodowe, jak się dzieci wydostają na świat i co w tym zakresie może zrobić medycyna gdy są problemy?
Dalej STOP. Nic innego ich nie interesowało.
Łagodnie i w "naukowy" sposób opowiedzenie im o zapłodnieniu wewnętrznym, co przyjęły z wyraźna ulgą i pewnym nawet ...zawodem, że nie robiłam z tego sensacji i tajemnicy.
Na godzinie wychowawczej wspominałam o zachowaniu asertywnym "nie chodzimy z nikim obcym, nie pozwalamy się nikomu dotykać, bo masz prawo protestować, gdy ktoś cię dotyka w sposób cię niepokojący, a jeśli to robi - idź ŚMIAŁO na skargę, najlepiej do kilku osób". Niestety tego nie było w programie, robiłam to na własne wyczucie. Dyrektor wzdychał "Omatko, że się pani nie wstydzi, ja bym tak nie umiał". NIKT z rodziców mnie nie wyklął, a wręcz odwrotnie.
Na zebraniu z rodzicami odebrałam gratulacje, że przygotowałam grunt: "my z żoną zbieraliśmy się do tej rozmowy, bo to już najwyższy czas", albo, że zdjęłam im z głowy niewygodny ciężar.
Wcześniej oczywiście też maluchy o to pytają "skąd się wziąłem"? Ale wystarcza im opowieść o nasionku i mamusiowym brzuszku.
Prosiłam dyrektora o zastępstwa w klasach starszych (7 - 8) podczas których stawiałam na biurku kapelusz i prosiłam o karteczki z pytaniami. WSZYSTKIMI.
Później wyjmowałam, czytałam i odpowiadałam na wszelkie pytania. Godziny musiały być dwie (a najlepiej więcej) bo najważniejsza była godzina o szacunku dla siebie i własnych decyzji, o szacunku dla kogoś komu się proponuje seks, o słowie NIE i zachowaniu asertywnym, o konsekwencjach zachowań nieasertywnych "on się wścieknie jak mu odmówię", i o szantażu " daj mi dowód na to że mnie kochasz", a też o "miłości kiblowej" i odpowiedzialności czyli temat antykoncepcji szerokowachlarzowej, medycynie, wizycie u lekarza ginekologa, którą wszak kiedyś trzeba wreszcie odbyć. Pytano mnie też o miłość homoseksualną i o mnóstwo podobnych rzeczy zawsze narzekając że już dzwonek, bo młodzież wyczuwała szczerość i szacunek, więc się otwierała, chciała więcej i więcej. To 15 latkowie! Właśnie korciła ich praktyka.
Później wyjmowałam, czytałam i odpowiadałam na wszelkie pytania. Godziny musiały być dwie (a najlepiej więcej) bo najważniejsza była godzina o szacunku dla siebie i własnych decyzji, o szacunku dla kogoś komu się proponuje seks, o słowie NIE i zachowaniu asertywnym, o konsekwencjach zachowań nieasertywnych "on się wścieknie jak mu odmówię", i o szantażu " daj mi dowód na to że mnie kochasz", a też o "miłości kiblowej" i odpowiedzialności czyli temat antykoncepcji szerokowachlarzowej, medycynie, wizycie u lekarza ginekologa, którą wszak kiedyś trzeba wreszcie odbyć. Pytano mnie też o miłość homoseksualną i o mnóstwo podobnych rzeczy zawsze narzekając że już dzwonek, bo młodzież wyczuwała szczerość i szacunek, więc się otwierała, chciała więcej i więcej. To 15 latkowie! Właśnie korciła ich praktyka.
I to są te STRACHY na Lachy, których się boi niby światła pani sportsmenka, leśne dziadki w Senacie, i wielka ilość ludzi obawiających się rzeczy, którymi się nawzajem straszą szerząc lęk., że NIBY "szkoła ma kształtować dzieci jako żer dla pedofili. Seksualizować".
Większej bzdury nie słyszałam, ale LĘK został zasiany. I zbiera straszne żniwo iście średniowiecznego strachu przed ...słomianym potworem.
A prawdziwy potwór czyli niewiedza, wczesny, głupi seks w postaci nieodpowiedzialne zabawy i seks bez zabezpieczeń, wulgarna edukacja internetowo podwórkowa szaleje...
Zaś ogłupieni owym lękiem dorośli widzą w edukacji SAMO ZUO... Warto NAJPIERW samemu się dowiedzieć o co chodzi z ową edukacją u źródeł, czyli od nauczycieli i pedagogów, a nie od siewców strachu. Oni oparli swoje przesłankach na ... braku prawdziwej informacji i lęku.
Większej bzdury nie słyszałam, ale LĘK został zasiany. I zbiera straszne żniwo iście średniowiecznego strachu przed ...słomianym potworem.
A prawdziwy potwór czyli niewiedza, wczesny, głupi seks w postaci nieodpowiedzialne zabawy i seks bez zabezpieczeń, wulgarna edukacja internetowo podwórkowa szaleje...
Zaś ogłupieni owym lękiem dorośli widzą w edukacji SAMO ZUO... Warto NAJPIERW samemu się dowiedzieć o co chodzi z ową edukacją u źródeł, czyli od nauczycieli i pedagogów, a nie od siewców strachu. Oni oparli swoje przesłankach na ... braku prawdziwej informacji i lęku.
Cyt: " Odpowiedzi na pytania dziecka są dostosowane do jego wieku, a dzieci powinny przekonać się, iż zagadnienia związane z seksualnością mają pozytywny charakter i są przyjemne. Dzięki temu można u nich rozwinąć pozytywne nastawienie do własnego ciała, a także nauczyć ich właściwych metod komunikowania się (na przykład we właściwy sposób nazywając części ciała); jednocześnie dziecko uczy się, że istnieją indywidualne granice i zasady społeczne, które trzeba respektować (nie możesz dotknąć każdego, kogo chcesz). Co ważniejsze, dziecko uczy się, uświadamiania sobie i stawiania własnych granic (możesz powiedzieć nie; możesz poprosić o pomoc). W tym rozumieniu edukacja seksualna jest również wychowaniem społecznym i przyczynia się do zapobiegania wykorzystywaniu seksualnemu."
Proszę poświęcić czas i przeczytać WSZYSTKO DOKŁADNIE.
Szczególnie zaniepokojonym polecam rozdział Matryca Edukacji.
Niżej PDF pt: Standardy edukacji seksualnej w Europie.
https://spunk.pl/wp-content/uploads/2013/03/WHO_BZgA_Standardy_edukacji_seksualnej.pdf?fbclid=IwAR2LV6UhWU2g4FNVgmAUiGMT0RobXkUM5r9bCMVG3fUQbYhI8PbeogME40g
Niżej PDF pt: Standardy edukacji seksualnej w Europie.
https://spunk.pl/wp-content/uploads/2013/03/WHO_BZgA_Standardy_edukacji_seksualnej.pdf?fbclid=IwAR2LV6UhWU2g4FNVgmAUiGMT0RobXkUM5r9bCMVG3fUQbYhI8PbeogME40g
piątek, 17 maja 2019
Autor! Autor! Czyli Konkordat...
Na jednym z portali ktoś (szukam autora) ukuł doskonałą analogię:
"WYOBRAŹCIE sobie taką hipotetyczną sytuację - Polska podpisuje z Rosją układ, na podstawie którego:
1. Polska będzie utrzymywać na swój koszt wszystkie ambasady Rosji i rosyjskie uczelnie wyższe, licea i gimnazja na terenie Polski.
2. Polska zgodzi się, aby Rosja posiadała na terytorium Polski siatkę jawnych, umundurowanych funkcjonariuszy, zarówno obcego pochodzenia jak i rekrutowanych miejscowo oraz tajnych agentów i agentów wpływu rekrutowanych i szkolonych od niemowlęctwa.
3. Funkcjonariusze ci będą mieli gwarantowany wstęp do szkół, szpitali, więzień, jednostek wojskowych, w celu gromadzenia informacji i prowadzenia działań propagandowych i manipulacyjnych na rzecz Rosji i jej interesów.
4. Funkcjonariusze ci wstępując do polskiego wojska zostają od razu co najmniej kapitanami, a nawet generałami i mają nie tylko pensje pochodzące z dochodu narodowego Polski, ale także maja dostęp do największych tajemnic
5. W stosownych przypadkach będą mieli tez pensje i przywileje takie same jak pracownicy tych ośrodków, ale pod wieloma względami nie będą podlegać takim samym przepisom np. ci w szkołach nie będą podlegali kuratorium i ministerstwu,
6. Funkcjonariusze ci będą mogli na terenie swoich eksterytorialnych placówek codziennie (a minimum raz w roku) przesłuchiwać polskich obywateli bez świadków i przy zachowaniu tajemnicy, na okoliczność posłuszeństwa prawu i interesom Rosji.
7. Rosja zastrzega sobie prawo do organizowania bez uzyskiwania stosownych zezwoleń, manifestacji ulicznych w święta państwowe Rosji we wszystkich miejscowościach w Polsce oraz okresowych przemarszów drogami publicznymi do wybranych placówek dyplomatycznych.
8. Ponadto Polska przyzna im bezpłatną opiekę medyczną i emerytury.
9. W przypadku łamania prawa przez tych funkcjonariuszy, w szczególności gwałcenia polskich dzieci, o ile nie zostali złapani na gorącym uczynku, Moskwa zastrzega sobie prawo do nie informowania polskich władz i podejmowania kroków zgodnie ze swoimi interesami - np. tuszowania sprawy, zastraszania ofiar, przenoszenia winnych na inną placówkę, kłamania, oskarżania innych etc.
10. Rosja zastrzega sobie prawo do wykorzystywania swoich funkcjonariuszy do otwartego krytykowania i wpływania na polską politykę wewnętrzną i zewnętrzną, prawa obywatelskie, kierunki badań naukowych i inny dowolny aspekt życia społecznego i politycznego
11. Rosja zastrzega też, że jest niezależnym państwem i Polska nie ma tam prawa krytyki, a manipulacje są niedopuszczalne i będą ścigane przez polską policję, prokuraturę i sądy.
12. Polska ma też oddać Rosji wszystkie ziemie i nieruchomości jakie kiedykolwiek należały do władz Imperium Rosyjskiego lub Związku Radzieckiego albo obywateli któregoś z tych krajów.
13. Polacy robią codzienną składkę pieniężną na rzecz Rosji.
14. Polski rząd finansuje działalność agentów Rosji pracujących w Polsce.
15. UMOWA GWARANTUJĄCA TE WSZYSTKIE PRZYWILEJE NIE PODLEGA WYPOWIEDZENIU !
1. Polska będzie utrzymywać na swój koszt wszystkie ambasady Rosji i rosyjskie uczelnie wyższe, licea i gimnazja na terenie Polski.
2. Polska zgodzi się, aby Rosja posiadała na terytorium Polski siatkę jawnych, umundurowanych funkcjonariuszy, zarówno obcego pochodzenia jak i rekrutowanych miejscowo oraz tajnych agentów i agentów wpływu rekrutowanych i szkolonych od niemowlęctwa.
3. Funkcjonariusze ci będą mieli gwarantowany wstęp do szkół, szpitali, więzień, jednostek wojskowych, w celu gromadzenia informacji i prowadzenia działań propagandowych i manipulacyjnych na rzecz Rosji i jej interesów.
4. Funkcjonariusze ci wstępując do polskiego wojska zostają od razu co najmniej kapitanami, a nawet generałami i mają nie tylko pensje pochodzące z dochodu narodowego Polski, ale także maja dostęp do największych tajemnic
5. W stosownych przypadkach będą mieli tez pensje i przywileje takie same jak pracownicy tych ośrodków, ale pod wieloma względami nie będą podlegać takim samym przepisom np. ci w szkołach nie będą podlegali kuratorium i ministerstwu,
6. Funkcjonariusze ci będą mogli na terenie swoich eksterytorialnych placówek codziennie (a minimum raz w roku) przesłuchiwać polskich obywateli bez świadków i przy zachowaniu tajemnicy, na okoliczność posłuszeństwa prawu i interesom Rosji.
7. Rosja zastrzega sobie prawo do organizowania bez uzyskiwania stosownych zezwoleń, manifestacji ulicznych w święta państwowe Rosji we wszystkich miejscowościach w Polsce oraz okresowych przemarszów drogami publicznymi do wybranych placówek dyplomatycznych.
8. Ponadto Polska przyzna im bezpłatną opiekę medyczną i emerytury.
9. W przypadku łamania prawa przez tych funkcjonariuszy, w szczególności gwałcenia polskich dzieci, o ile nie zostali złapani na gorącym uczynku, Moskwa zastrzega sobie prawo do nie informowania polskich władz i podejmowania kroków zgodnie ze swoimi interesami - np. tuszowania sprawy, zastraszania ofiar, przenoszenia winnych na inną placówkę, kłamania, oskarżania innych etc.
10. Rosja zastrzega sobie prawo do wykorzystywania swoich funkcjonariuszy do otwartego krytykowania i wpływania na polską politykę wewnętrzną i zewnętrzną, prawa obywatelskie, kierunki badań naukowych i inny dowolny aspekt życia społecznego i politycznego
11. Rosja zastrzega też, że jest niezależnym państwem i Polska nie ma tam prawa krytyki, a manipulacje są niedopuszczalne i będą ścigane przez polską policję, prokuraturę i sądy.
12. Polska ma też oddać Rosji wszystkie ziemie i nieruchomości jakie kiedykolwiek należały do władz Imperium Rosyjskiego lub Związku Radzieckiego albo obywateli któregoś z tych krajów.
13. Polacy robią codzienną składkę pieniężną na rzecz Rosji.
14. Polski rząd finansuje działalność agentów Rosji pracujących w Polsce.
15. UMOWA GWARANTUJĄCA TE WSZYSTKIE PRZYWILEJE NIE PODLEGA WYPOWIEDZENIU !
PODOBA SIĘ ??? NIE ???
A co jeżeli to zamiast Rosji byłyby Niemcy?
TEŻ NIE?
A co jeżeli to zamiast Rosji byłyby Niemcy?
TEŻ NIE?
Więc dlaczego zgodziliśmy się na coś takiego SAMEGO w stosunku do WATYKANU (konkordat) - który zawsze trzymał z zaborcami i potępiał nasze powstania narodowe?"
Wow, mi dech zapiera... A wam..?
Autor póki co nieznany, ale sprawa, powinna być znana.
Autor póki co nieznany, ale sprawa, powinna być znana.
W sprawie nauczycieli, czyli "Dziecku potem"
DZIECKU POTEM.
W czasie podróży samolotem steward albo stewardesa pokazują nam, co robić w razie rozszczelnienia czy zadymienia samolotu - spadają maski tlenowe i pada komunikat
NAJPIERW ZAŁÓŻ SOBIE. DZIECKU POTEM
To nieprawda, że zawsze i wszędzie dzieci są najważniejsze. Bywa, że nie są, a nawet nie mogą, czasem najpierw trzeba uratować dorosłych, żeby ci mogli sprawować opiekę nad dziećmi. Bywa i tak, że chorzy dorośli czy starcy są ważniejsi od zdrowych dzieci.
Głosy oburzenia osób nagle strrrrrasznie zatroskanych o dzieci w strajku są mocno przesadzone. Ach! Że "dzieci to odczuwają". No, a jak inaczej? Jak inaczej to przeprowadzić? Inaczej się nie dało. Ten rząd ma w dupie wykształciuchów, którzy raczej nie będą wyborcami - to cholerę im w bok! Niechaj żebrzą, a rząd zajmie się malowaniem pisanek i jajeczkiem. Nie mają czasu przed świętami!
Inni utyskują, że gdy strajk uderzy w matury i egzaminy to "złamie tym biednym dzieciom życie". Życia nie złamie. Najwyżej utrudni, zmeandruje. IIWŚ to pokazała - po niej wiele młodych ludzi miało przerwę w nauce i... nadrobili, dali radę!
Bo "taka była sytuacja".
I gdybym utrzymała tę retorykę łamania życia, to PIS łamie życie zarówno TYCH dzieci, jak i nade wszystko nauczycieli, w tym 80% kobiet które i tak z racji płci, zawodu i kulturze nie są wrzeszcząco roszczeniowe. Nie palą opon, nie wloką świńskich trucheł i latami dały sobie wmawiać, że pracują dla idei.
DZIECKU POTEM.
Dzieciom nie dzieje żadna krzywda. Tak naprawdę? Żadna. Mają dyskomfort, utrudnienie (zwłaszcza rodzice małych dzieci) ale to nie jest KRZYWDA, nie szermujmy tym słowem. Przeżyją.
Bo to jest też walka o jakość oświaty.
Do zawodu w którym dostaje się jakieś resztki z pańskiego stołu (porównajmy z członkami rządu, czy zasiadającymi w radach spółek skarbu państwa) nie pójdzie nikt sensowny! Opustoszeją wydziały biologii, geografii fizyki i chemii na kierunkach pedagogicznych, a na ich miejsce przyjdą matoły tłumaczyć, że Ziemia jest płaska i pan bozia stworzyła świat w 7 dni, 2000 lat temu a każde dziecko taszczy od pieluch jakiś idiotyczny grzech,... Tego chcemy tupiąc na nauczycieli?
Nie obciążajmy nauczycieli za ten obecny DYSKOMFORT.
DZIECKU POTEM.
Nauczyciele - trzymajcie się i może jednak jakoś dotkliwiej strajkujcie, bo jak widać rząd ma Was w ... i upokarza z dnia na dzień co raz ohydniej.
To strona rządząca, i ministra tego bur...aganu są odpowiedzialni za dziecięco młodzieżowy DYSKOMFORT.
I tylko! TYLKO ONI!
W czasie podróży samolotem steward albo stewardesa pokazują nam, co robić w razie rozszczelnienia czy zadymienia samolotu - spadają maski tlenowe i pada komunikat
NAJPIERW ZAŁÓŻ SOBIE. DZIECKU POTEM
To nieprawda, że zawsze i wszędzie dzieci są najważniejsze. Bywa, że nie są, a nawet nie mogą, czasem najpierw trzeba uratować dorosłych, żeby ci mogli sprawować opiekę nad dziećmi. Bywa i tak, że chorzy dorośli czy starcy są ważniejsi od zdrowych dzieci.
Głosy oburzenia osób nagle strrrrrasznie zatroskanych o dzieci w strajku są mocno przesadzone. Ach! Że "dzieci to odczuwają". No, a jak inaczej? Jak inaczej to przeprowadzić? Inaczej się nie dało. Ten rząd ma w dupie wykształciuchów, którzy raczej nie będą wyborcami - to cholerę im w bok! Niechaj żebrzą, a rząd zajmie się malowaniem pisanek i jajeczkiem. Nie mają czasu przed świętami!
Inni utyskują, że gdy strajk uderzy w matury i egzaminy to "złamie tym biednym dzieciom życie". Życia nie złamie. Najwyżej utrudni, zmeandruje. IIWŚ to pokazała - po niej wiele młodych ludzi miało przerwę w nauce i... nadrobili, dali radę!
Bo "taka była sytuacja".
I gdybym utrzymała tę retorykę łamania życia, to PIS łamie życie zarówno TYCH dzieci, jak i nade wszystko nauczycieli, w tym 80% kobiet które i tak z racji płci, zawodu i kulturze nie są wrzeszcząco roszczeniowe. Nie palą opon, nie wloką świńskich trucheł i latami dały sobie wmawiać, że pracują dla idei.
DZIECKU POTEM.
Dzieciom nie dzieje żadna krzywda. Tak naprawdę? Żadna. Mają dyskomfort, utrudnienie (zwłaszcza rodzice małych dzieci) ale to nie jest KRZYWDA, nie szermujmy tym słowem. Przeżyją.
Bo to jest też walka o jakość oświaty.
Do zawodu w którym dostaje się jakieś resztki z pańskiego stołu (porównajmy z członkami rządu, czy zasiadającymi w radach spółek skarbu państwa) nie pójdzie nikt sensowny! Opustoszeją wydziały biologii, geografii fizyki i chemii na kierunkach pedagogicznych, a na ich miejsce przyjdą matoły tłumaczyć, że Ziemia jest płaska i pan bozia stworzyła świat w 7 dni, 2000 lat temu a każde dziecko taszczy od pieluch jakiś idiotyczny grzech,... Tego chcemy tupiąc na nauczycieli?
Nie obciążajmy nauczycieli za ten obecny DYSKOMFORT.
DZIECKU POTEM.
Nauczyciele - trzymajcie się i może jednak jakoś dotkliwiej strajkujcie, bo jak widać rząd ma Was w ... i upokarza z dnia na dzień co raz ohydniej.
To strona rządząca, i ministra tego bur...aganu są odpowiedzialni za dziecięco młodzieżowy DYSKOMFORT.
I tylko! TYLKO ONI!
Multitasking czyli wielozadaniowość i jak sobie z tym radzić.
Do czasopisma (nowe jest) To Twój Moment napisałam tekst w którym wykorzystałam realny, najprawdziwszy łańcuszek, który mnie kiedyś dobił, a przydał się bardzo gdy miałam napisać felietonik o multitaskingu czyli wielozadaniowości:
Multitasking…czy koniecznie?
Multitasking…czy koniecznie?
Miltitasking, czyli wielozadaniowość? Przypomina mi się durnowaty łańcuszek pochodzenia amerykańskiego pt „Kobieta idzie spać” Przytoczę tę martyrologię:
Rodzice oglądali TV i mama powiedziała: "Jest już późno, jestem
zmęczona, pójdę spać". Poszła do kuchni zrobić kanapki dla nas
na jutrzejszy lunch, wypłukała kolby kukurydzy, wyjęła mięso z lodówki na dzisiejszą kolację, sprawdziła ile jest płatków śniadaniowych w puszce, nasypała cukru do cukierniczki, położyła łyżki i miseczki na stole i przygotowała ekspres do zaparzenia kawy na jutro rano.
Rodzice oglądali TV i mama powiedziała: "Jest już późno, jestem
zmęczona, pójdę spać". Poszła do kuchni zrobić kanapki dla nas
na jutrzejszy lunch, wypłukała kolby kukurydzy, wyjęła mięso z lodówki na dzisiejszą kolację, sprawdziła ile jest płatków śniadaniowych w puszce, nasypała cukru do cukierniczki, położyła łyżki i miseczki na stole i przygotowała ekspres do zaparzenia kawy na jutro rano.
Potem włożyła już upraną odzież do suszarki, załadowała nową partię do pralki, uprasowała koszulę i przyszyła guzik.
Sprzątnęła ze stołu pozostawioną grę, postawiła telefon na ładowarkę
i odłożyła książkę telefoniczną do szuflady.
Podlała kwiaty, opróżniła kosze na śmieci i powiesiła ręcznik do wysuszenia.
Potem ziewnęła, przeciągnęła się i poszła dosypialni.
Zatrzymała się przy biurku i napisała kartkę do nauczyciela, odliczyła trochę kasy na wycieczkę w teren i wyciągnęła podręcznik schowany pod krzesłem.
Podpisała kartkę urodzinową dla przyjaciółki zaadresowała kopertę i nakleiła znaczek
oraz zapisała, co kupić w sklepie spożywczym.
Obie kartki położyła obok torebki.
Potem Mama zmyła twarz mleczkiem "trzy w jednym", posmarowała się kremem "na noc i przeciw starzeniu", umyła zęby i opiłowała paznokcie.
Ojciec zawołał: "Myślałem, że poszłaś do łóżka".
"Właśnie idę" - odpowiedziała Mama.
Sprzątnęła ze stołu pozostawioną grę, postawiła telefon na ładowarkę
i odłożyła książkę telefoniczną do szuflady.
Podlała kwiaty, opróżniła kosze na śmieci i powiesiła ręcznik do wysuszenia.
Potem ziewnęła, przeciągnęła się i poszła dosypialni.
Zatrzymała się przy biurku i napisała kartkę do nauczyciela, odliczyła trochę kasy na wycieczkę w teren i wyciągnęła podręcznik schowany pod krzesłem.
Podpisała kartkę urodzinową dla przyjaciółki zaadresowała kopertę i nakleiła znaczek
oraz zapisała, co kupić w sklepie spożywczym.
Obie kartki położyła obok torebki.
Potem Mama zmyła twarz mleczkiem "trzy w jednym", posmarowała się kremem "na noc i przeciw starzeniu", umyła zęby i opiłowała paznokcie.
Ojciec zawołał: "Myślałem, że poszłaś do łóżka".
"Właśnie idę" - odpowiedziała Mama.
Wlała trochę wody do miski psa i wypuściła kota na dwór, potem sprawdziła czy drzwi są zamknięte i czy światło na zewnątrz jest zapalone. Zajrzała do pokoju każdego dziecka,
wyłączyła lampki i telewizory, powiesiła koszulki, wrzuciła brudne skarpety do kosza i krótko pogadała z jednym z dzieci, jeszcze odrabiającym lekcje.
wyłączyła lampki i telewizory, powiesiła koszulki, wrzuciła brudne skarpety do kosza i krótko pogadała z jednym z dzieci, jeszcze odrabiającym lekcje.
W swoim pokoju Mama nastawiła budzenie, wyłożyła ubranie na jutro, naprawiła stojak na buty. Dopisała 3 rzeczy do listy 6 najważniejszych czynności dowykonania. Pomodliła się i wyobraziła sobie, że osiągnęła swoje cele.
W tym samym czasie Tata wyłączył telewizor i oznajmił
"w powietrze": "Idę spać". Co też bez namysłu uczynił.
W tym samym czasie Tata wyłączył telewizor i oznajmił
"w powietrze": "Idę spać". Co też bez namysłu uczynił.
Coś nadzwyczajnego w tej historii? Zastanawiasz się, dlaczego kobiety żyją dłużej?
"BO JESTEŚMY SKONSTRUOWANE NA DŁUGIPRZEBIEG"....
(i nie możemy umrzeć wcześniej, bo tyle mamy jeszcze do zrobienia!!!)
"BO JESTEŚMY SKONSTRUOWANE NA DŁUGIPRZEBIEG"....
(i nie możemy umrzeć wcześniej, bo tyle mamy jeszcze do zrobienia!!!)
Wyślij dziś tę historię do 5 fantastycznych kobiet - na pewno będą
Ci wdzięczne. (za co?! – mój dopisek)
I do mężczyzn - niech się trochę zastanowią (nad czym? Skoro żony ich obsługują?)
Ci wdzięczne. (za co?! – mój dopisek)
I do mężczyzn - niech się trochę zastanowią (nad czym? Skoro żony ich obsługują?)
Boże, co za idiotyzm! Nie będę wysyłać tej historii do fantastycznych kobiet, chyba po, to żeby się obśmiały i pokiwały głową z ubolewaniem. Fantastyczna kobieta, nie robi z siebie męczennicy, a z domowników kalek i udzielnych książątek. Ta kobieta z tekstu nie umie zorganizować domowników do wspólnej troski o dom. Za mało wymaga od domowników, i rżnie bohaterkę.
Nie zdobyła szacunku dzieci i męża, nie stawiając siebie na równi z nimi, nie ucząc ich, że powinni się z nią liczyć i włączyć się w pomoc w domu. Szybko zapadnie na choroby psychosomatyczne, a jak dzieci podrosną, będzie czuła pustkę, bo zabraknie osób do obsługiwania.
Nie lubi męża, ani chyba seksu z nim, więc kombinuje na sto sposobów, żeby odwlec pójście do łóżka. Za kilka lat będzie płakała u terapeuty, że mąż ją zdradza. Jako babcia będzie nadopiekuńcza, i namolna, bo nie poświęciła sobie czasu na to, żeby mieć własne zainteresowania, żeby mieć własny świat i własne radości.
Mogę wysłać to tylko, wraz z komentarzem jako przestrogę do kobiet, które nie wyrobiły sobie odpowiedniej pozycji w rodzinie, nie umie DELEGOWAĆ ZADAŃ, co w fajnej rodzinie powinno być normą. Współczesna i mądra kobieta tak organizuje rodzinę, żeby nikt w niej nie był ani przeciążony, ani rozleniwiony, bo dom, to teren należący do wszystkich, więc wszyscy muszą umieć o niego dbać.
Uściski!
Dzisiaj pani redaktor przysłała mi mail od czytelniczki (nie poprawiam, niektóre lapki (telefony? Może nie mają polskich znaków) :
Pani Doroto, Droga Redakcjo
Nie zdobyła szacunku dzieci i męża, nie stawiając siebie na równi z nimi, nie ucząc ich, że powinni się z nią liczyć i włączyć się w pomoc w domu. Szybko zapadnie na choroby psychosomatyczne, a jak dzieci podrosną, będzie czuła pustkę, bo zabraknie osób do obsługiwania.
Nie lubi męża, ani chyba seksu z nim, więc kombinuje na sto sposobów, żeby odwlec pójście do łóżka. Za kilka lat będzie płakała u terapeuty, że mąż ją zdradza. Jako babcia będzie nadopiekuńcza, i namolna, bo nie poświęciła sobie czasu na to, żeby mieć własne zainteresowania, żeby mieć własny świat i własne radości.
Mogę wysłać to tylko, wraz z komentarzem jako przestrogę do kobiet, które nie wyrobiły sobie odpowiedniej pozycji w rodzinie, nie umie DELEGOWAĆ ZADAŃ, co w fajnej rodzinie powinno być normą. Współczesna i mądra kobieta tak organizuje rodzinę, żeby nikt w niej nie był ani przeciążony, ani rozleniwiony, bo dom, to teren należący do wszystkich, więc wszyscy muszą umieć o niego dbać.
Uściski!
Dzisiaj pani redaktor przysłała mi mail od czytelniczki (nie poprawiam, niektóre lapki (telefony? Może nie mają polskich znaków) :
Pani Doroto, Droga Redakcjo
Felieton Malgorzaty Kalicinskiej MULTITASKING =MUTIPROBLEM przeczytalam dwa razy I zamarlam.Mam 36 lat- czuje sie mloda, mam dwojke dzieci, wspanialego meza I tez tak robie.To straszne! Wlasnie zdalam sobie sprawe, ze usilnie chce byc super mama I zona.Mam meza, ktory mi chce pomagac, mam grzeczne dzieci, ktore moge poprosic o posprzatanie pokoi I to zrobia. Ale ja z mlekiem matki yssalam slowo SAMA. Ja sama wszystko zrobie, wtedy bedzie to zrobione dobrze. Dobrze? To bedzie moje dobrze.Najwieksze wrazenie wywarly na mnie ostatnie akapity " Nie zdobyla szacunku dzieci I meza...", "Nie lubi meza ani chyba seksu z nim...", "Jako babcia bedzie namolna..."To straszne bo to prawda a najgorsze, ze to nie ich wina, to ja tym swoim SAMA codziennie spuszczam sobie krew. A moze I te krew spuszcza kolezanka z pracy, ktora zawsze jest perfekcyjna I wszystko robi sama, albo tesciowa, ktora od slowa sama zaczyna prawie kazde zdanie. Moze mama, ktora rzeczywiscie byla sama I sama wszystko robila, ale ona musiala. Ja - nie. Oparlam sie o parapet I wyobrazilam sobie siebie za 20lat zgorzkniala, zmeczona zyciem bez usmiechu. Po pracy pojechalam do sklepu I kupilam farbe tablicowa. W domu poprosilam meza o pomalowanie nia sciany w przedpokoju. Zapisalismy tam nasze wspolne obowiazki. Moje corki byly przeszczesliwe, ze wpadlam na taki pomysl. Starsza powiedziala, ze wreszcie wie w czym moze mi pomoc.Tego dnia widmo tej zgorzknialej starej baby gdzies zniknelo. Wiem, ze musze byc czujna by nie powrocilo.Wieczorem wzielam prysznic potem podeszlam do meza I znaczaco mrugajac powiedzialam "ide spac". I czulam sie wspaniale!
sobota, 3 listopada 2018
Cmentarne maniery Polaków.
Kolega nie znosił swojej matki. Gdy zmarła skremował ją i wrzucił byle jaką urnę wprost do ziemi na cmentarzu komunalnym. Potem przywiózł skądś spory, owalny kamień i rzucił na miejsce pochówku urny. Jakby chciał ją przydusić tak mocno, żeby już nigdy nie wyszła jak jakiś dżin z butelki. Okropne to było.
Chodząc po polskich cmentarzach mam co jakiś czas takie wrażenie, że rzucamy na zmarłego jakieś głazisko, nagrób (bo nagrobek brzmi jak coś małego) wielki i ciężki, jakbyśmy się bali, iż zmarli rozkopią się i przyjdą do nas z pretensjami. Niechaj siedzą pod takim wielgaśnym, szczelnym nagrobem!
Idą na to takie pieniądze, że doprawdy można się załamać. Policzyłam to na małych liczbach: Cmentarz Wojskowy Powązki: 39000 (po zaokrągleniu) grobów pomnożyłam przez uśredniony koszt nagrobka. 10 000 (Oczywiście jedne to „tylko 3500 PLN a inne 50 000 PLN) i wyszła kwota 390 milionów PLN.
A jak policzyć to, co tam zostawiamy?
W całej Polsce (ktoś policzył koszt zniczy i kwiatów naturalnych i sztucznych) to zakupy za… miliard złotych! A tacy niby jesteśmy ubodzy…
Chodzę i oglądam groby i nadziwić się nie mogę, czemu jesteśmy cały czas tacy „zastaw się, a postaw się”? Po co zmarłym pomniki za tysiące złotych?! A nam żywym, po co? Żeby raz, góra dwa do roku, złożyć kwiecie i zapalić znicz? A czemu ów znicz musi być wielki, ozdobny i palić się 5 dni? Zmarły tego nie widzi, my też, bo po godzinie jedziemy do domu na obiad. Nie wystarczy maleńki znicz i kwiat? Musimy paść producentów sztucznych (obrzydliwych) kwiatów i zniczy? Czy nie lepiej te pieniądze dorzucić do wakacji, na książki? Miliard złotych zostawiamy w zaduszki na cmentarzach a potem to wszystko ląduje na wysypisku!
A pochówek? Pogrzeb to cały przemysł dzisiaj. Na zrozpaczonej rodzinie łatwo żerować i wpuszczać ją w koszty. KOLOSALNE. Trumny jak samochody, pościel trumienna, makijaż i lifting, strój trumienny – wszystko co pójdzie do grobowca, albo do grobu na wieki. Pod ziemię. Pieniądze w ziemię.
A te wielkie, wystawne bukiety, wieńce, które ciężko dźwignąć, wymyślne urny i oprawa, za którą księża biorą też niewąskie pieniądze.
Osobny temat to zmarłe znakomitości. Zasłużeni.
Aleja Zasłużonych to prestiż, ale i zmartwienie dla rodziny, bo tani nagrobek tu nie pasuje.
Ostatnio na Fb mamy wręcz wylew pretensji i roszczeń ludzi kompletnie nie związanych ze zmarłymi do rodzin. Że JESZCZE nie ma nagrobka, że nieładny, że tabliczka za mała, albo co tam jeszcze. A za tym wylewa się fala hejtu, wrednych komentarzy, sugestii i przypuszczeń wyssanych z palca. A wdowy, wdowcy i rodzina czyta to i czuje się jak na publicznym pręgierzu.
Sama miałabym wątpliwości, czy gdybym chowała znanego męża w Alei Zasłużonych, to czy dałabym się wmanewrować w nagrobek za takie pieniądze, za które mogłabym na stare lata wyjechać w podróż, albo leczyć się bez problemów.
Nagrobek Kory jest dla mnie jednym z piękniejszych – bez ostentacji i piękny, w Jej stylu. Nagrobki luminarzy świeżo pochowanych z bramy na prawo – przykładem nadęcia i gigantomanii a też braku gustu w tym względzie.
Od lat wiadomo, że polski kamieniarz tłucze nie tylko kamienie, ale i potężną kasę.
Bywałam w świecie, zachwycił mnie jeden z cmentarzy w Perth. To na w pół dziki park, a tam zamiast alejek z nagrobkami tylko tabliczki ku pamięci i kilka może malutkich tablic i płyt nagrobnych. Skromniej nawet niż w USA. Bywa, że rodzina (tak sądzę) zabiera urnę, a może i wkopuje ją do ossuarium czy niskiego kolumbarium w owym parku, a na mostku czy obramowaniu jeziorka przykręca tabliczkę z danymi babci czy ojca… I tylko.
Koszty prawie żadne. Bo liczy się pamięć, a nie ostentacja.
czwartek, 12 lipca 2018
Pierwsze Damy
Wpis z Fb:
Jako kobieta i człowiek z niejakim zdumieniem widzę udostępniany sobie wzajem mem, na którym mowa jest o tym, że Pani prezydentowa Agata Kornhauser Duda miałaby dostać swoją pensję, i że absolutnie się na to nie zgadzamy.
Serio?
To wstrząsające, że myślący ludzie idą za emocjami (bo ktoś nie lubi pani Prezydentowej, i ja też nie jestem wielbicielką) a nie za SPRAWĄ.
Serio?
To wstrząsające, że myślący ludzie idą za emocjami (bo ktoś nie lubi pani Prezydentowej, i ja też nie jestem wielbicielką) a nie za SPRAWĄ.
Nota bene ustawa ta padła. PADŁA, szanowni udostępniacze.
I nikt nie zadał sobie trudu sprawdzić, co się z tym projektem dzieje i dlaczego pis nie podpisał pensji dla własnej prezydentowej.
PADŁA, a czemu? Bo te pieniądze należałyby się też pozostałym paniom prezydentowym Danucie Wałęsowej, Jolancie Kwaśniewskiej i Annie Komorowskiej, a tego pis już nie mógł ścierpieć.
I nikt nie zadał sobie trudu sprawdzić, co się z tym projektem dzieje i dlaczego pis nie podpisał pensji dla własnej prezydentowej.
PADŁA, a czemu? Bo te pieniądze należałyby się też pozostałym paniom prezydentowym Danucie Wałęsowej, Jolancie Kwaśniewskiej i Annie Komorowskiej, a tego pis już nie mógł ścierpieć.
W prawie, nie tylko polskim, jest luka legilacyjna w sprawie tego, czy Pierwsza Dama może pracować, czy nie.
Zwyczajowo, jeśli jest kobietą (!) z automatu staje się kwiatkiem do garnituru męża i sprawuje "funkcje reprezentacyjne" - znaczy stoi i się uśmiecha, ewentualnie konwersuje mile + inne, czyli
wedle woli, sprawuje pieczę nad szpitalami, ochronkami etc.
Pierwsi Dżentelmeni na świecie - pracują jak gdyby nigdy nic!
Od nich się nie wymaga, by byli kwiatkiem do kożucha żony prezydentki. Pierwsze Damy muszą (?) rezygnować z pracy.
Nadto na ten czas nikt Pierwszej Damie nie płaci ZUS. Może to robić oczywiście mąż, łaskawie.
Ale to dość kiepskie jest w obliczu równouprawnienia.
Słabe to jest.
Po dwóch kadencjach niepracowania i nieodprowadzania składek wyląduje finansowo fatalnie.
To jest niehalo wobec KOBIETY.
Zwyczajowo, jeśli jest kobietą (!) z automatu staje się kwiatkiem do garnituru męża i sprawuje "funkcje reprezentacyjne" - znaczy stoi i się uśmiecha, ewentualnie konwersuje mile + inne, czyli
wedle woli, sprawuje pieczę nad szpitalami, ochronkami etc.
Pierwsi Dżentelmeni na świecie - pracują jak gdyby nigdy nic!
Od nich się nie wymaga, by byli kwiatkiem do kożucha żony prezydentki. Pierwsze Damy muszą (?) rezygnować z pracy.
Nadto na ten czas nikt Pierwszej Damie nie płaci ZUS. Może to robić oczywiście mąż, łaskawie.
Ale to dość kiepskie jest w obliczu równouprawnienia.
Słabe to jest.
Po dwóch kadencjach niepracowania i nieodprowadzania składek wyląduje finansowo fatalnie.
To jest niehalo wobec KOBIETY.
Faktem jest, że w obecnych czasach żona prezydenta bywa narażona na różne wredne zachowania oponentów politycznych, frustratów i zwykłych szaleńców, więc musiałaby jeździć i być w pracy w towarzystwie BORowików czy nawet antyterrorystów. Dlatego padła propozycja pensji publicznej i oficjalnego opłacania ZUS.
Wówczas Pierwsza Dama ( i tego trzeba byłoby dopilnować) ubierałaby się z własnej pensji. A i tak dzisiaj każda z dam ubierała się (zwłaszcza na publiczne występy) z naszej kieszeni.
Wówczas Pierwsza Dama ( i tego trzeba byłoby dopilnować) ubierałaby się z własnej pensji. A i tak dzisiaj każda z dam ubierała się (zwłaszcza na publiczne występy) z naszej kieszeni.
I tu nie chodzi o tę, konkretną Panią Prezydentową (a w tym nasze sympatie czy antypatie) a wszystkie następne Pierwsze Damy. O KOBIETY.
Przykro mi to pisać, ale warto pomyśleć ogólniej i nieemocjonalnie, zanim się coś podobnego coś wklei, udostępni.
Subskrybuj:
Posty (Atom)